sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 2 "Witamy w Szwajcarii"

Rozdział 2

"Witamy w Szwajcarii"

Piątek 

Anthea

Płomienie w kominku tańczyły radośnie oświetlając dość spory pokój, w którym siedziałam.  Pomimo tego, że ogień juz dogasał, blask bijący od kominka był w stanie rozjaśnić wszystkie meble stojące w salonie przyjemny żar wydobywający się z kominka łaskotał mnie w stopy oraz pomagał mi się rozluźnić po kilku burzliwych dniach. Siedząc tak w pokoju byłam w stanie spokojnie zebrać swoje myśli i obmyślić to co zrobię po tym jak mój mąż przywiezie moją córkę.

Kilkanaście dni temu nie miałam nawet pewności czy ona żyje a teraz odliczałam minuty do jej przyjazdu. Gdy po raz pierwszy ujrzałam ją w ekranie komputera mojego obecnego męża moje serce od razu zbiło szybciej. Od tego czasu zapragnęłam ściągnąć córkę do siebie bez względu na koszt. Mojemu mężowi było to akurat na rękę, bo rozbijał grupkę swoich rywali więc od razu zgodził Simi ją przywieść. Pomimo bycia małżeństwem już przez kilka lat nadal nie mogłam się doczekać z Tyronem dzieci a Aelita na pewno wprowadzi trochę ruchu do mojego domu.

Czekałam tak w zadumie na telefon od niego lub dzwonek od drzwi obwieszczajmy przybycie mojego męża. Czekałam tak parę godzin wciąż to na nowo rozpamiętując przeżyte wspólnie z córką chwile zanim uprowadzenie mnie przez ludzi Kartaginy pozbawiło mnie rodziny a niej matki i żony. Chcąc sobie odświeżyć  tamte chwile wstałam z fotela i skierowałam się ku kredensowi, w którym trzymałam album z fotografiami sprzed wielu lat.

Stare tomisko nie było już dawno ruszane przez nikogo przez osiadła na nim gruba warstwa kurzu, który zdmuchnęłam wziąwszy go do ręki. Ani ja ani mój mąż nie mieliśmy ochoty zerkać w ten album gdyż dla mnie stanowił on świadectwo mojego utraconego życia a na Tyrona samo jego wspomnienie działało jak  czerwona płachta na byka.

Otworzyłam album na ostatnich stronach przedstawiających moją ostatnią wigilię spędzoną z byłym mężem i córeczką.  Moje spojrzenie od razu padło na moją uwiecznioną na zdjęciu córeczkę. Była ona na nim taka szczęśliwa i bezbronna a nie zagubiona jak teraz jest. Przez chwilę skupiłam swoją uwagę na byłym mężu, którym był wiecznie nieogolony mój dawny ukochany. Kochałam go jak nikogo innego w tamtych czasach pomimo tego, że wyglądał jak rumcajs po uniwersytecie. Po obejrzeniu kilku innych fotografii odłożyłam album na miejsce by Magnus nie zorientował się, że go brałam.

Akurat w tym momencie rozległ się głośny dzwonek oznaczający przybycie tak wyczekiwanych przez ze mnie osób. Z nieukrywaną radością podeszłam  do drzwi i otworzyłam je dopiero co przyjechawszemu mężowi i córce.

-Uff Wreszcie w domu. Nawet nie wiesz jak męczące jest jechanie spod Paryża do Neuchatel w jedną noc.  Na szczęście twoja córeczka nie jest zbyt rozmowna więc miałem spokój przez całą drogę.- westchnął mój mąż stanąwszy w drzwiach. Podszedł następnie do mnie by nie pocałować policzek na powitanie po czym od razu skierować się do sypialni i zażyć trochę snu.

Zignorowałam go, ponieważ zanim kroczyła osoba, której znacznie bardziej od niego wyczekiwałam czyli moja córka.

Od razu ją rozpoznałam. Różowe włosy były tak samo jak za czasów jej dzieciństwa dość krótko przycięte na pazia a w jej zielonych oczach dostrzec się dało to samo rozmarzone i nieprzytomne spojrzenie jakie wielokrotnie u niej widywałam gdy była mała.

-Chodź tu do mnie mój ty skarbeńku!- wykrzyknęłam i przytuliłam córeczkę.

Ta jednak nie odwzajemniła uścisku tylko popatrzyła się na mnie pustym wzrokiem. Spojrzałam jej ponownie w oczy i z przerażeniem stwierdziłam, że to co wcześniej odebrałam jako rozmarzone spojrzenie było w rzeczywistości spojrzeniem osoby będącej nie tyle co człowiekiem co warzywem.

Potrząsnęłam córką w nadziei , że to jakiś kiepski żart ale jej wyraz twarzy się nie zmienił.

-Co oni ci zrobili?- wyjąkałam po czym przytuliłam córkę i zaczęłam wylewać z siebie łzy prosto na ubrania tego chodzącego warzywa.

Po dłuższej chwili ciągłego płaczu zebrałam się w sobie i za rękę wprowadziłam Aelitę do uprzedniego przygotowanego dla niej pokoju. Nie stawiała żadnego oporu tylko posłusznie wykonywała moje polecenia. Położyłam ją niemalże siłą nałóż ku i przykryłam pobieżnie kocem. Nie miałam pojęcia co zrobić z takim zombie więc uznałam, że najlepiej będzie się na razi przespać i rano coś wymyśleć.

Po położeniu Aelity od razu skierowałam się do swojej sypialni i samemu położyłam się spać. Gdy rano się obudziłam dochodziło już południe. Sobotnie słońce zdążyło się już dawno wkraść do mojej sypialni przez okno i teraz ochoczo nie pozwalało mi spać. Nie widziałam w sypialni swojego męża co oznaczała, że najpewniej jest w salonie o ile już nie pojechał reperować superkomputera.

Wstałam i szybko się ubrałam po czym zeszłam do salonu by z nim porozmawiać. O dziwo ujrzałam w salonie Aelitę, która siedząc przy stole bazgroliła coś długopisem po kartce. Gdy do niej podszedłam usłyszałam głos męża:

-Wyczyścili jej jak widać pamięć ale na twoje szczęście jest ona w stanie dość szybko przyswoić na nowo swoja tożsamość.

Obejrzałam się ku stronie z której dobiegał jego głos.  Dostrzegłam swojego męża stojącego w drzwiach wciąż będącego w nocnej koszuli. Najwidoczniej wstał już jakiś czas temu i bacznie obserwował w moją córką przez ten czas. W jednej ręce trzymał gazetę i zakładką założoną na którejś jej ostatnich stron co oznaczało, że wstał przynajmniej pół godziny przede mną a w drugiej ręce trzymał filiżankę kawy wypełniającej salon przyjemnym aromatem.

-Co powiedziałeś?- zapytam nie będąc w stanie uwierzyć w jego wcześniejsze słowa.

-Powiedziałem, że wyczyścili jej pamięć by nie mogła zdradzić ich sekretów.-wyjaśnił.
Spojrzałam na zachowującą się jak małe dziecko córkę, która wczoraj nie byłą wstanie nic powiedzieć  ani zrobić. Uświadomiłam sobie, że to był prawdopodobnie efekt uboczny jej utraty pamięci. Jeśli jej francuscy przyjaciele mieli dostęp do naszym mojego pierwszego męża to się nie dziwie, że byli w stanie ingerować cudzy umysł tak jak to robił kiedyś mój mąż.

-Córeczko co robisz?- zapytałam w nadziei, że uzyskam jakaś inna odpowiedzieć niż jej puste spojrzenie.

-Rysuje.- wyjąkała niemrawo niczym dziecko wciąż bazgroląc po kartce jakieś niewyraźne kształty.

-Jak już mówiłem jej świadomość się na nowo kształtuję. W ciągu czterdziestu ośmiu godzin powinna być z powrotem normalna.- powiedział mój mąż.

-Okropność.- odparłam będąc oburzona jak jej przyjaciele byli w stanie zrobić jej coś takiego.

-W rzeczy samej ale obecna sytuacja ma też swoje zalety.- powiedział zbliżywszy się do mnie.

Jakie niby? Co może być pozytywnego w tym, że moja córka nie pamięta nic ze swojego życia i zachowuję się jak trzylatek?- zapytałam nie będąc w stanie zrozumieć o co chodziło mojemu mężowi gdy wypowiadał te słowa.

-Zaleta tej sytuacji jest taka, że możemy jej nadać zupełnie nową tożsamość. Jej wspomnienia i tak są już stracone a jeśli ja wychowamy od nowa to będziemy mieć przykładną córkę zamiast buntowniczki jaką Aelita była.- powiedział stanowczo jakby to był dla niego interesujący eksperyment.

-To jest chore.-stwierdziłam.

-To jest najrozsądniejsze rozwiązanie. Aelita miała w Kadic dokumenty na nazwisko Stones a  nie Hopper bądź Schaeffer więc prawnie nie mamy do niej żadnych praw. Tutejsza policja nie jest tak głupia jak dyrektor Kadic, że zgodzili się nam wydać twoją córkę jedynie dla tego, że im powiedzieliśmy, że to twoja córka a oni nie sprawdzili w dokumentach czy rzeczywiście jesteśmy jej prawnymi opiekunami. – wyjaśnił.

-Czyli jeśli ktoś by dokładniej sprawdził jej dokumenty to ja nie miałabym do niej żadnych praw?

-Tak, taki tępak jak Delmas trafia się tylko raz.-odparł mimochodem uśmiechnąwszy się na wspomnienie przygłupiego dyrektora.

-W takim razie co zrób co chcesz byle bym miała prawo  do opieki nad nią.-powiedziałam zdeterminowana by zachować kontrolę nad córką.

-Graffen mi pomoże w wyrobieniu jej  fałszywych dokumentów a jak Aelita pójdzie do prowadzonej przez niego szkoły nikt nie będzie patrzył czy czego śnie brakuje w jej papierach.-wyjaśnił mi swój plan.

-Kiedy zamierzasz do niego pojechałby wyrobić jej papiery?

-Wyjeżdżam jak tylko dopiję kawę i przebiorę się w coś normalnego.- powiedział wskazując ręką na okrywającego koszulę nocną, w której raczej nikt by się nie pokazał publicznie.-Jak mnie nie będzie postaraj się wymyślić nowe imię dla córki Walda, bo nie zniosę by to imię mi wciąż o nim przypominało.- skończywszy mówić wypił cała zawartość filiżanki jednym łykiem zapewne parząc sobie trochę gardło przy okazji i wyszedł z salonu.

Popatrzyłam na odchodzącego męża i przemyślałam jego słowa. Pomimo tego, że do Magnus do Walda żywił wyjątkowo silną niechęć to zgodził się wziąć pod swój dach jego córkę. Nie mogłam tego przekreślić głupim sporem o imię.


-Córuś jak ci się podoba imię Agnes?- zapytałam się jej a ta mi odpowiedziała uśmiechem.

Tyron

Warkot silnika umilkł gdy wyjąłem kluczyk ze stacyjki. Wysiadłszy z samochodu delikatnie przejechałem ręką po jego masce by sprawdzić czy nie ma na niej żadnej rysy. Mercedes, którym jeździłem był moim oczkiem w głowie, o które dbałem bardziej niż o żonę.

Sprawdziwszy obecność uszkodzeń z radością stwierdziłem ,że żadnych takowych nie było i skierowałem się ku budynkowi liceum. Normalnie jako  osobnie pracująca w tej placówce nie miałbym do niej wstępu ale mój przyjaciel Graffen był jej dyrektorem przez co mogłem robić niej co chciałem. Otynkowane na biało mury tej szkoły skrywały również jeden z moich najlepiej strzeżonych sekretów jakim był superkomputer. Liceum było częścią większego kompleksu edukacyjnego, którego skład wchodził również uniwersytet będący moim pracodawcą. Dzięki temu mogłem zawsze po pracy jako wykładowca fizyki, zstąpić do piwnic obydwu budynków, które były zresztą połączone i spokojnie odwiedzić swoje laboratorium.

Moim priorytetem było teraz odwirusowanie mojego superkomputera po tym jak gang Belpoisa go zainfekował po raz drugim swoim programem. Najwyraźniej nie wystarczyło im, że zainfekowali moją maszynę Xaną więc dołożyli kolejnego wirus aby dokonał tego co się nie udało Xanie czyli zniszczył mój komputer.

Przekroczyłem próg szkoły i od razu skierowałem się ku piwnicy. Dziś niestety była Sobota więc po szkole pałętało się mnóstwo dzieciaków z internatu korzystających z dnia wolnego od nauki. Udało mi się jednak niepostrzeżenie dotrzeć do drzwi prowadzących do podziemi i pozostając niezauważonym je otworzyć. Po chwili marszu ciemnymi korytarzami pamiętającymi jeszcze drugą wojnę światową dotarłem do swojego laboratorium.

O dziwo po laboratorium ktoś się już krzątał i sprawdzał okablowanie superkomputera, przez co nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Ostrożnie podeszłem do intruza i spodziewając się kim się okaże wyciągnąłem go za nogę spod mojej maszyny.

-O witaj Magnus!- przywitał się radośnie Markus.

-Miło cie widzieć Graffen.- powiedziałem w odpowiedzi po czym podałem mu rękę by pomóc mu wstać.

-Nie sądziłem, że przyjdziesz tu dziś tak wcześnie.

-Różowowłosą zostawiłam pod pieczą Anthei i przyjechałem tu tak szybko jak tylko mogłem.- odparłem.

-Może uda się nam cos wyciągnąć na temat tych dzieciaków od córki Walda.- zapytał Graffen zwietrzywszy możliwość zdobycia przewagi nad wrogiem.

-Nie sądzę. Wyczyścili jej pamięć tak na wszelki wypadek.- powiedziałem jak gdyby nigdy nic. Dla żony utrata przez nią wspomnień była tragedią ale mi była nawet na rękę. W końcu jedynym moim osobistym celem w wycieczce to Kadic było unieszkodliwienie moich wrogów a to osiągnąłem poprzez odebranie im osoby stanowiącej serce ich zespołu.

-Jak widać ostro pogrywają.- stwierdził Markus.

-Jak uda się nam naprawić superkomputer komputer i zniszczyć Xanę to zagramy z nimi jeszcze ostrzej.- zagwarantowałem przyjacielowi.

Graffen usłyszawszy te słowa uśmiechnął się głęboko.

-I takiej właśnie odpowiedzi od ciebie liczyłem.- odparł.

-Najpierw musimy naprawić to nasze cudeńko.- powiedziałem oparłszy się o superkomputer.

-Już myślałem, że tego nie powiesz. Pół nocy zajęło mi dokładne sprawdzenie czy wszystkie części superkomputera są sprawne więc możemy spokojnie zabrać się roboty.

-Doskonale Graffen. Komputer naprawimy poprzez usunięcie jednego z pięciu dysków na których są zmagazynowane dane dotyczące Cortexu.

-Nie doprowadzi to do uszkodzenia superkomputera?- zapytał będąc nieprzekonanym do mojego pomysłu.

-Jedynie ograniczy jego możliwości do czasu jak nie zwrócę dysku na jego miejsce.- uspokoiłem przyjaciela.


-Dobrze a więc do roboty.- powiedział zwróciwszy się ku dziełu mojego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz