Rozdział 4
„Pokłosie”
Ferenc
Po
odłączeniu się od dziewczyn wraz z Lukasem udaliśmy się w stronę naszego
pokoju. Jednakże na korytarzu prowadzącym do pokoi klas 1-3 spotkaliśmy
policjanta w mundurze przepytującego uczniów będących na miejscu zdarzenia. Gdy
nas zauważył od razu wykrzyknął:
- Ej wy dwaj
z której jesteście klasy?
-Jesteśmy z
3b.-Odpowiedział Lukas popisując się swoją głupotą. Teraz nas na pewno nie
przepuści-Pomyślałem.
- Tak to
świetnie, bo mam do was kilka pytań o to co się stało po lekcji wychowania
fizycznego.
-Jest pan z
policji?- Zapytałem rżnąc głupa pytając się umundurowanego kolesia czy jest z
policji.
-Tak. Jestem
Maurice Putain z policji kantonu Neuchatel.- Odpowiedział nam.
- Nie
popełniliśmy żadnego wykroczenia panie
władzo.- Odpowiadam próbując zejść z tematu akcji w szatni.
- Nie chodzi
o to co wy zrobiliście ale o to co zrobił napastnik.- odpowiedział nam kanar.
Wymieniliśmy
spojrzenia z Lukasem. Obydwaj wiemy ,że teraz trzeba mu naopowiadać bredni o
dziadku z wermachtu i sprawić, żeby w to uwierzył. O ile dla mnie nakłamanie
psu nie łamie żadnych zasad moralnych, to wątpię, żeby Lukas posunął się do
kłamstwa. Najpewniej cały ciężar rozmowy od razu spadnie na mnie.
-Chodzi panu
o tego emeryta w niemieckim mundurze?- Zapytałem nieśmiało.
-Właśnie o
niego, bo w zeznaniach uczniów są spore rozbieżności. Ale najpierw to podajcie
swoje personalia.-Odpowiedział podejrzliwie Policjant.
-Ja jestem
Lukas Kleinritter a mój kolega to Ferenc Wańczak.- Powiedział Lukas wiedząc, że
to jedno z niewielu pytań, na które może odpowiedzieć uczciwie.
-Dobrze
więc. Wańczak gdzie ty byłeś podczas napaści?
- Byłem z
Lukasem w toalecie gdy wpadł ten emeryt. Wyrzucił mnie i Lukasa z toalety i
wrzucił tam granat prosto w wirującą wodę wrzeszcząc w stronę kibla: „Mam cię
Żydzie!”.Następnie zamknął drzwi, a rzucony przez niego granat zniszczył sedes
i spowodował eksplozję zawartości.- Powiedziałem zmyślając na potęgę.
- Chmm. A co
było dalej ?-Powiedział lekko rozbawiony funkcjonariusz.
- Potem nas wygonił z szatni i chciał
rozstrzelać na drzwiach ewakuacyjnych z pomocą granatnika, ale to, że
dziewczyny wtedy wyszły z sali zdekoncentrowało go na tyle, że chybił i zamiast
nas zabić zniszczył drzwi ewakuacyjne, umożliwiając nam ucieczkę.
-Granatnik?
Chłopcze czy ty w ogóle wiesz jakie zniszczenia powoduje granatnik? Gdyby to
granat zniszczył drzwi to by zabił lub ciężko ranił każdego kto był na
miejscu.- Odpowiedział policjant nie łyknąwszy mojej opowieści.
-A jak
inaczej pan wytłumaczy te zniszczenia?
- To już nie
twoja sprawa gnojku. Jesteście wolni.-powiedział po czym dodał jeszcze-Na
razie.
Poszedłem
zdenerwowany do pokoju całkowicie olewając Lukasa ,który nic mi nie pomógł
podczas tej rozmowy. Do pokoju wpadłem jak burza zatrzaskując Lukasowi drzwi
przed nosem. Padłem na swoje łóżko zdenerwowany i zacząłem rozmyślać co się
stanie jak gliny odnajdą bunkier, a w nim skanery, superkomputer oraz
trzymetrowego pytona, który utknął głową w kanapie. Czy pójdziemy wtedy siedzieć?
Rozmyślałbym zapewne dalej, gdyby do pokoju nie wszedł Lukas mącąc mój spokój.
-Długo
będziesz strzelał fochy?- Zapytał.
-Mogłeś mnie
wspomóc a nie milczeć gdy musiałem zmyślać temu psu. Czy ty w ogóle zdajesz
sobie zdanie, że jest coś takiego jak solidarność w grupie? Jeśli by mi nie
uwierzył to mielibyśmy spore kłopoty.-odpowiadam Niemcowi zdenerwowany jego
brakiem zaangażowania, w zachowaniu w tajemnicy istnienia bunkra.
-Nie będę
nikomu kłamał a zwłaszcza glinom.
- Tak? A co
zrobisz jak cie wezmą na komisariat w sprawie bunkra w parku.
-Nie muszę
ci odpowiadać.- mówi zirytowany sytuacją Lukas po czym dodaje.-Może byś
zadzwonił do dziewczyn, bo ja mam numer jedynie do Sylwii, a ona nie odbiera.
-Chciałbym, ale
nie mam telefonu do żadnej z nich.- Odpowiadam mu uświadamiając sobie, że znam
Sylwię i Łucję od trzech lat, a do żadnej z nich nie mam telefonu.
- Oj tam nic
się na razie niestało.-Powiedział po czym dodał: A tak w ogóle to czemu Agnes
miała w Cortexie inny strój?
-Nie mam
pojęcia i mnie to nie obchodzi. W końcu to tylko gra.- Mówię Niemcowi kończąc
rozmowę po czym wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju.
Udaję się
korytarzem na parter internatu, by się wymknąć z internatu i zobaczyć co
Nicollo chce zrobić z kumplami w sprawie węża. Idąc korytarzami internatu nie
spotykam nikogo, bo wszyscy albo są na lekcjach albo siedzą w pokojach starając
sobie logicznie wytłumaczyć to co się stało. Po wyjściu drzwiami ewakuacyjnymi
z internatu przemykam między krzakami rosnącymi na niezagospodarowanym terenie,
tak by niezauważenie przemknąć do lasu. Będąc w lesie również nie napotykam
żadnych trudności ale gdy dochodzę do bunkra widzę Jeana i Nigela niosących
spróchniałe sztachety od płotu oraz słyszę dobiegające ze środka bunkra krzyki
i głośne przekleństwa.
Nicollo
Pięć minut wcześniej
Schodzę do
bunkra z pozostałymi członkami „gwardii[1]”, by zobaczyć dlaczego
pan pyton mając mnóstwo kąsków do pożarcia, wpakował się akurat do bunkra. W
szkole zrobiliśmy małą kampanię propagandową tak, by przekonać resztę szkoły,
że żadnego węża nie było. W końcu gdyby znaleziono węża w podziemnym bunkrze ze
sprzętem rodem z filmu sci-fi gliny miałyby do nas kilka pytań. Gdy zeszliśmy
do podziemi zobaczyliśmy pierwszą rzecz, która nas zaskoczyła. Była to dziura w
żelbetonowej ścianie zrobiona przez najwyraźniej jadącego na godmodzie węża.
-Trudno. Jakoś się załata. –pomyślałem.
-Jean
pamiętasz ten stary, rozwalający się płot przy opuszczonej leśniczówce?-
zapytał się go Franz. Będący naszym nieoficjalnym liderem tylko dlatego, że
zajebał nas wszystkich w niedzielę jak urządziliśmy sobie w szóstkę turniejek
kto zabije pozostałych w Cortexie.
-No owszem.-
odparł mu Jean.
-Przydałoby
się żeby ktoś tam skoczył i zgarnął kilka sztachet z płotu. To byśmy wtedy
jakoś załatali tę dziurę sztachetami od wewnątrz i zasypali tę dziurę ziemią od
zewnątrz.- powiedział Franz.
-To ja pójdę
wraz z Nigelem. Ok Nigel ?- rzucił Jean.
- Dobra
–odpowiedział mu Nigel po czym powiedział do reszty-to miłego wyciągania z bunkra
naszego nieproszonego gościa.
Gdy Nigel i
Jean poszli po materiały to zapchania dziury, zagłębiliśmy się w dalsze części
bunkra. W Sali z komputerem i skanerami zobaczyliśmy nieruchome cielsko pytona,
którego głowa wbiła się w środkową poduszkę na przyniesionej przez nas do
bunkra z leśniczówki starej kanapie. Wraz z Markiem i Franzem podeszliśmy do
węża zostawiwszy nasze plecaki w rogu sali a Klemens udał się w stronę
komputera sprawdzić zapisy z walki w Cortexie i powiadomić strażnika o
możliwych problemach. Zbliżyłem się do tylnej części ciała/ogona czy jak tam
się nazywa ciało węża i spróbowałem je podnieść. Ledwo mi się udało utrzymać je
przez kilka sekund. Może już kogoś pożarł na przykład tego kurdupla Adolfa, bo
jego by akurat wsunął całego na raz- pomyślałem.
- Pięknie
kurwa, po prostu pięknie. Jak my go teraz stąd usuniemy?- powiedział zdenerwowany
Franz.
-Może go
wypchamy i powiesimy na ścianie bunkra tak na pamiątkę.- zaproponowałem.
-Pojebało?-
odpowiedział mi Niemiec.
- Niby
czemu? Jak zamierzasz go przenieść skoro w czwórkę nie jesteśmy w stanie go
nawet ruszyć.
- Ej! A może
potniemy go na kawałki i wyniesiemy gdzieś w las by usunąć ślady tej rozróby?-
wtrącił się w naszą rozmowę mój współlokator.
-No w sumie
to nie jest taki głupi pomysł.-odparł mu Franz po czym zapytał się Marka: a
pomyślałeś czym go potniemy?
-Coś się
potem wymyśli. Ale najpierw wyciągnijmy jego ryjec z kanapy i skołujmy nową
poduszkę w miejsce tej przedziurawionej.-powiedziałem do reszty.
W momencie gdy
wszyscy trzej chwyciliśmy za głowę węża, by wyciągnąć go z kanapy wąż się nagle
ocknął. Wszyscy odskoczyliśmy od odzyskującego przytomność gada. Niestety w
bunkrze nie było niczego co by się nadało do obrony przed gadem. Podbiegłem w
stronę rogu w, którym zostawiliśmy plecaki by poszukać czegoś co się nada do
obrony. Gdy wąż do mnie podpełzł, to wyjąłem z plecaka podręcznik z
Francuskiego i cisnąłem dwustustronowym tomiskiem w głowę węża, trafiając go w
oko po czym odskoczyłem na bok głośno przeklinając niechcianego gościa. Na
szczęście wtedy do bunkra wpadli Jean, Nigel i o dziwo Ferenc, który powinien
sobie poszukać dziewczyny, bo zdecydowanie za często się bawi w detektywa. Każdy
z nich miał przy sobie po kilka sztachet ze spróchniałego płotu. Nie zdały by
się na wiele gdyby nie to, że z każdej sztachety wystawały po dwa zardzewiałe
gwoździe. Rzucili nam po sztachecie dzięki którym byliśmy w stanie przypuścić
atak. Zaszliśmy węża z kilku stron dzięki czemu Nigelowi, który go zaszedł od
prawej udało się uderzyć sztachetą węża prosto w pysk roztrzaskując przy okazji
spróchniałe drewno. Wąż znieruchomiał w momencie gdy między oczami utknął mu całkiem spory gwóźdź.
-Bala bala Kopf
Kaput[2]?- powiedziałem w stronę węża roztrzaskując kolejną
sztachetę na jego głowie.
- Nie martw
się. Zatuszuje się sprawę w szkole i bez
problemu załatwi się problem węża.- powiedział do mnie drwiąco Ferenc cytując
to co mu wcześniej powiedziałem przez telefon.
-A co
chciałbyś się bawić z panem pytonem pojedynczo, bo dziewczyny i Lukas pewnie by
od razu dali nogę gdy tylko zobaczyliby węża?- zripostowałem Węgrowi.
Ferenc
spojrzał w oczy węża, które pozostały otwarte po tym jak ich właściciel kopnął
w kalendarz po czym powiedział do wszystkich: Wiecie co? Ten wąż jak mnie
wcześniej gonił to w oczach miał ten sam symbol jaki miały potworki z Cortexu
oraz William.
-William?-
powiedziało na raz kilku moich kolegów z rocznika.
-Ten gościu
w czerni, którego zastrzeliłeś wczoraj wraz z Markiem i kimś tam jeszcze.
Powiedział Ferenc do Nigela.
-A skąd
wiesz jak on się nazywa?- zapytał się go Franz.
-Sam mi się
przedstawił.- odparł mu ironicznie Ferenc.
-Tego się
nie spodziewałem.- odpowiedział mu sztywno zdziwiony Franz nie zrozumiawszy
ironii.
-Czyli to co
się działo w naszej budzie z wężem ma jakiś z związek z Xaną i z tym Wa…-
powiedział do wszystkich Klemens ale nie zdążył dokończyć bo przerwał mu Nigel.
-Żyj sobie
dalej w swoim wyimaginowanym świecie.-powiedział do niego Nigel by Ferenc nie
zaczął wsadzać swojego przydługiego nosa w sprawy Cortexu, Xany i strażnika.
- Jak
uciekliście do Cortexu to spotkaliście tego jak mu tam?- rzucił Franz
zapomniawszy domniemanego imienia wielbiciela sztućców w rozmiarze XXL.
-Williama.-wyręczył
go Ferenc
- No to jak
spotkaliście Williama to co on robił? Pilnował tej swojej wieży? Opowiedz co
się tam wydarzyło- zapytał się go Franz.
-Ej!
Nicollo, Klemens jak nie macie nic ważniejszego do roboty to pomoglibyście mi i
Nigelowi w pocięciu węża na kawałki, bo jakoś musimy go wynieść bunkra nim
zacznie gnić.- Powiedział na głos Jean wymachując piłą do drewna, którą również
przyniósł z leśniczówki zirytowany tym, że od kilku minut go ignorujemy.
Tak więc
wraz z Klemensem podszedłem do węża by pomóc Nigelowi i Jeanowi w pocięciu
węża.
-Ale głowę
zostawcie. Mam co do niej fajny pomysł.-powiedziałem do nich a oni popatrzyli
się na jak na szaleńca. Następnie
wzięliśmy się za robotę a ja bacznie słuchałem rozmowy Franza Ferenca chcąc
dowiedzieć się jak najwięcej.
-… i wtedy
Agnes wyszła z wieży, która zmieniła barwę z czerwonej na
niebieską.-kontynuował Ferenc swoją opowieść.
-Dobra. Już
wystarczy. Wracaj do pokoju chyba, że chcesz nam pomóc przenosić siedem kawałków
truchła?- odpowiedział mu Franz.
- Nie
dzięki. Na dzisiaj mam już dość rozrywek .- powiedział Ferenc kończąc rozmowę
po czym poszedł w stronę włazu.
Gdy Ferenc
poszedł wynieśliśmy truchło węża oprócz głowy, którą zmierzam nikomu nic nie
mówiąc wypchać i powiesić na ścianie bunkra jako pamiątkę. Jutro wstaniemy
przed świtem i podpalimy cielsko węża tak aby wschodzące słońce zakryło
płomienie dość dużego ogniska ukrywając je przed wzrokiem uczniów, nauczycieli oraz
mieszkańców pobliskiego miasteczka.
Wróciwszy do
bunkra Franz zawołał nas wszystkich na kanapę by omówić następny krok. I wtedy
powtórzył nam to co usłyszał od Ferenca. Omówiwszy razem tę sprawę
postanowiliśmy sprawdzić tę wieżę w Cortexie. Tak więc ja wraz ze Markiem
przenieśliśmy się so wirtualnego świata. Wieża rzeczywiście zmieniła kolor co
potwierdził Mark, który już ją wcześniej widział. Już mieliśmy wracać gdy
dostaliśmy wiadomość od siedzącego przy komputerze Klemensa.
-Ej! Mam na
holomapie coś dziwnego na południowy zachód od was.
-Od kiedy to
my tu mamy zachód czy południe?- zapytałem się go zdziwiony.
-Ech. Po
prosu uznaj, że most prowadzący do kuli wskazuje
północ.- odparł Klemens
-Dobra, Już
biegniemy to sprawdzić.- odparłem mu po czym wraz z Markiem pobiegliśmy to
sprawdzić.
Gdy
dobiegliśmy na miejsce wskazane przez Klemensa nie wierzyliśmy własnym oczom.
Albo strażnik postanowił coś dodać do dość monotonnego wyglądu Cortexu albo mamy
nieproszonych gości. Przed nami w miejscu gdzie kończył się Cortex a zaczynał
przepaść stał statek o dość dziwnym wyglądzie. Miał on budowę podobną do litery
„T”. Z tym tylko, że górną kreseczka wyglądała trochę jak położony poziomo łuk
kompozytowy. Środkową część tworzyło coś wyglądające jak główny kokpit tego
statku od którego odchodziły na obydwie strony wygięte w łuk skrzydła. Na dolną
część statku składała się pionowa iglica skierowana w dół oraz przyczepione do
niej cztery małe stateczki. Gdy się już napatrzyliśmy usłyszeliśmy ponownie
głos Klemensa.
-Uważajcie!
Macie tam towarzystwo! Nie wiem dokładnie co lub kto to jest, bo sprawnie zakłócają
sygnał!- krzyknął do nas Klemens.
W tym
momencie w ciało Marka wbiły się dwa latające dyski, które przeszły na wylot i
poleciały dalej powodując jego dewirtualizację. Odwróciłem się w stronę
napastnika, ale nie zdążyłem niczego dostrzec oprócz dwóch ostrzy, które
zagłębiły się w oczodoły dewirtualizując mnie zanim ujrzałem kto mnie załatwił.
Wyszedłem ze
skanera zdziwiony tym, że ani Franz ani Nigel nie poszli nas wesprzeć w tej
walce.
-Wiecie co?
Miałem całkiem miłe wrażenie gdy ktoś zrobił sobie z moich oczu szaszłyka, bo
nikt nie ruszył dupy by mi pomóc.- powiedziałem sarkastycznie do nich.
- Byliście
na straconej pozycji, a ja nawet nie wiem kto was załatwił. Na holomapie byli
widoczni może z sekundę. Potrafią zakłócać sygnał więc nie wiem ilu ich było
ani jak wielkie zagrożenie stanowią dla nas i strażnika.- powiedział Klemens,
który najwyraźniej za dużo się nagrał w gry strategiczne.
- To kto mu
to powie? Bo ja nie zamierzam już dzisiaj wracać do Cortexu ani tym bardziej
włazić do tej jego czarno-fioletowej wieży.- zapytałem się ich.
-O intruzach
zapewne już wie ale o tym, że ta czerwona wieża miała jakiś związek z wężem
zapewne nie wie i nie musi się dowiedzieć.- powiedział Franz.
-To dobrze,
bo jak na sztuczną inteligencją strażnik ma dość wybuchowy charakterek. No to
jak w końcu jest? Kto idzie na herbatkę ze Zordonem?- powiedziałem do Franza.
-Ja pójdę
wraz z Nigelem.- odpowiedział mi Franz.
-Będziecie
mnie tu jeszcze potrzebować? I tak mam już warunek a zerwanie się ot tak z
kilku lekcji pewnie mnie od razu wywalą.- zapytałem się ich po tym jak
przypomniałem sobie, że nam nie odwołali lekcji z powodu akcji w szatniach, a
przerwa dawno się skończyła.
- To idź
wraz z Jeanem i Markiem. O mnie się nie martwcie. Ja nie mam warunku i wątpię,
żeby dyro mnie wywalił jak do niego trafię na dywanik.- powiedział Franz do
mnie, Jeana i Marka na odchodne.
Wróciliśmy
do szkoły przez las bez żadnych
przeszkód. Niestety wejście na teren szkoły okazało się już nieco trudniejsze.
Na parkingu przed frontowymi drzwiami stały dwa radiowozy więc musieliśmy
okrążyć zarówno cały teren szkoły jak i pobliskiego uniwersytetu, który stanowi
część tego samego kompleksu. Mimo przeszkód dotarliśmy jednak na lekcję
spóźniając się po pół godziny i zarobiliśmy tym samym po dwie godziny szlabanu.
Tyron
Pod koniec
wykładu o fizyce kwantowej na ekranie mojego laptopa pojawiła się wiadomość, że
te gnojki z liceum Graffena chcą się ze mną widzieć.-Oby mieli dobry
powód.-pomyślałem. Nie dając po sobie poznać, że coś się wydarzyło spokojnie
dokończyłem wykład. Ale gdy tylko zadzwonił dzwonek obwieszczający przerwę wyszedłem
z sali wykładowej i skierowałem się w kierunku kotłowni gdzie znajduje się
jedno z dwóch przejść do mojego laboratorium znajdującego się pod boiskami i
innymi obiektami sportowymi rozdzielającymi obydwa obiekty edukacyjne.
Wszedłszy do mojego laboratorium podchodzę do komputera i włączam dwa programy.
Pierwszy z nich emituje w mojej wieży w Cortexie imitację „strażnika” tak aby
ta dzieciarnia myślała, że to z nim właśnie rozmawia. Drugi z nich zmienia mój
głos tak aby nikt nie domyślił, że należy on do mnie. Otwieram okno podglądu
Cortexu i otwieram widok numer 3, który pochodzi ze środka mojej wieży. Zanim
rozpoczynam konwersację przeglądam pozostałe trzy opcje podglądu Cortexu by
upewnić się czy obecnie wszystko jest w porządku. W sercu Cortexu, mostku w
środku kuli i na moście jest spokojnie tak więc rozpoczynam rozmowę.
-Macie mi
coś ciekawego do powiedzenia czy zawracacie mi dupę pierdołami?
-Tak.
Wykryliśmy intruzów z zewnątrz.-powiedział młodzik z numerem 1.
-Co?! Kto to
był? Opiszcie mi no ich oraz podajcie godzinę i miejsce zdarzenia!- mówię do
nich chcąc by podali mi tyle danych ile tylko mogą. Jeśli dowiedziałbym się
chociaż w przybliżeniu kiedy i w jakiej
części mojego świata były te dzieciaki od Schaeffera to przybliżyło by mnie to
do ich złapania, a wówczas już tylko krok do pojmania Walda i wyciągnięcia z
niego jego wiedzy i umiejętności by udoskonalić dzieło mojego życia.
- Wschodni
kraniec Cortexu jakieś dziesięć minut temu. Nie wiemy kto to był ale był dobry,
bo załatwił nas w trzy sekundy.-powiedział stojący z lewej młodzieniec o
krótkich, kręconych czarnych włosach i numerze 2.
-Dobrze.
Macie coś jeszcze mi do powiedzenia?- Zapytałem się ich nie chcąc prowadzić
nieproduktywnej rozmowy.
-A tak
niejaka Agnes Tyron będąca córką naszej nauczycielki informatyki i takiego
psychola co na uniwersytecie wykłada fizykę była wstanie wejść do wieży będącej
pod kontrolą Xany i przejąć nad nią kontrolę mimo, że nas ta wieża będąc
aktywna nawet wpuścić nie chciała.- powiedział ten z numerkiem 1.
Miałem
ochotę wysłać kilku zawodowców, by tego bezczelnego chłystka wrzucili do morza
sieciowego(cyfrowego morza) i tym samym zwirtualizowali go na zawsze ale w porę
się opamiętałem. W końcu musi się im wydawać, że rozmawiają ze sztuczną inteligencją
a nie mną. Jak tylko skończę dzisiaj pracę to zadbam o to by zmienić choć kilka
najbliższych dni ich życia w piekło.
-Najwyraźniej
tylko ona może do nich wejść. Jak tylko wykryjecie czerwoną wieżę to wyślijcie
ją do niej aby ją dezaktywować. Na dzisiaj to by było na tyle.- powiedziałem
im po czym zerwałem połączenie i jak
najszybciej wróciłem na salę wykładową zdążając jeszcze przed końcem przerwy.
Dlaczego
Schaefferówna to potrafi? Co ona ma w sobie wyjątkowego? Czyżby Waldo tak
zaprogramował Xanę żeby on i jego córka byli w stanie go zniszczyć gdyby zaszła
taka potrzeba? Te i wiele innych myśli kłębiły mi się w głowie ale na wszystkie
powinienem w ciągu kilku najbliższych dni, znaleźć odpowiedzi.
Ciąg Dalszy
Nastąpi …
1 1. "Gwardia” to określenie wojowników
Cortexu mających numeru od 1 do 6. Od pozostałych wojowników Cortexu różnią się
strojem(Posiadają ciemnoszare płaszcze i wysokie buty z kolczastymi cholewami),
uzbrojeniem(każdy z nich oprócz własnej broni posiadają również sztylet będący
w przymocowanej do lewego rękawa kaburze) oraz doświadczeniem(Najwięcej wizyt w
Cortexie). W jej skład wchodzą Franz, Nigel, Klemens, Nicollo, Jean i Mark.
22. Takie niemieckie powiedzonko używane
gdy komuś się coś nie udało z powodu własnej głupoty. Moja nauczycielka niemieckiego często go używała gdy ktoś
zrobił coś głupiego np. przeczytał na głos nagłówek listu z podręcznika „Liebe
Daniele” jako „Jebię Daniele”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz