Rozdział 1
”Preludium”
Tyron
Gdy na horyzoncie pojawia się leniwie sunąca tafla rzeki oraz zarys pogrążonego we śnie miasta położonego w typowej dla Szwajcarii dolinie rzecznej wiem ,że cel mojej podróży jest już blisko. W pół do pierwszej- spoglądając na tarcze zegarka uświadamiam sobie, że postój na kebab gdy przejeżdżałem przez Dijon, kosztował mnie aż kwadrans opóźnienia.
Gdy w końcu dojeżdżam do mojego domu będącym ceglanym dwupiętrowym budynkiem wybudowanym w okresie międzywojennym. Wysiadam z samochodu i zgarniam Aelitę, która nadal zachowuje się jak zombie, ale przynajmniej posłusznie wykonuje moje polecenia. W domu już wszyscy śpią . Anthea wraz z bliźniętami śpią najlepsze gdy ładuję Schaefferównę do najmniejszego pokoju i sam idę spać. Dzisiaj i jutro potrzymam ja sobie w domu na obserwacji a w poniedziałek pójdzie do nowej szkoły. Na wszelki wypadek zostawiam Anthei na stole liścik z wyjaśnieniami, ponieważ ona wstaje zazwyczaj wcześniej ode mnie, a nie chce aby widok bujającej w obłokach piętnastolatki, wywołał niepotrzebne zamieszanie.
Albo jest świetną aktorka albo pozbawiona wspomnień córką Anthei i Walda- myślę i zastanawiam się jak jest naprawdę.
Ranek
Cholera zaspałem- myślę sobie widząc gdy obydwie wskazówki zegarka są w tym samym miejscu. Do pokoju wchodzi Anthea mająca radosny wyraz twarzy.
-Dzięki ci ,że ją odnalazłeś, ale co jej się stało? Dlaczego ona nic nie pamięta ?- rozpoczęła rozmowę.
- Sam chciałbym wiedzieć, ale najwyraźniej jej francuscy przyjaciele coś jej zrobili żeby nie była w stanie wydać ich sekretów.
- Ale ona nic nie pamięta. W sumie to dobrze ,że nie pamięta wielu traumatycznych przeżyć. Gdyby pamiętała moje porwanie byłoby mi trudno jej to wszystko wytłumaczyć.- powiedziała zatroskana stanem swojej córki Anthea.
-Twoje porwanie? – już po chwili żałuję ,z rozwijam ten temat, ponieważ Anthea nie znosi wspominać o tym jak została porwana i przesłuchiwana w celu wydarcia z niej informacji o miejscu pobytu jej męża. Dopiero gdy Waldo wymknął się ponownie agentom rządowym, wyposzczono ja licząc, że Waldo się z nią spróbuje skontaktować. Waldo jednak nigdy tego nie uczynił. Ciekaw jestem czy jak teraz jego żona i córka są w tym samym miejscu podejmie on jakąkolwiek próbę kontaktu a nimi.
- Jesteś tam?
- Co ? A tak tylko się trochę zamyśliłem.
- Jest jeszcze jedna sprawa.
- A mianowicie co?- powiedziałem zdziwiony.
- Ona nie pamięta jak się nazywa.
- skoro nie pamięta swojego imienia ani nazwiska to możemy jej nadać je według własnych upodobań.
- nie zrobisz tego – mówi oburzona Anthea.
-I tak trzeba sfałszować dokumenty ,ponieważ jej francuscy koledzy wymazali jej pobyt w Kadic zarówno z kartotek jak i z głów uczniów.
- Teraz to już przesadzasz.
- Niedługo się przekonamy.
Szybko się ubieram i następnie jem skromne śniadanie tak aby jak najszybciej pojechać do laboratorium. Anthea pozostanie z Aelitą i moimi dziećmi w domu gdy ja pojadę naprawić swój Superkomputer.
Jeśli nie ona, to nikt nie będzie w stanie stwierdzić czy dziewczyna, którą przywiozłem do domu to naprawdę jej córka.
Do laboratorium położonym pod uniwersytetem na którym wykładam oraz należącym do mojego przyjaciela Graffena liceum[1].
Najwyższy czas naprawić to co chcieli zniszczyć te dzieciaki.-mówię sam do siebie.
-Mógł pan powiedzieć, że już dziś rozpoczynamy oczyszczanie komputera z wirusa-powiedział ktoś za mną.
- Graffen mógłbyś czasami pukać jak wchodzisz do laboratorium ?
- Naprawiamy czy nie?- odparł.
- Dobrze, ale nie możemy uruchomić superkomputera, bo wtedy wirus dokończy dzieła, więc usuniemy ręcznie dysk, na którym znajduję się ów wirus.
-W tak banalny sposób zamierza pan, naprawić tak skomplikowany system- odparł zdziwiony Graffen.
- Masz jakiś lepszy pomysł ?
- No cóż ,powinno się udać.- odparł najwyraźniej przekonany do mojego pomysłu Graffen.
- A jeśli te dzieciaki ponownie zawirusują pański sprzęt ?
- Mam pomysł jak temu zaradzić oraz jednocześnie zaoszczędzić zwalniając zawodowców. – odparłem koledze po fachu.
-Jak nie zawodowcy, to kto będzie bronił Cortexu od wewnątrz przed dzieciarnią i potworkami? -odparł zdziwiony Graffen.
-Ogień należy zwalczać ogniem, a teraz zajmijmy się tym zawirusowanym dyskiem. Co prawda Cortex na tym ucierpi, ale to mój komputer i nikt nie będzie mi mówił co mam robić.
Ferenc
Dddrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!
Budzi mnie głośny dźwięk budzika przypominający, że muszę już wstać, bo weekend się skończył i dziś znów są lekcje. Ręką na oślep strącam budzik z szafki nocnej z taką siłą ,że baterie z niego wypadają, a budzik milknie.
Jeszcze piec minut – myślę sobie i wbijam głowę w poduszkę. Wtedy z drugiego końca pokoju zaczyna grac niemieckie techno.
-Lukas!? Weź to wyłącz! Mój budzik ci nie wystarcza?!
Lukas to mój współlokator. Jest czternastoletnim Niemcem średniego wzrostu o prostych włosach w kolorze ciemnego blondu ,które zaczesuje na bok oraz błękitnych oczach.
Wstaje on i przeciąga się, po czym siada na łóżku i dopiera wtedy mi odpowiada szczerząc zęby- Nie kiedy gra on z trzy sekundy, po czym ląduje na podłodze.
Rozglądam się po pokoju i dostrzegam leżące na ziemi lusterko ,które najwyraźniej zrzuciłem z szafki wraz z budzikiem. Lusterko nie ma ani jednej rysy więc bez problemu dostrzegam w nim swoje odbicie. Chuda twarz z dwudniowym zarostem będącym na niej z racji tego ,że jestem o rok starszy od wszystkich z klasy. Widzę w nim też odbicie moich szarych oczu i krótko ściętych czarnych włosów.
-Muszę się jeszcze dzisiaj ogolić-myślę sobie po czym pytam się Lukasa- Mam nadzieje, że nauczyłeś się na dzisiejszą kartkówkę z dojcza ?
-Po co mam się uczyć języka którego znam lepiej niż francuski- odpowiada mi pogodnie blondyn.
- Fuksiarz z ciebie ,ze niemieckiego u nas uczą, jakbyśmy się węgierskiego uczyli to przynajmniej z jednego przedmiotu miałbym jedynkę[2].
Półtorej godziny później jam już śniadanie na szkolnej stołówce. Jest duże pomieszczenie na parterze budynku, położone w równej odległości zarówno od internatu dla chłopców jak i tego dla dziewczyn. Do stoliku przy którym jem śniadanie z Lukasem i Adolfem, będącym czarnowłosym Austryjakiem o niskim wzroście, podchodzi Nicollo Forzetti będący moim rówieśnikiem.
Nicollo to wysoki chłopak któremu niedawno strzyknęła piętnastka. Posiada on łobuzerski uśmiech, opadające w nieładzie na czoło jasnobrązowe włosy, oraz błysk w błękitnych oczach, po których trudno sobie wyobrazić, że ma on włoskie korzenie.
- Mogę się dosiąść?- pyta się, i zanim ktokolwiek z nas zdąża odpowiedzieć, siada do naszego stolika.
-Dlaczego chcesz z nami siedzieć?- pyta się go Austryjak.
-Chciałem sobie z wami pogadać.- odpowiada mu pogodnie Włoch.
-O czym miałbym z tobą niby rozmawiać- mówi Austryjak z ustami pełnymi jajecznicy.
-Z tobą grubasku o niczym- odpowiada mu Nicollo.
-Chodzi ci o to wczorajsze ?-powiedziałem do Włocha.
-Bingo Ferenc, ale wiesz ciekawość to pierwszy stopień do piekła. -odpowiada mi Włoch i korzystając z tego że Adolf zerka na swoją komórkę sprawdzając czy nie przyszła my jakaś wiadomość dosypuje mu on coś do jajecznicy.
-Hej powie mi ktoś co się wczoraj stało ?- wtrąca się zaciekawiony Lukas, który najwyraźniej nie zauważył tego co, przed chwilą Nicollo zrobił Adolfowi.
-Jak się zgodzisz na mają propozycje dla ciebie i Ferenca, to jeszcze dzisiaj się dowiesz- odpowiada mu Nicollo.
-To co chcesz nam zaproponować ma jakiś związek ze wczorajszym znaleziskiem?- odpowiadam makaroniarzowi.
- znowu bingo Ferenc, już się zaczynam do tego przyzwyczajać. Chodzi o to ,że z kumplami znalazłem tam wiele ciekawych rzeczy w tym zajebistą grę. Obydwaj nieźle sobie radziliście jak poszliśmy dwoma rocznikami na paintball na początku roku, i o ile pamiętam to się wam to podobało. Tak więc chciałbym w nią z wami dzisiaj wieczorem zagrać.
-A dlaczego mielibyśmy z tobą grać dziś wieczorem. Jutro jest Kartkówka z chemii a ja wolę się do niej uczyć niż marnować czas na głupoty. – mówi Adolf coraz bardziej zdenerwowany tym, że go ignorujemy.
-To się ucz kulko , bo i tak nie byłeś zaproszony kurduplu. Lukas, Ferenc wchodzicie ?
-A powiesz nam co to za gra ? – odpowiada Lukas skończywszy jeść.
-Coś jak paintball, ale dużo lepsze.-wyjaśnia mu Włoch.
-Dobra ale jak nas złapią za wymykanie się z internatu późnym wieczorem to ty nas będziesz tłumaczył.- mówię również kończąc śniadanie.
-Dobra to o 19 pod moim pokojem. Pasuje wam o tej porze?
-Pasuje.- odpowiadam mu wraz z Lukasem.
Nicollo wstaje i szybko odchodzi niosąc pusty talerz pod ramieniem.
-My też już chodźmy bo spóźnimy się na niemiecki.-mówi do mnie Lukas.
Lukas
Na lekcji niemieckiego.
Nauczycielka niemieckiego postanowiła zamiast kartkówki zrobić nam odpytkę, i kolejno wywoływać uczniów do tablicy. Kolejna dobra ocena wylądowała w dzienniku pod numerem 13, po tym jak mnie przepytała z liczebników. Obecnie zaczęła się znęcać nad Ferencem, który jest ostatni w dzienniku.
-Ty się w ogóle uczyłeś na dzisiaj ?! – pani Wurst kontynuowała swój monolog, coraz bardziej się nakręcając.
- Uczyłem się wczoraj cały wieczór – odpowiada Ferenc choć doskonale wie, że wieczorem do książek nawet nie zajrzał, bo był zajęty śledzeniem Nicolla i jego kumpli.
-Liczebników nie umiesz chociaż były one w pierwszej klasie. Zapisz mi liczby od jeden do dziesięciu na tablicy. Mam nadzieje, że przynajmniej to potrafisz! – wykrzyknęła nauczycielka.
Ferenc podszedł do tablicy i zapisał dziewięć liczb poprawnie, jednak zamiast napisać zechs napisał sex, a gdy Wurst to zobaczyła wykrzyknęła:- Won za drzwi skończony degeneracie i nieuku w jednym!
Ferenc wzruszył ramionami i pospiesznym krokiem opuścił salę.
Po tym jak lekcja niemieckiego się skończyła czekało na nas już tylko cztery lekcje od przerwy obiadowej. Na żadnej lekcji nie wydarzyło się nic ciekawego nie licząc tego, że Ferenc wyleciał za drzwi również na wychowaniu fizycznym za grę w zbijaka piłką lekarską.
Na obiad poszliśmy razem z Sylwią Schlanke będącą naszą koleżką z klasy, mającą długie włosy koloru blond, które zazwyczaj spina w koński ogon raz rumianą twarz, której widać błękitne oczy i lekko piegowate policzki, oraz Dietrichem Sternem. Dietrich jest naszym przyjacielem, choć chodzi on do innej klasy niż my. Ma brązowe włosy, które opadają mu na twarz pod postacią grzywki zasłaniającej czoło, oraz błękitne oczy, będące wiecznie skupione co pomimo jego młodego wieku nadają Dietrichowi dość ponury wygląd.
Po odebraniu tac z jedzeniem zobaczyliśmy ,że przy naszym stoliku siedzi Nicollo Forzetti.
-Własnego stolika nie masz – zapytałem się Włocha.
- Co się tak naprężasz ? Uważaj bo ci jeszcze żyłka pęknie. A co do tego czemu tu jestem to jestem tu by pogadać sobie ze swoją drużyną. – odpowiada beztrosko Nicollo bawiąc się w rękach podłużną fiolką.
- To ,że się zgodziliśmy na twoją propozycje nie oznacza, że musisz nas zagadywać przy każdym posiłku. Tak w ogóle co masz w tej fiolce? –powiedział do niego Ferenc wcinając się w naszą rozmowę.
- Siarkowe coś. A poza tym to może wreszcie siądziecie, zamiast stać z tacami obok własnego stolika ?
- Skąd masz tę fiolkę – zapytała Forzettiego Sylwia.
- Zgarnąłem z godzinę temu z kantorka gdy miałem przynieść mapę na gegrę. – odpowiedział jej Włoch, jak gdyby kradzież szkolnej własności była dla niego czymś kompletnie normalnym.
-O co chodzi z tą propozycją? – zapytał się nas zdziwiony Dietrich.
-Nic o czym powinieneś wiedzieć. Obstawiacie co się stanie jak wleje zawartość fiolki do cukierniczki- odpowiedział mu Nicollo jednocześnie zmieniając temat.
-Zależy od tego co jest w tej fiolce- usłyszeliśmy za nami.
Powiedziała to Łucja ,nasza koleżanka z klasy i jedna z najlepszych uczennic nie tylko w klasie ale i na roczniku. Łucja posiada proste opadające na ramiona brązowe włosy, błękitne oczy i piegowate policzki. Jesteśmy zdziwieni, że się w ogóle odezwała, ponieważ jest nieśmiała i zazwyczaj siedzi cicho jak mysz pod miotłą.
- W tej mojej fiolce jest jakieś h2so, ostatniej liczby nie widać. Jak wiesz co to może być to się dosiądź do nas.- odpowiedział jej Nicollo odsuwając jednocześnie krzesło.
-Ale to jest miejsce Adolfa -zaprotestowałem.
-Nic się temu kurduplowi nie stanie, jak raz zje gdzie indziej – odpalił mi Nicollo
Lucy nie miała jednak żadnych oporów i od razu siadła obok Nicolla.
-A jak Adolf przyjdzie to co mu powiemy, jak zobaczy zajęte miejsce – powiedziałem nie poddając się.
- Adolf siedzi na klopie i szybko z niego nie wyjdzie.- odpowiedział Włoch z łobuzerskim uśmiechem.
Mówiąc to Nicollo wstał od stołu i przeszedł się wzdłuż rzędu stolików przy jednym „ukradkiem” wylewając zawartość fiolki do cukierniczki po czym jak gdyby nic nie zrobił spokojnie wrócił do naszego stolika.
- Pomyślałeś ,że możesz kogoś otruć idioto.- powiedziałem do żartownisia
- Myślę ,że reakcja będzie na tyle gwałtowna ,że nikt przy zdrowych zmysłach nie weźmie stamtąd cukru. – powiedziała Łucja broniąc Nicolla, zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Ej ! Czujecie ten mocny zapach tak jakby ta przyprawa Maggi.- powiedział Dietrich słusznie zauważają nowy zapach, który zaczął wypełniać stołówkę.
Nikt mu nie odpowiedział bo wszyscy spojrzeliśmy w kierunku z którego dobiegał zapach. Źródłem smrodu była cukierniczka, do której Nicollo wlał kwas. Z cukierniczki wydobywała się czarna dymiąca substancja, która zaczęła skazywać po ściankach cukierniczki, pryskać na wszystkie strony, twardniejąc na naszych oczach.
-Wspomniałeś ,że to pachnie jak Maggi , to w takim razie już wiesz co ci dają do obiadu. -powiedział Nicollo do Dietricha po czym wszyscy wybiegliśmy ze stołówki. Po tym jak Nicollo się zmył zjawił się cieciu wraz ze dwoma sprzątaczkami, które zamiast ogarnąć bałagan zaczęły się bawić w detektywów i dociec co się stało. Nikt jednak nie wydał Włocha, więc sprawa pójdzie do dyra bo oczywiście kamery jak zwykle nic nie zarejestrowały.
Za pięć siódma wraz z Ferencem idziemy pod pokój Nicolla, który z racji tego ,że jest o klasę wyżej ode mnie i Ferenca jest w innym skrzydle internatu.
-Jak myślisz po co nas zaprosił do tej swojej gry?- zapytałem się Ferenca
- Nicollo wraz kumplami znaleźli jakieś tajemnicze urządzenia w podziemnym schronie.- odpowiedział mi Węgier.
- Ty może to jakieś nieznane dotychczas tajemnice trzeciej rzeszy.- powiedziałem podniecony.
- Raczej nie, ponieważ znaleźli komputery, a więc na pewno są powojenne.- odpowiedział mi Madziar.
- Co to była za aparatura, którą Nicollo znalazł wraz z kumplami?- zapytałem się go.
- Śledząc ich nie widziałem dokładnie, ale była tam sala z olbrzymim komputerem i sześcioma wielkimi walcami, z których każdy miał ze cztery metry długości.
- Może to jakaś technologia obcych, a te walce to międzygalaktyczny portal!- powiedziałem podekscytowany, ponieważ to o czym rozmawialiśmy wydawało się być coraz bardziej nieprawdopodobne.
- Gdyby to było coś ważnego, to by zapewne tego tak nie zostawiono. Ale jestem ciekaw co tam Nicollo znalazł.- odpowiedział mi Ferenc.
- W takim razie, już najwyższy czas aby go o to zapytać.- odpowiedziałem mu, gdy doszliśmy do jego pokoju.
Zapukaliśmy do drzwi.
Cisza
- Może jeszcze raz zapukać – zaproponowałem.
- O jesteście wcześniej niż się spodziewałem!- usłyszeliśmy głos dochodzący z korytarza i ujrzeliśmy Nicolla.- Gdzieś żeś był.- pytam się Włocha.
- Na jabłkach- odpowiada mi Nicollo po czym wyjmuje z podwiniętej koszulki małe zielone, zarobaczone jabłko.
- Mniejsza z tym gdzie byłeś idziemy czy nie – wtrącił się Madziar.
- Tak już idziemy ale to poza terenem szkoły. To chcecie jabłka czy nie?
-NIE!- odpowiedziałem wraz z Ferencem.
Następnie opuściliśmy zachodnią część budynku gdzie mieściła się męska część internatu i wyszliśmy wyjściem ewakuacyjnym do którego Nicollo parę lat wcześniej ukradł klucze. Po wyjściu z budynku okrążyliśmy internat i wyszliśmy na znajdujący się między frontowymi drzwiami szkoły a porośniętym drzewami brzegiem rzeki parkingiem na którym stało już tylko pięć pojazdów.
Następnie poszliśmy brzegiem rzeki omijając tym samym wysoką siatkę odgradzającą cały kompleks od lasu. Będąc na skraju lasu spotkaliśmy Dietricha, jego kolegę z drużyny Michela Tripoisa- barczystego bruneta z włosami pozostającymi w nieładzie oraz kumpla Nicolla z klasy Jeana Pierrique.
- Siemka Jean widać ,że też wybrałeś młodszych- przywitał się z nim Nicollo.
-Wybrałem jak wybrałem.- odparł mu Jean przyglądając się mnie i Ferencowi.- Jak widać wybrałeś Kleinrittera i Wańczaka. Mógłbym pogadać z Ferencem na osobności? Pójdziemy razem przodem jak nie macie nic przeciwko.
-Ok.-odparł mu Węgier. – po czym poszli razem poszli w półmrok lasu.
- Czemu przy obiedzie nie powiedziałeś ,że ty też jesteś w to zamieszany.- zwróciłem się do Dietricha.
- Wtedy jeszcze nic nie wiedziałem. Jean mnie i Michela zaprosił dopiero po treningu piłki nożnej. – odparł Alzatczyk.
-A to spoko.- odpowiedziałem mu.
- Hej Lukas! To prawda ,że masz techno nastawione na budzik?- wtrącił się Nicollo.
- A owszem.
- Aż tak je lubisz ?
- Nie, ale Ferenc go nie znosi.
- Nie no Lukas zgrywusek a to ci dopiero, zresztą jesteśmy już na miejscu.
Dotarliśmy do włazu starego betonowego bunkra otoczonego gęstymi krzewami.
-Nie uwierzycie, ale podziemne sale znajdują się pod boiskiem między naszą szkołą a uniwerkiem- powiedział do wszystkich Nicollo.
I razem całą czwórką zeszliśmy w dół bunkra.
Przeszliśmy następnie długim korytarzem ,który prowadził w kierunku przeciwnym do tego z, którego przyszliśmy. W końcu doszliśmy do większej sali ,która wyglądała tak jak ją opisał Ferenc. Olbrzymi komputer pod jedną ścianą i sześć tub pod drugą . Wszystko by wyglądałoby jak w gwiezdnych wojen gdyby nie stare betonowe ściany i nie wiedzieć czemu stojąca pod ścianą biała kanapa w różowe kwiatki.
-Reszta już na was czeka- powiedziała osoba obsługująca komputer.
-Klemens przekaż im, że zaraz będziemy.- powiedział do niego Nicollo.
- Gdzie jeszcze mamy iść?- zapytał zdziwiony Dietrich.
-Do skanerów.- odpowiedział mu Nicollo.
-Czego? – zapytałem.
-Oj tam, róbcie to co ja a wszystko będzie dobrze.- wyjaśnił mi Nicollo.
Po tych słowach Włoch skierował się do jednej z tub a my razem z nim. Każdy z nas wszedł do jednej z nich, po czym one się zamknęły. Nagle w skanerach rozbłysło białe światło, a ja spadłem na szarą platformę. Ta platforma zdecydowanie nie jest na ziemi, jestem raczej w czymś w rodzaju ogromnego labiryntu złożonego z szarych brył geometrycznych.
- Witamy w Cortexie – usłyszałem głos za sobą, odwróciłem się i zobaczyłem siedem postaci które znałem.
1. Za liceum uznałem sześcioletnią kontynuację podstawówki po której w Szwajcarii idzie się na studia.
2. W Szwajcarii obowiązuje inna skala oceniania niż ta w Polsce, gdzie 1 to najwyższa ocena.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz