niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 4 „Pokłosie”

Rozdział 4

„Pokłosie”

Ferenc

Po odłączeniu się od dziewczyn wraz z Lukasem udaliśmy się w stronę naszego pokoju. Jednakże na korytarzu prowadzącym do pokoi klas 1-3 spotkaliśmy policjanta w mundurze przepytującego uczniów będących na miejscu zdarzenia. Gdy nas zauważył od razu wykrzyknął:
- Ej wy dwaj z której jesteście klasy?
-Jesteśmy z 3b.-Odpowiedział Lukas popisując się swoją głupotą. Teraz nas na pewno nie przepuści-Pomyślałem.
- Tak to świetnie, bo mam do was kilka pytań o to co się stało po lekcji wychowania fizycznego.
-Jest pan z policji?- Zapytałem rżnąc głupa pytając się umundurowanego kolesia czy jest z policji.
-Tak. Jestem Maurice Putain z policji kantonu Neuchatel.- Odpowiedział nam.
- Nie popełniliśmy żadnego  wykroczenia panie władzo.- Odpowiadam próbując zejść z tematu akcji w szatni.
- Nie chodzi o to co wy zrobiliście ale o to co zrobił napastnik.- odpowiedział nam kanar.
Wymieniliśmy spojrzenia z Lukasem. Obydwaj wiemy ,że teraz trzeba mu naopowiadać bredni o dziadku z wermachtu i sprawić, żeby w to uwierzył. O ile dla mnie nakłamanie psu nie łamie żadnych zasad moralnych, to wątpię, żeby Lukas posunął się do kłamstwa. Najpewniej cały ciężar rozmowy od razu spadnie na mnie.
-Chodzi panu o tego emeryta w niemieckim mundurze?- Zapytałem nieśmiało.
-Właśnie o niego, bo w zeznaniach uczniów są spore rozbieżności. Ale najpierw to podajcie swoje personalia.-Odpowiedział podejrzliwie Policjant.
-Ja jestem Lukas Kleinritter a mój kolega to Ferenc Wańczak.- Powiedział Lukas wiedząc, że to jedno z niewielu pytań, na które może odpowiedzieć uczciwie.
-Dobrze więc. Wańczak gdzie ty byłeś podczas napaści?
- Byłem z Lukasem w toalecie gdy wpadł ten emeryt. Wyrzucił mnie i Lukasa z toalety i wrzucił tam granat prosto w wirującą wodę wrzeszcząc w stronę kibla: „Mam cię Żydzie!”.Następnie zamknął drzwi, a rzucony przez niego granat zniszczył sedes i spowodował eksplozję zawartości.- Powiedziałem zmyślając na potęgę.
- Chmm. A co było dalej ?-Powiedział lekko rozbawiony funkcjonariusz.
 - Potem nas wygonił z szatni i chciał rozstrzelać na drzwiach ewakuacyjnych z pomocą granatnika, ale to, że dziewczyny wtedy wyszły z sali zdekoncentrowało go na tyle, że chybił i zamiast nas zabić zniszczył drzwi ewakuacyjne, umożliwiając nam ucieczkę.
-Granatnik? Chłopcze czy ty w ogóle wiesz jakie zniszczenia powoduje granatnik? Gdyby to granat zniszczył drzwi to by zabił lub ciężko ranił każdego kto był na miejscu.- Odpowiedział policjant nie łyknąwszy mojej opowieści.
-A jak inaczej pan wytłumaczy te zniszczenia?
- To już nie twoja sprawa gnojku. Jesteście wolni.-powiedział po czym dodał jeszcze-Na razie.
Poszedłem zdenerwowany do pokoju całkowicie olewając Lukasa ,który nic mi nie pomógł podczas tej rozmowy. Do pokoju wpadłem jak burza zatrzaskując Lukasowi drzwi przed nosem. Padłem na swoje łóżko zdenerwowany i zacząłem rozmyślać co się stanie jak gliny odnajdą bunkier, a w nim skanery, superkomputer oraz trzymetrowego pytona, który utknął głową w kanapie. Czy pójdziemy wtedy siedzieć? Rozmyślałbym zapewne dalej, gdyby do pokoju nie wszedł Lukas mącąc mój spokój.
-Długo będziesz strzelał fochy?- Zapytał.
-Mogłeś mnie wspomóc a nie milczeć gdy musiałem zmyślać temu psu. Czy ty w ogóle zdajesz sobie zdanie, że jest coś takiego jak solidarność w grupie? Jeśli by mi nie uwierzył to mielibyśmy spore kłopoty.-odpowiadam Niemcowi zdenerwowany jego brakiem zaangażowania, w zachowaniu w tajemnicy istnienia bunkra.
-Nie będę nikomu kłamał a zwłaszcza glinom.
- Tak? A co zrobisz jak cie wezmą na komisariat w sprawie bunkra w parku.
-Nie muszę ci odpowiadać.- mówi zirytowany sytuacją Lukas po czym dodaje.-Może byś zadzwonił do dziewczyn, bo ja mam numer jedynie do Sylwii, a ona nie odbiera.
-Chciałbym, ale nie mam telefonu do żadnej z nich.- Odpowiadam mu uświadamiając sobie, że znam Sylwię i Łucję od trzech lat, a do żadnej z nich nie mam telefonu.
- Oj tam nic się na razie niestało.-Powiedział po czym dodał: A tak w ogóle to czemu Agnes miała w Cortexie inny strój?
-Nie mam pojęcia i mnie to nie obchodzi. W końcu to tylko gra.- Mówię Niemcowi kończąc rozmowę po czym wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju.
Udaję się korytarzem na parter internatu, by się wymknąć z internatu i zobaczyć co Nicollo chce zrobić z kumplami w sprawie węża. Idąc korytarzami internatu nie spotykam nikogo, bo wszyscy albo są na lekcjach albo siedzą w pokojach starając sobie logicznie wytłumaczyć to co się stało. Po wyjściu drzwiami ewakuacyjnymi z internatu przemykam między krzakami rosnącymi na niezagospodarowanym terenie, tak by niezauważenie przemknąć do lasu. Będąc w lesie również nie napotykam żadnych trudności ale gdy dochodzę do bunkra widzę Jeana i Nigela niosących spróchniałe sztachety od płotu oraz słyszę dobiegające ze środka bunkra krzyki i głośne przekleństwa.
Nicollo

Pięć minut wcześniej

Schodzę do bunkra z pozostałymi członkami „gwardii[1]”, by zobaczyć dlaczego pan pyton mając mnóstwo kąsków do pożarcia, wpakował się akurat do bunkra. W szkole zrobiliśmy małą kampanię propagandową tak, by przekonać resztę szkoły, że żadnego węża nie było. W końcu gdyby znaleziono węża w podziemnym bunkrze ze sprzętem rodem z filmu sci-fi gliny miałyby do nas kilka pytań. Gdy zeszliśmy do podziemi zobaczyliśmy pierwszą rzecz, która nas zaskoczyła. Była to dziura w żelbetonowej ścianie zrobiona przez najwyraźniej jadącego na godmodzie węża. -Trudno. Jakoś się załata. –pomyślałem.
-Jean pamiętasz ten stary, rozwalający się płot przy opuszczonej leśniczówce?- zapytał się go Franz. Będący naszym nieoficjalnym liderem tylko dlatego, że zajebał nas wszystkich w niedzielę jak urządziliśmy sobie w szóstkę turniejek kto zabije pozostałych w Cortexie.
-No owszem.- odparł mu Jean.
-Przydałoby się żeby ktoś tam skoczył i zgarnął kilka sztachet z płotu. To byśmy wtedy jakoś załatali tę dziurę sztachetami od wewnątrz i zasypali tę dziurę ziemią od zewnątrz.- powiedział Franz.
-To ja pójdę wraz z Nigelem. Ok Nigel ?- rzucił Jean.
- Dobra –odpowiedział mu Nigel po czym powiedział do reszty-to miłego wyciągania z bunkra naszego nieproszonego gościa.
Gdy Nigel i Jean poszli po materiały to zapchania dziury, zagłębiliśmy się w dalsze części bunkra. W Sali z komputerem i skanerami zobaczyliśmy nieruchome cielsko pytona, którego głowa wbiła się w środkową poduszkę na przyniesionej przez nas do bunkra z leśniczówki starej kanapie. Wraz z Markiem i Franzem podeszliśmy do węża zostawiwszy nasze plecaki w rogu sali a Klemens udał się w stronę komputera sprawdzić zapisy z walki w Cortexie i powiadomić strażnika o możliwych problemach. Zbliżyłem się do tylnej części ciała/ogona czy jak tam się nazywa ciało węża i spróbowałem je podnieść. Ledwo mi się udało utrzymać je przez kilka sekund. Może już kogoś pożarł na przykład tego kurdupla Adolfa, bo jego by akurat wsunął całego na raz- pomyślałem.
- Pięknie kurwa, po prostu pięknie. Jak my go teraz stąd usuniemy?- powiedział zdenerwowany Franz.
-Może go wypchamy i powiesimy na ścianie bunkra tak na pamiątkę.- zaproponowałem.
-Pojebało?- odpowiedział mi Niemiec.
- Niby czemu? Jak zamierzasz go przenieść skoro w czwórkę nie jesteśmy w stanie go nawet ruszyć.
- Ej! A może potniemy go na kawałki i wyniesiemy gdzieś w las by usunąć ślady tej rozróby?- wtrącił się w naszą rozmowę mój współlokator.
-No w sumie to nie jest taki głupi pomysł.-odparł mu Franz po czym zapytał się Marka: a pomyślałeś czym go potniemy?
-Coś się potem wymyśli. Ale najpierw wyciągnijmy jego ryjec z kanapy i skołujmy nową poduszkę w miejsce tej przedziurawionej.-powiedziałem do reszty.
W momencie gdy wszyscy trzej chwyciliśmy za głowę węża, by wyciągnąć go z kanapy wąż się nagle ocknął. Wszyscy odskoczyliśmy od odzyskującego przytomność gada. Niestety w bunkrze nie było niczego co by się nadało do obrony przed gadem. Podbiegłem w stronę rogu w, którym zostawiliśmy plecaki by poszukać czegoś co się nada do obrony. Gdy wąż do mnie podpełzł, to wyjąłem z plecaka podręcznik z Francuskiego i cisnąłem dwustustronowym tomiskiem w głowę węża, trafiając go w oko po czym odskoczyłem na bok głośno przeklinając niechcianego gościa. Na szczęście wtedy do bunkra wpadli Jean, Nigel i o dziwo Ferenc, który powinien sobie poszukać dziewczyny, bo zdecydowanie za często się bawi w detektywa. Każdy z nich miał przy sobie po kilka sztachet ze spróchniałego płotu. Nie zdały by się na wiele gdyby nie to, że z każdej sztachety wystawały po dwa zardzewiałe gwoździe. Rzucili nam po sztachecie dzięki którym byliśmy w stanie przypuścić atak. Zaszliśmy węża z kilku stron dzięki czemu Nigelowi, który go zaszedł od prawej udało się uderzyć sztachetą węża prosto w pysk roztrzaskując przy okazji spróchniałe drewno. Wąż znieruchomiał w momencie gdy  między oczami utknął mu całkiem spory gwóźdź.
-Bala bala Kopf Kaput[2]?- powiedziałem w stronę węża roztrzaskując kolejną sztachetę na jego głowie.
- Nie martw się. Zatuszuje się sprawę  w szkole i bez problemu załatwi się problem węża.- powiedział do mnie drwiąco Ferenc cytując to co mu wcześniej powiedziałem przez telefon.
-A co chciałbyś się bawić z panem pytonem pojedynczo, bo dziewczyny i Lukas pewnie by od razu dali nogę gdy tylko zobaczyliby węża?- zripostowałem Węgrowi.
Ferenc spojrzał w oczy węża, które pozostały otwarte po tym jak ich właściciel kopnął w kalendarz po czym powiedział do wszystkich: Wiecie co? Ten wąż jak mnie wcześniej gonił to w oczach miał ten sam symbol jaki miały potworki z Cortexu oraz William.
-William?- powiedziało na raz kilku moich kolegów z rocznika.
-Ten gościu w czerni, którego zastrzeliłeś wczoraj wraz z Markiem i kimś tam jeszcze. Powiedział Ferenc do Nigela.
-A skąd wiesz jak on się nazywa?- zapytał się go Franz.
-Sam mi się przedstawił.- odparł mu ironicznie Ferenc.
-Tego się nie spodziewałem.- odpowiedział mu sztywno zdziwiony Franz nie zrozumiawszy ironii.
-Czyli to co się działo w naszej budzie z wężem ma jakiś z związek z Xaną i z tym Wa…- powiedział do wszystkich Klemens ale nie zdążył dokończyć bo przerwał mu Nigel.
-Żyj sobie dalej w swoim wyimaginowanym świecie.-powiedział do niego Nigel by Ferenc nie zaczął wsadzać swojego przydługiego nosa w sprawy Cortexu, Xany i strażnika.
- Jak uciekliście do Cortexu to spotkaliście tego jak mu tam?- rzucił Franz zapomniawszy domniemanego imienia wielbiciela sztućców w rozmiarze XXL.
-Williama.-wyręczył go Ferenc
- No to jak spotkaliście Williama to co on robił? Pilnował tej swojej wieży? Opowiedz co się tam wydarzyło- zapytał się go Franz.
-Ej! Nicollo, Klemens jak nie macie nic ważniejszego do roboty to pomoglibyście mi i Nigelowi w pocięciu węża na kawałki, bo jakoś musimy go wynieść bunkra nim zacznie gnić.- Powiedział na głos Jean wymachując piłą do drewna, którą również przyniósł z leśniczówki zirytowany tym, że od kilku minut go ignorujemy.
Tak więc wraz z Klemensem podszedłem do węża by pomóc Nigelowi i Jeanowi w pocięciu węża.
-Ale głowę zostawcie. Mam co do niej fajny pomysł.-powiedziałem do nich a oni popatrzyli się na jak na szaleńca.  Następnie wzięliśmy się za robotę a ja bacznie słuchałem rozmowy Franza Ferenca chcąc dowiedzieć się jak najwięcej.
-… i wtedy Agnes wyszła z wieży, która zmieniła barwę z czerwonej na niebieską.-kontynuował Ferenc swoją opowieść.
-Dobra. Już wystarczy. Wracaj do pokoju chyba, że chcesz nam pomóc przenosić siedem kawałków truchła?- odpowiedział mu Franz.
- Nie dzięki. Na dzisiaj mam już dość rozrywek .- powiedział Ferenc kończąc rozmowę po czym poszedł w stronę włazu.
Gdy Ferenc poszedł wynieśliśmy truchło węża oprócz głowy, którą zmierzam nikomu nic nie mówiąc wypchać i powiesić na ścianie bunkra jako pamiątkę. Jutro wstaniemy przed świtem i podpalimy cielsko węża tak aby wschodzące słońce zakryło płomienie dość dużego ogniska ukrywając je przed wzrokiem uczniów, nauczycieli oraz mieszkańców pobliskiego miasteczka.
Wróciwszy do bunkra Franz zawołał nas wszystkich na kanapę by omówić następny krok. I wtedy powtórzył nam to co usłyszał od Ferenca. Omówiwszy razem tę sprawę postanowiliśmy sprawdzić tę wieżę w Cortexie. Tak więc ja wraz ze Markiem przenieśliśmy się so wirtualnego świata. Wieża rzeczywiście zmieniła kolor co potwierdził Mark, który już ją wcześniej widział. Już mieliśmy wracać gdy dostaliśmy wiadomość od siedzącego przy komputerze Klemensa.
-Ej! Mam na holomapie coś dziwnego na południowy zachód od was.
-Od kiedy to my tu mamy zachód czy południe?- zapytałem się go zdziwiony.
-Ech. Po prosu uznaj,  że most prowadzący do kuli wskazuje północ.- odparł Klemens
-Dobra, Już biegniemy to sprawdzić.- odparłem mu po czym wraz z Markiem pobiegliśmy to sprawdzić.
Gdy dobiegliśmy na miejsce wskazane przez Klemensa nie wierzyliśmy własnym oczom. Albo strażnik postanowił coś dodać do dość monotonnego wyglądu Cortexu albo mamy nieproszonych gości. Przed nami w miejscu gdzie kończył się Cortex a zaczynał przepaść stał statek o dość dziwnym wyglądzie. Miał on budowę podobną do litery „T”. Z tym tylko, że górną kreseczka wyglądała trochę jak położony poziomo łuk kompozytowy. Środkową część tworzyło coś wyglądające jak główny kokpit tego statku od którego odchodziły na obydwie strony wygięte w łuk skrzydła. Na dolną część statku składała się pionowa iglica skierowana w dół oraz przyczepione do niej cztery małe stateczki. Gdy się już napatrzyliśmy usłyszeliśmy ponownie głos Klemensa.
-Uważajcie! Macie tam towarzystwo! Nie wiem dokładnie co lub kto to jest, bo sprawnie zakłócają sygnał!- krzyknął do nas Klemens.
W tym momencie w ciało Marka wbiły się dwa latające dyski, które przeszły na wylot i poleciały dalej powodując jego dewirtualizację. Odwróciłem się w stronę napastnika, ale nie zdążyłem niczego dostrzec oprócz dwóch ostrzy, które zagłębiły się w oczodoły dewirtualizując mnie zanim ujrzałem kto mnie załatwił.
Wyszedłem ze skanera zdziwiony tym, że ani Franz ani Nigel nie poszli nas wesprzeć w tej walce.
-Wiecie co? Miałem całkiem miłe wrażenie gdy ktoś zrobił sobie z moich oczu szaszłyka, bo nikt nie ruszył dupy by mi pomóc.- powiedziałem sarkastycznie do nich.
- Byliście na straconej pozycji, a ja nawet nie wiem kto was załatwił. Na holomapie byli widoczni może z sekundę. Potrafią zakłócać sygnał więc nie wiem ilu ich było ani jak wielkie zagrożenie stanowią dla nas i strażnika.- powiedział Klemens, który najwyraźniej za dużo się nagrał w gry strategiczne.
- To kto mu to powie? Bo ja nie zamierzam już dzisiaj wracać do Cortexu ani tym bardziej włazić do tej jego czarno-fioletowej wieży.- zapytałem się ich.
-O intruzach zapewne już wie ale o tym, że ta czerwona wieża miała jakiś związek z wężem zapewne nie wie i nie musi się dowiedzieć.- powiedział Franz.
-To dobrze, bo jak na sztuczną inteligencją strażnik ma dość wybuchowy charakterek. No to jak w końcu jest? Kto idzie na herbatkę ze Zordonem?- powiedziałem do Franza.
-Ja pójdę wraz z Nigelem.- odpowiedział mi Franz.
-Będziecie mnie tu jeszcze potrzebować? I tak mam już warunek a zerwanie się ot tak z kilku lekcji pewnie mnie od razu wywalą.- zapytałem się ich po tym jak przypomniałem sobie, że nam nie odwołali lekcji z powodu akcji w szatniach, a przerwa dawno się skończyła.
- To idź wraz z Jeanem i Markiem. O mnie się nie martwcie. Ja nie mam warunku i wątpię, żeby dyro mnie wywalił jak do niego trafię na dywanik.- powiedział Franz do mnie, Jeana i Marka na odchodne.
Wróciliśmy do szkoły przez las  bez żadnych przeszkód. Niestety wejście na teren szkoły okazało się już nieco trudniejsze. Na parkingu przed frontowymi drzwiami stały dwa radiowozy więc musieliśmy okrążyć zarówno cały teren szkoły jak i pobliskiego uniwersytetu, który stanowi część tego samego kompleksu. Mimo przeszkód dotarliśmy jednak na lekcję spóźniając się po pół godziny i zarobiliśmy tym samym po dwie godziny szlabanu.
Tyron
Pod koniec wykładu o fizyce kwantowej na ekranie mojego laptopa pojawiła się wiadomość, że te gnojki z liceum Graffena chcą się ze mną widzieć.-Oby mieli dobry powód.-pomyślałem. Nie dając po sobie poznać, że coś się wydarzyło spokojnie dokończyłem wykład. Ale gdy tylko zadzwonił dzwonek obwieszczający przerwę wyszedłem z sali wykładowej i skierowałem się w kierunku kotłowni gdzie znajduje się jedno z dwóch przejść do mojego laboratorium znajdującego się pod boiskami i innymi obiektami sportowymi rozdzielającymi obydwa obiekty edukacyjne. Wszedłszy do mojego laboratorium podchodzę do komputera i włączam dwa programy. Pierwszy z nich emituje w mojej wieży w Cortexie imitację „strażnika” tak aby ta dzieciarnia myślała, że to z nim właśnie rozmawia. Drugi z nich zmienia mój głos tak aby nikt nie domyślił, że należy on do mnie. Otwieram okno podglądu Cortexu i otwieram widok numer 3, który pochodzi ze środka mojej wieży. Zanim rozpoczynam konwersację przeglądam pozostałe trzy opcje podglądu Cortexu by upewnić się czy obecnie wszystko jest w porządku. W sercu Cortexu, mostku w środku kuli i na moście jest spokojnie tak więc rozpoczynam rozmowę.
-Macie mi coś ciekawego do powiedzenia czy zawracacie mi dupę pierdołami?
-Tak. Wykryliśmy intruzów z zewnątrz.-powiedział młodzik z numerem 1.
-Co?! Kto to był? Opiszcie mi no ich oraz podajcie godzinę i miejsce zdarzenia!- mówię do nich chcąc by podali mi tyle danych ile tylko mogą. Jeśli dowiedziałbym się chociaż  w przybliżeniu kiedy i w jakiej części mojego świata były te dzieciaki od Schaeffera to przybliżyło by mnie to do ich złapania, a wówczas już tylko krok do pojmania Walda i wyciągnięcia z niego jego wiedzy i umiejętności by udoskonalić dzieło mojego życia.
- Wschodni kraniec Cortexu jakieś dziesięć minut temu. Nie wiemy kto to był ale był dobry, bo załatwił nas w trzy sekundy.-powiedział stojący z lewej młodzieniec o krótkich, kręconych czarnych włosach i numerze 2.
-Dobrze. Macie coś jeszcze mi do powiedzenia?- Zapytałem się ich nie chcąc prowadzić nieproduktywnej rozmowy.
-A tak niejaka Agnes Tyron będąca córką naszej nauczycielki informatyki i takiego psychola co na uniwersytecie wykłada fizykę była wstanie wejść do wieży będącej pod kontrolą Xany i przejąć nad nią kontrolę mimo, że nas ta wieża będąc aktywna nawet wpuścić nie chciała.- powiedział ten z numerkiem 1.
Miałem ochotę wysłać kilku zawodowców, by tego bezczelnego chłystka wrzucili do morza sieciowego(cyfrowego morza) i tym samym zwirtualizowali go na zawsze ale w porę się opamiętałem. W końcu musi się im wydawać, że rozmawiają ze sztuczną inteligencją a nie mną. Jak tylko skończę dzisiaj pracę to zadbam o to by zmienić choć kilka najbliższych dni ich życia w piekło.
-Najwyraźniej tylko ona może do nich wejść. Jak tylko wykryjecie czerwoną wieżę to wyślijcie ją do niej aby ją dezaktywować. Na dzisiaj to by było na tyle.- powiedziałem im  po czym zerwałem połączenie i jak najszybciej wróciłem na salę wykładową zdążając jeszcze przed końcem przerwy.
Dlaczego Schaefferówna to potrafi? Co ona ma w sobie wyjątkowego? Czyżby Waldo tak zaprogramował Xanę żeby on i jego córka byli w stanie go zniszczyć gdyby zaszła taka potrzeba? Te i wiele innych myśli kłębiły mi się w głowie ale na wszystkie powinienem w ciągu kilku najbliższych dni, znaleźć odpowiedzi.
Ciąg Dalszy Nastąpi …

1  1. "Gwardia” to określenie wojowników Cortexu mających numeru od 1 do 6. Od pozostałych wojowników Cortexu różnią się strojem(Posiadają ciemnoszare płaszcze i wysokie buty z kolczastymi cholewami), uzbrojeniem(każdy z nich oprócz własnej broni posiadają również sztylet będący w przymocowanej do lewego rękawa kaburze) oraz doświadczeniem(Najwięcej wizyt w Cortexie). W jej skład wchodzą Franz, Nigel, Klemens, Nicollo, Jean i Mark.

22.     Takie niemieckie powiedzonko używane gdy komuś się coś nie udało z powodu własnej głupoty. Moja nauczycielka  niemieckiego często go używała gdy ktoś zrobił coś głupiego np. przeczytał na głos nagłówek listu z podręcznika „Liebe Daniele” jako „Jebię Daniele”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz