Rozdział 2
"Witamy w Szwajcarii"
Piątek
Anthea
Płomienie w kominku tańczyły radośnie oświetlając dość spory
pokój, w którym siedziałam. Pomimo tego,
że ogień juz dogasał, blask bijący od kominka był w stanie rozjaśnić wszystkie
meble stojące w salonie przyjemny żar wydobywający się z kominka łaskotał mnie
w stopy oraz pomagał mi się rozluźnić po kilku burzliwych dniach. Siedząc tak w
pokoju byłam w stanie spokojnie zebrać swoje myśli i obmyślić to co zrobię po
tym jak mój mąż przywiezie moją córkę.
Kilkanaście dni temu nie miałam nawet pewności czy ona żyje
a teraz odliczałam minuty do jej przyjazdu. Gdy po raz pierwszy ujrzałam ją w
ekranie komputera mojego obecnego męża moje serce od razu zbiło szybciej. Od
tego czasu zapragnęłam ściągnąć córkę do siebie bez względu na koszt. Mojemu
mężowi było to akurat na rękę, bo rozbijał grupkę swoich rywali więc od razu
zgodził Simi ją przywieść. Pomimo bycia małżeństwem już przez kilka lat nadal
nie mogłam się doczekać z Tyronem dzieci a Aelita na pewno wprowadzi trochę
ruchu do mojego domu.
Czekałam tak w zadumie na telefon od niego lub dzwonek od
drzwi obwieszczajmy przybycie mojego męża. Czekałam tak parę godzin wciąż to na
nowo rozpamiętując przeżyte wspólnie z córką chwile zanim uprowadzenie mnie
przez ludzi Kartaginy pozbawiło mnie rodziny a niej matki i żony. Chcąc sobie
odświeżyć tamte chwile wstałam z fotela
i skierowałam się ku kredensowi, w którym trzymałam album z fotografiami sprzed
wielu lat.
Stare tomisko nie było już dawno ruszane przez nikogo przez
osiadła na nim gruba warstwa kurzu, który zdmuchnęłam wziąwszy go do ręki. Ani
ja ani mój mąż nie mieliśmy ochoty zerkać w ten album gdyż dla mnie stanowił on
świadectwo mojego utraconego życia a na Tyrona samo jego wspomnienie działało
jak czerwona płachta na byka.
Otworzyłam album na ostatnich stronach przedstawiających
moją ostatnią wigilię spędzoną z byłym mężem i córeczką. Moje spojrzenie od razu padło na moją
uwiecznioną na zdjęciu córeczkę. Była ona na nim taka szczęśliwa i bezbronna a
nie zagubiona jak teraz jest. Przez chwilę skupiłam swoją uwagę na byłym mężu,
którym był wiecznie nieogolony mój dawny ukochany. Kochałam go jak nikogo
innego w tamtych czasach pomimo tego, że wyglądał jak rumcajs po uniwersytecie.
Po obejrzeniu kilku innych fotografii odłożyłam album na miejsce by Magnus nie
zorientował się, że go brałam.
Akurat w tym momencie rozległ się głośny dzwonek oznaczający
przybycie tak wyczekiwanych przez ze mnie osób. Z nieukrywaną radością
podeszłam do drzwi i otworzyłam je
dopiero co przyjechawszemu mężowi i córce.
-Uff Wreszcie w domu. Nawet nie wiesz jak męczące jest
jechanie spod Paryża do Neuchatel w jedną noc. Na szczęście twoja córeczka nie jest zbyt
rozmowna więc miałem spokój przez całą drogę.- westchnął mój mąż stanąwszy w
drzwiach. Podszedł następnie do mnie by nie pocałować policzek na powitanie po
czym od razu skierować się do sypialni i zażyć trochę snu.
Zignorowałam go, ponieważ zanim kroczyła osoba, której
znacznie bardziej od niego wyczekiwałam czyli moja córka.
Od razu ją rozpoznałam. Różowe włosy były tak samo jak za
czasów jej dzieciństwa dość krótko przycięte na pazia a w jej zielonych oczach
dostrzec się dało to samo rozmarzone i nieprzytomne spojrzenie jakie
wielokrotnie u niej widywałam gdy była mała.
-Chodź tu do mnie mój ty skarbeńku!- wykrzyknęłam i
przytuliłam córeczkę.
Ta jednak nie odwzajemniła uścisku tylko popatrzyła się na mnie
pustym wzrokiem. Spojrzałam jej ponownie w oczy i z przerażeniem stwierdziłam,
że to co wcześniej odebrałam jako rozmarzone spojrzenie było w rzeczywistości
spojrzeniem osoby będącej nie tyle co człowiekiem co warzywem.
Potrząsnęłam córką w nadziei , że to jakiś kiepski żart ale
jej wyraz twarzy się nie zmienił.
-Co oni ci zrobili?- wyjąkałam po czym przytuliłam córkę i
zaczęłam wylewać z siebie łzy prosto na ubrania tego chodzącego warzywa.
Po dłuższej chwili ciągłego płaczu zebrałam się w sobie i za
rękę wprowadziłam Aelitę do uprzedniego przygotowanego dla niej pokoju. Nie
stawiała żadnego oporu tylko posłusznie wykonywała moje polecenia. Położyłam ją
niemalże siłą nałóż ku i przykryłam pobieżnie kocem. Nie miałam pojęcia co
zrobić z takim zombie więc uznałam, że najlepiej będzie się na razi przespać i
rano coś wymyśleć.
Po położeniu Aelity od razu skierowałam się do swojej
sypialni i samemu położyłam się spać. Gdy rano się obudziłam dochodziło już
południe. Sobotnie słońce zdążyło się już dawno wkraść do mojej sypialni przez
okno i teraz ochoczo nie pozwalało mi spać. Nie widziałam w sypialni swojego
męża co oznaczała, że najpewniej jest w salonie o ile już nie pojechał
reperować superkomputera.
Wstałam i szybko się ubrałam po czym zeszłam do salonu by z
nim porozmawiać. O dziwo ujrzałam w salonie Aelitę, która siedząc przy stole
bazgroliła coś długopisem po kartce. Gdy do niej podszedłam usłyszałam głos
męża:
-Wyczyścili jej jak widać pamięć ale na twoje szczęście jest
ona w stanie dość szybko przyswoić na nowo swoja tożsamość.
Obejrzałam się ku stronie z której dobiegał jego głos. Dostrzegłam swojego męża stojącego w drzwiach
wciąż będącego w nocnej koszuli. Najwidoczniej wstał już jakiś czas temu i
bacznie obserwował w moją córką przez ten czas. W jednej ręce trzymał gazetę i
zakładką założoną na którejś jej ostatnich stron co oznaczało, że wstał przynajmniej
pół godziny przede mną a w drugiej ręce trzymał filiżankę kawy wypełniającej
salon przyjemnym aromatem.
-Co powiedziałeś?- zapytam nie będąc w stanie uwierzyć w
jego wcześniejsze słowa.
-Powiedziałem, że wyczyścili jej pamięć by nie mogła
zdradzić ich sekretów.-wyjaśnił.
Spojrzałam na zachowującą się jak małe dziecko córkę, która
wczoraj nie byłą wstanie nic powiedzieć
ani zrobić. Uświadomiłam sobie, że to był prawdopodobnie efekt uboczny
jej utraty pamięci. Jeśli jej francuscy przyjaciele mieli dostęp do naszym
mojego pierwszego męża to się nie dziwie, że byli w stanie ingerować cudzy
umysł tak jak to robił kiedyś mój mąż.
-Córeczko co robisz?- zapytałam w nadziei, że uzyskam jakaś
inna odpowiedzieć niż jej puste spojrzenie.
-Rysuje.- wyjąkała niemrawo niczym dziecko wciąż bazgroląc
po kartce jakieś niewyraźne kształty.
-Jak już mówiłem jej świadomość się na nowo kształtuję. W
ciągu czterdziestu ośmiu godzin powinna być z powrotem normalna.- powiedział
mój mąż.
-Okropność.- odparłam będąc oburzona jak jej przyjaciele
byli w stanie zrobić jej coś takiego.
-W rzeczy samej ale obecna sytuacja ma też swoje zalety.-
powiedział zbliżywszy się do mnie.
Jakie niby? Co może być pozytywnego w tym, że moja córka nie
pamięta nic ze swojego życia i zachowuję się jak trzylatek?- zapytałam nie
będąc w stanie zrozumieć o co chodziło mojemu mężowi gdy wypowiadał te słowa.
-Zaleta tej sytuacji jest taka, że możemy jej nadać zupełnie
nową tożsamość. Jej wspomnienia i tak są już stracone a jeśli ja wychowamy od
nowa to będziemy mieć przykładną córkę zamiast buntowniczki jaką Aelita była.-
powiedział stanowczo jakby to był dla niego interesujący eksperyment.
-To jest chore.-stwierdziłam.
-To jest najrozsądniejsze rozwiązanie. Aelita miała w Kadic
dokumenty na nazwisko Stones a nie
Hopper bądź Schaeffer więc prawnie nie mamy do niej żadnych praw. Tutejsza
policja nie jest tak głupia jak dyrektor Kadic, że zgodzili się nam wydać twoją
córkę jedynie dla tego, że im powiedzieliśmy, że to twoja córka a oni nie
sprawdzili w dokumentach czy rzeczywiście jesteśmy jej prawnymi opiekunami. –
wyjaśnił.
-Czyli jeśli ktoś by dokładniej sprawdził jej dokumenty to
ja nie miałabym do niej żadnych praw?
-Tak, taki tępak jak Delmas trafia się tylko raz.-odparł
mimochodem uśmiechnąwszy się na wspomnienie przygłupiego dyrektora.
-W takim razie co zrób co chcesz byle bym miała prawo do opieki nad nią.-powiedziałam
zdeterminowana by zachować kontrolę nad córką.
-Graffen mi pomoże w wyrobieniu jej fałszywych dokumentów a jak Aelita pójdzie do
prowadzonej przez niego szkoły nikt nie będzie patrzył czy czego śnie brakuje w
jej papierach.-wyjaśnił mi swój plan.
-Kiedy zamierzasz do niego pojechałby wyrobić jej papiery?
-Wyjeżdżam jak tylko dopiję kawę i przebiorę się w coś normalnego.-
powiedział wskazując ręką na okrywającego koszulę nocną, w której raczej nikt
by się nie pokazał publicznie.-Jak mnie nie będzie postaraj się wymyślić nowe imię
dla córki Walda, bo nie zniosę by to imię mi wciąż o nim przypominało.-
skończywszy mówić wypił cała zawartość filiżanki jednym łykiem zapewne parząc
sobie trochę gardło przy okazji i wyszedł z salonu.
Popatrzyłam na odchodzącego męża i przemyślałam jego słowa.
Pomimo tego, że do Magnus do Walda żywił wyjątkowo silną niechęć to zgodził się
wziąć pod swój dach jego córkę. Nie mogłam tego przekreślić głupim sporem o
imię.
-Córuś jak ci się podoba imię Agnes?- zapytałam się jej a ta
mi odpowiedziała uśmiechem.
Tyron
Warkot silnika umilkł gdy wyjąłem kluczyk ze stacyjki. Wysiadłszy
z samochodu delikatnie przejechałem ręką po jego masce by sprawdzić czy nie ma
na niej żadnej rysy. Mercedes, którym jeździłem był moim oczkiem w głowie, o
które dbałem bardziej niż o żonę.
Sprawdziwszy obecność uszkodzeń z radością stwierdziłem ,że
żadnych takowych nie było i skierowałem się ku budynkowi liceum. Normalnie
jako osobnie pracująca w tej placówce
nie miałbym do niej wstępu ale mój przyjaciel Graffen był jej dyrektorem przez
co mogłem robić niej co chciałem. Otynkowane na biało mury tej szkoły skrywały również
jeden z moich najlepiej strzeżonych sekretów jakim był superkomputer. Liceum
było częścią większego kompleksu edukacyjnego, którego skład wchodził również
uniwersytet będący moim pracodawcą. Dzięki temu mogłem zawsze po pracy jako wykładowca
fizyki, zstąpić do piwnic obydwu budynków, które były zresztą połączone i
spokojnie odwiedzić swoje laboratorium.
Moim priorytetem było teraz odwirusowanie mojego superkomputera
po tym jak gang Belpoisa go zainfekował po raz drugim swoim programem.
Najwyraźniej nie wystarczyło im, że zainfekowali moją maszynę Xaną więc dołożyli
kolejnego wirus aby dokonał tego co się nie udało Xanie czyli zniszczył mój
komputer.
Przekroczyłem próg szkoły i od razu skierowałem się ku
piwnicy. Dziś niestety była Sobota więc po szkole pałętało się mnóstwo dzieciaków
z internatu korzystających z dnia wolnego od nauki. Udało mi się jednak
niepostrzeżenie dotrzeć do drzwi prowadzących do podziemi i pozostając niezauważonym
je otworzyć. Po chwili marszu ciemnymi korytarzami pamiętającymi jeszcze drugą wojnę
światową dotarłem do swojego laboratorium.
O dziwo po laboratorium ktoś się już krzątał i sprawdzał
okablowanie superkomputera, przez co nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi.
Ostrożnie podeszłem do intruza i spodziewając się kim się okaże wyciągnąłem go
za nogę spod mojej maszyny.
-O witaj Magnus!- przywitał się radośnie Markus.
-Miło cie widzieć Graffen.- powiedziałem w odpowiedzi po
czym podałem mu rękę by pomóc mu wstać.
-Nie sądziłem, że przyjdziesz tu dziś tak wcześnie.
-Różowowłosą zostawiłam pod pieczą Anthei i przyjechałem tu
tak szybko jak tylko mogłem.- odparłem.
-Może uda się nam cos wyciągnąć na temat tych dzieciaków
od córki Walda.- zapytał Graffen zwietrzywszy możliwość zdobycia przewagi nad
wrogiem.
-Nie sądzę. Wyczyścili jej pamięć tak na wszelki wypadek.-
powiedziałem jak gdyby nigdy nic. Dla żony utrata przez nią wspomnień była
tragedią ale mi była nawet na rękę. W końcu jedynym moim osobistym celem w
wycieczce to Kadic było unieszkodliwienie moich wrogów a to osiągnąłem poprzez odebranie
im osoby stanowiącej serce ich zespołu.
-Jak widać ostro pogrywają.- stwierdził Markus.
-Jak uda się nam naprawić superkomputer komputer i zniszczyć
Xanę to zagramy z nimi jeszcze ostrzej.- zagwarantowałem przyjacielowi.
Graffen usłyszawszy te słowa uśmiechnął się głęboko.
-I takiej właśnie odpowiedzi od ciebie liczyłem.- odparł.
-Najpierw musimy naprawić to nasze cudeńko.- powiedziałem oparłszy
się o superkomputer.
-Już myślałem, że tego nie powiesz. Pół nocy zajęło mi dokładne
sprawdzenie czy wszystkie części superkomputera są sprawne więc możemy
spokojnie zabrać się roboty.
-Doskonale Graffen. Komputer naprawimy poprzez usunięcie
jednego z pięciu dysków na których są zmagazynowane dane dotyczące Cortexu.
-Nie doprowadzi to do uszkodzenia superkomputera?- zapytał
będąc nieprzekonanym do mojego pomysłu.
-Jedynie ograniczy jego możliwości do czasu jak nie zwrócę
dysku na jego miejsce.- uspokoiłem przyjaciela.
-Dobrze a więc do roboty.- powiedział zwróciwszy się ku
dziełu mojego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz