Rozdział 2
„Chrzest bojowy”
Lukas
Lukas
Przede mną stoją moi koledzy i koleżanki ze szkoły. Każdy z
nich ma na sobie obcisły czarny kombinezon, z fioletowymi elementami . Jedyną
indywidualnością są głowy, które wyglądają jakbyśmy zostali przerobieni na
postaci z kreskówki, poza tym dziewczynom znikły kolczyki z uszu a sportowa
opaska Dietricha, którą nosił on na głowie zmieniła kolor z zielonobiało
czerwonych barw kantonu na czarny materiał z purpurowym symbolem nad czołem. Na
pierwszy rzut oka symbol ten wyglądał jak krzyż celtycki, jednak o dokładnym
przyjrzeniu się wyglądał on następująco. Fioletowa kropka w środku od której w
górę biegła kreska łącząca ją z zewnętrznym okręgiem. Od tego okręgu odbiegały
kolejne kreski każdą w innym kierunku. Gdyby te kreski przepuścić przez środek
koła przecięły by się pod kątem 90 stopni. Nad sercem mieli tarczę z numerem.
Ferenc miał numer 7, Dietrich 17, Michel 18, Jean 5, Nicollo 4, ponadto były
taż dwie dziewczyny które swoje numery miały na opaskach, noszonych na ramieniu.
Rudowłosa dziewczyna stojąca obok Nicolla miała numer 9, a czarnowłosa dziewczyna o zielonych oczach i elfich rysach miała numer 11. Od schematu odbiegał jednak strój Jeana i Nicolla. Mieli oni na sobie ponadto ciemnoszare płaszcze z fioletowymi wykończeniami oraz postawione na sztorc kołnierze oraz wojskowe buty, nabijane kolcami. Przyjrzałem się sobie i zauważyłem, że jestem tak samo odziany oraz mam długi miecz za pasem z jednostronnym jelcem, na plecach kaburę z pistoletem , który wygląda jak dwa złączone prostokąty pod kątem 135 stopnia nad sercem tarczę z numerem 16.
-Napatrzyłeś się już?- zapytał się mnie Michel.
-Tak, owszem ale gdzie my jesteśmy?
- W wirtualnym świecie w którym toczymy ze sobą walki dla rozrywki. Jeśli tutaj zginiesz to wrócisz do skanera więc się nie martw o swoje życie.
- Czego?
- Tego czegoś do czego wszedłeś zanim się tu znalazłeś. -odpowiedział mi francuz.
- Każde z was lubi gry terenowe takie jak paintball i podchody więc zaprosiliśmy was by miło spędzić czas podrzynając sobie nawzajem gardła.- powiedział Nicollo wychodząc przed wszystkich i wyciągając dwuręczny prostokątny miecz dotychczas zawieszony na plecach. Jego miecz ma kolor tak intensywnej czerni że zdaje się zasysać światło a przez środek ostrza przebiega fioletowy neon.
- No to skoro jesteśmy już wszyscy, czas na kilka ogłoszeń nieparafialnych.
Po pierwsze wzajemne zabijanie w wirtualnym świecie jest całkowicie bezpieczne, wiem bo sam wczoraj wyleciałem z gry gdy Nigel wpakował mi strzałę w brzuch.
Po drugie każdy ma 100 punktów życia. Obrażenia w różne części ciała są inaczej punktowane . Najbardziej punktowane są obrażenia zadane w głowę, potem w korpus, a najsłabiej punktowane są ciosy w kończyny.
Po trzecie każdy z was może użyć umiejętności nazwanej przeze mnie hiperskokiem by odbić się od powierzchni na wysokość jakiś 10 metrów. Używajcie go rozsądnie ,ponieważ ładuje się on 20 sekund i warto go zachować do odwrotu gdy sytuacja będzie beznadziejna.
Po czwarte dzisiaj gramy na zasadach typu król wzgórza. - powiedział.
W samym centrum tego świata znajduję się kula do której prowadzi jeden most. Ma ona wiecznie zamknięty właz obok którego zaczynają się schody prowadzące na szczyt gdzie znajduję się czarna wieża w kształcie graniastosłupa czworokątnego prawidłowego ( postanowiłem lekko przerobić Korę do potrzeb fabuły).
Rudowłosa dziewczyna stojąca obok Nicolla miała numer 9, a czarnowłosa dziewczyna o zielonych oczach i elfich rysach miała numer 11. Od schematu odbiegał jednak strój Jeana i Nicolla. Mieli oni na sobie ponadto ciemnoszare płaszcze z fioletowymi wykończeniami oraz postawione na sztorc kołnierze oraz wojskowe buty, nabijane kolcami. Przyjrzałem się sobie i zauważyłem, że jestem tak samo odziany oraz mam długi miecz za pasem z jednostronnym jelcem, na plecach kaburę z pistoletem , który wygląda jak dwa złączone prostokąty pod kątem 135 stopnia nad sercem tarczę z numerem 16.
-Napatrzyłeś się już?- zapytał się mnie Michel.
-Tak, owszem ale gdzie my jesteśmy?
- W wirtualnym świecie w którym toczymy ze sobą walki dla rozrywki. Jeśli tutaj zginiesz to wrócisz do skanera więc się nie martw o swoje życie.
- Czego?
- Tego czegoś do czego wszedłeś zanim się tu znalazłeś. -odpowiedział mi francuz.
- Każde z was lubi gry terenowe takie jak paintball i podchody więc zaprosiliśmy was by miło spędzić czas podrzynając sobie nawzajem gardła.- powiedział Nicollo wychodząc przed wszystkich i wyciągając dwuręczny prostokątny miecz dotychczas zawieszony na plecach. Jego miecz ma kolor tak intensywnej czerni że zdaje się zasysać światło a przez środek ostrza przebiega fioletowy neon.
- No to skoro jesteśmy już wszyscy, czas na kilka ogłoszeń nieparafialnych.
Po pierwsze wzajemne zabijanie w wirtualnym świecie jest całkowicie bezpieczne, wiem bo sam wczoraj wyleciałem z gry gdy Nigel wpakował mi strzałę w brzuch.
Po drugie każdy ma 100 punktów życia. Obrażenia w różne części ciała są inaczej punktowane . Najbardziej punktowane są obrażenia zadane w głowę, potem w korpus, a najsłabiej punktowane są ciosy w kończyny.
Po trzecie każdy z was może użyć umiejętności nazwanej przeze mnie hiperskokiem by odbić się od powierzchni na wysokość jakiś 10 metrów. Używajcie go rozsądnie ,ponieważ ładuje się on 20 sekund i warto go zachować do odwrotu gdy sytuacja będzie beznadziejna.
Po czwarte dzisiaj gramy na zasadach typu król wzgórza. - powiedział.
W samym centrum tego świata znajduję się kula do której prowadzi jeden most. Ma ona wiecznie zamknięty właz obok którego zaczynają się schody prowadzące na szczyt gdzie znajduję się czarna wieża w kształcie graniastosłupa czworokątnego prawidłowego ( postanowiłem lekko przerobić Korę do potrzeb fabuły).
-Wygra ta drużyna która zdobędzie i utrzyma pole dookoła
wieży. To co ? Wszyscy ready?- powiedział Nicollo, wskazując mieczem na
widoczną w oddali kulę.
- Tak, ale mam jedno pytanie. Co jest w środku kuli?- Dietrich zapytał się Nicolla, oglądając swoje dwie samurajskie katany w tym samym kolorze co miecz Nicolla.
- Nie mam pojęcia, a teraz nasza strategia wojenna. Mianowicie się rozdzielamy na dwa czteroosobowe zespoły. Ja wraz z Katią, Lukasem oraz Michelem idziemy jedną grupą, a Jean z pozostałymi. Rozdzielimy się po drodze i weźmiemy ich w kleszcze u ujścia mostu. - odpowiedział mu Nicollo.
I wtedy rozległo się głośne "START" powiedziane przez Klemensa. Nasza drużyna prawie natychmiast się rozdzieliła, by zastosować strategię Nicolla. Po chwili biegłem wraz z Katią i Michelem za Nicollem, który najwyraźniej znał drogę. Po tym jak się rozdzieliliśmy, cały czas kurczowo trzymam rękę na mieczu by być gotowy na ewentualny atak. Przez pewni czas biegniemy spokojnie prędko posuwając się naprzód. Jednak wybiegłszy na z tunelu na otwartą przestrzeń nieświadomie wpadamy w zasadzkę
-Stać!- słyszę krzyk Nicolla poczym przelatuję on obok mnie ze fioletową strzałą złożoną z kodu dwójkowego w brzuchu.
-To Nigel Spieprzajmy natychmiast!- krzyczy do nas Nicollo.
Wtedy z wysokiej platformy po drugiej stronie areny na którą wybiegliśmy wzbił się w powietrze ów łucznik.
- Millecolpopioggia[1]!!!- wykrzyknął łucznik wzbiwszy się w powietrze. Gdy skończył mówić jego prosty dotychczas łuk rozbłysnął i zmienił kształt przez co z mojej perspektywy wyglądał jak jarzący się białym światłem krzyż celtycki. Następnie z całego łuku zaczęły wylatywać setki strzał.
Ja , Nicollo i Michel uniknęliśmy strzał uciekając poza ostrzelany obszar. Katii już się to nieudało. Po tym jak pierwsza strzała przeszyła kolano upadła a w jej ciało wbiło się jeszcze kilkanaście strzał przerabiając ją w cyfrowy proch.
-Katia ! - krzyknął Nicollo z malującą się na twarzy wściekłością. Po czym rzucił się w stronę łucznika, który wylądował pośrodku areny.
-Co ty robisz ? Jak zrobi tak drugi raz to tego już nie unikniemy ! krzyknął do niego Michel.
- Może on tak tylko raz na 3 minuty. Podniósł rękę na moją dziewczynę więc teraz osobiście go wywalę z gry!- wykrzyknął do niego Nicollo.
Słysząc to wraz z Michelem uznajemy ,że niebezpieczeństwo już minęło więc po chwili z Nicollem i Michelem szarżuję w stronę łucznika. Nie posiada on broni białej oprócz niewielkiego sztyletu schowanego w pochwie przymocowanej do lewego rękawa. W naszym arsenale jest dwuręczny miecz Nicolla, Glewia Michela wyglądająca jak postawiona na sztorc obustronna kosa oraz oczywiście mój długi jednoręczny miecz. No i jeszcze do tego dochodzi mój pistolet i sztylet Nicolla, taki sam jaki ma łucznik. Nigel jednak stoi spokojnie patrząc jak się do niego zbliżamy jedynie chwyta łuk rękami w 1/3 jego długości. Gdy Nicollo biegnący pierwszy jest jakieś półtora metra od niego przesuwa on prawą rękę do 2/3 długości łuku i łamie go o kolano. Złamany na pół łuk wyglądał teraz jak dwie krzywe szable bez rękojeści czy jelca. Chwycił on mocno obydwa kawałki niczym miecze i szablą trzymaną w prawej ręce sparował cios jego rodaka przesuwając całą siłę uderzenia na bok. Szablą trzymaną w drugiej ręce również sparował na bok cios tym razem jednak pchnięcie Michela. Po czym szablą trzymaną w drugiej ręce trafia on Michela pod lewą pachą a ostro zakończona końcówką łuku zagłębia się w jego cyfrowe ciało jednocześnie go dewirtualizując. Nicollo próbuję poziomego cięcia a następnie pchnięcia ale Nigel uchyla się od obydwu ciosów doskonale wiedząc , że broń Nicolla jest zbyt potężna by móc ją zatrzymać zwyczajnym blokiem.
- Tak, ale mam jedno pytanie. Co jest w środku kuli?- Dietrich zapytał się Nicolla, oglądając swoje dwie samurajskie katany w tym samym kolorze co miecz Nicolla.
- Nie mam pojęcia, a teraz nasza strategia wojenna. Mianowicie się rozdzielamy na dwa czteroosobowe zespoły. Ja wraz z Katią, Lukasem oraz Michelem idziemy jedną grupą, a Jean z pozostałymi. Rozdzielimy się po drodze i weźmiemy ich w kleszcze u ujścia mostu. - odpowiedział mu Nicollo.
I wtedy rozległo się głośne "START" powiedziane przez Klemensa. Nasza drużyna prawie natychmiast się rozdzieliła, by zastosować strategię Nicolla. Po chwili biegłem wraz z Katią i Michelem za Nicollem, który najwyraźniej znał drogę. Po tym jak się rozdzieliliśmy, cały czas kurczowo trzymam rękę na mieczu by być gotowy na ewentualny atak. Przez pewni czas biegniemy spokojnie prędko posuwając się naprzód. Jednak wybiegłszy na z tunelu na otwartą przestrzeń nieświadomie wpadamy w zasadzkę
-Stać!- słyszę krzyk Nicolla poczym przelatuję on obok mnie ze fioletową strzałą złożoną z kodu dwójkowego w brzuchu.
-To Nigel Spieprzajmy natychmiast!- krzyczy do nas Nicollo.
Wtedy z wysokiej platformy po drugiej stronie areny na którą wybiegliśmy wzbił się w powietrze ów łucznik.
- Millecolpopioggia[1]!!!- wykrzyknął łucznik wzbiwszy się w powietrze. Gdy skończył mówić jego prosty dotychczas łuk rozbłysnął i zmienił kształt przez co z mojej perspektywy wyglądał jak jarzący się białym światłem krzyż celtycki. Następnie z całego łuku zaczęły wylatywać setki strzał.
Ja , Nicollo i Michel uniknęliśmy strzał uciekając poza ostrzelany obszar. Katii już się to nieudało. Po tym jak pierwsza strzała przeszyła kolano upadła a w jej ciało wbiło się jeszcze kilkanaście strzał przerabiając ją w cyfrowy proch.
-Katia ! - krzyknął Nicollo z malującą się na twarzy wściekłością. Po czym rzucił się w stronę łucznika, który wylądował pośrodku areny.
-Co ty robisz ? Jak zrobi tak drugi raz to tego już nie unikniemy ! krzyknął do niego Michel.
- Może on tak tylko raz na 3 minuty. Podniósł rękę na moją dziewczynę więc teraz osobiście go wywalę z gry!- wykrzyknął do niego Nicollo.
Słysząc to wraz z Michelem uznajemy ,że niebezpieczeństwo już minęło więc po chwili z Nicollem i Michelem szarżuję w stronę łucznika. Nie posiada on broni białej oprócz niewielkiego sztyletu schowanego w pochwie przymocowanej do lewego rękawa. W naszym arsenale jest dwuręczny miecz Nicolla, Glewia Michela wyglądająca jak postawiona na sztorc obustronna kosa oraz oczywiście mój długi jednoręczny miecz. No i jeszcze do tego dochodzi mój pistolet i sztylet Nicolla, taki sam jaki ma łucznik. Nigel jednak stoi spokojnie patrząc jak się do niego zbliżamy jedynie chwyta łuk rękami w 1/3 jego długości. Gdy Nicollo biegnący pierwszy jest jakieś półtora metra od niego przesuwa on prawą rękę do 2/3 długości łuku i łamie go o kolano. Złamany na pół łuk wyglądał teraz jak dwie krzywe szable bez rękojeści czy jelca. Chwycił on mocno obydwa kawałki niczym miecze i szablą trzymaną w prawej ręce sparował cios jego rodaka przesuwając całą siłę uderzenia na bok. Szablą trzymaną w drugiej ręce również sparował na bok cios tym razem jednak pchnięcie Michela. Po czym szablą trzymaną w drugiej ręce trafia on Michela pod lewą pachą a ostro zakończona końcówką łuku zagłębia się w jego cyfrowe ciało jednocześnie go dewirtualizując. Nicollo próbuję poziomego cięcia a następnie pchnięcia ale Nigel uchyla się od obydwu ciosów doskonale wiedząc , że broń Nicolla jest zbyt potężna by móc ją zatrzymać zwyczajnym blokiem.
Wtedy Nicollo próbuje ciosu z góry jednocześnie aktywując
swój specjalny atak.
- Dell'energia percorso[2]-Wykrzykuje
Nicollo by aktywować swój specjalny atak.
Nigel co prawda odskakuje do tyłu ale w momencie gdy miecz
Nicolla dotyka ziemi gaśnie na nim neon. A z miejsca które dotknął miecz
Nicolla rozchodzi się w stronę Nigela potężna fala energii , którą Nigel
próbuje uniknąć ale ta trafia go w prawą stopę zabierając mu 60 punktów życia.
Ten wówczas rzuca obydwoma kawałkami łuku w odsłoniętego Nicolla. Gdy obydwa
kawałki łuku zagłębiają się w brzuch Nicolla zaczyna się on rozpadać ta tysiące
małych kwadracików ,które następnie znikają. Teraz Nigel jest bez broni a ja
stoję metr od niego i celuje w niego swoim mieczem.
- Nie sądziłem ,że pierwszą osobą jaką tu pokonam będzie ktoś posiadający aż tak wysoki numer.- mówię do Nigela gdy oriętuję się ,że ma on numerek 2. Przyglądam się jego wyglądowi i dochodzę do wniosku ,że wygląda on jak typowy Włoch. Ma on krótkie kręcone czarne włosy , brązowe oczy i śródziemnomorską karnację.
- Słuchaj no Lukas. Wypuść mnie a dam ci bardzo przydatną radę. Obiecuje ci ,że nic nie zrobię. A pozatym znam drogę do kuli. - mówi do mnie Nigel a ja uświadamiam sobie ,że rzeczywiście nie znam drogi.
- No dobra to wskaż mi drogę do kuli. Ale najpierw ta rada o której mówiłeś - mówię do Nigela chowając jednocześnie miecz.
-A rada. to wiesz jak masz dobre serce- w tym samym momencie wyciągnął z pochwy sztylet i wbił mi go prosto w mostek powodując rozpad mojego ciała-to musisz mieć twardą dupę. - dokończył a ja rozpadłem się w proch . Po chwili cały spocony wypadłem ze skanera a serce mi łomotało jak szalone.
- Nie ma co . Rozegrałeś to po mistrzowsku. -powiedział z nieukrywanym sarkazmem stojący przed skanerem Michel po czym podał mi rękę i pomógł wstać. Rozejrzałem się po sali oprócz Nicolla, Katii, Michela i mnie w sali był jeszcze jakiś brunet z klasy c oraz blondynka z klasy sportowej. Straciliśmy połowę drużyny a oni ledwie dwóch członków.
- Nie sądziłem ,że pierwszą osobą jaką tu pokonam będzie ktoś posiadający aż tak wysoki numer.- mówię do Nigela gdy oriętuję się ,że ma on numerek 2. Przyglądam się jego wyglądowi i dochodzę do wniosku ,że wygląda on jak typowy Włoch. Ma on krótkie kręcone czarne włosy , brązowe oczy i śródziemnomorską karnację.
- Słuchaj no Lukas. Wypuść mnie a dam ci bardzo przydatną radę. Obiecuje ci ,że nic nie zrobię. A pozatym znam drogę do kuli. - mówi do mnie Nigel a ja uświadamiam sobie ,że rzeczywiście nie znam drogi.
- No dobra to wskaż mi drogę do kuli. Ale najpierw ta rada o której mówiłeś - mówię do Nigela chowając jednocześnie miecz.
-A rada. to wiesz jak masz dobre serce- w tym samym momencie wyciągnął z pochwy sztylet i wbił mi go prosto w mostek powodując rozpad mojego ciała-to musisz mieć twardą dupę. - dokończył a ja rozpadłem się w proch . Po chwili cały spocony wypadłem ze skanera a serce mi łomotało jak szalone.
- Nie ma co . Rozegrałeś to po mistrzowsku. -powiedział z nieukrywanym sarkazmem stojący przed skanerem Michel po czym podał mi rękę i pomógł wstać. Rozejrzałem się po sali oprócz Nicolla, Katii, Michela i mnie w sali był jeszcze jakiś brunet z klasy c oraz blondynka z klasy sportowej. Straciliśmy połowę drużyny a oni ledwie dwóch członków.
Ferenc
Po rozdzieleniu się drużyn y wraz z Jeanem, Pauline i
Dietrichem pobiegliśmy ku mostowi krótszą drogą aby przytrzymać rywali tak
długo jak grupa Nicolla zajdzie ich z drugiej strony. Gdy dobiegliśmy do ujścia
mostu rozegrała się tam mała bitwa. Na naszą czwórkę przypadła siódemka
przeciwników. Na szczęście nikt z przeciwnej drużyny nie miał broni dystansowej
a w mojej drużynie z broni dystansowej korzystali Jean mający dwa dość duże
strzelby z bagnetami i Pauline która miała trzy okrągłe bomby czy granaty które
eksplodowały po zetknięciu z celem. Tak więc zanim doszło do walki w zwarciu
obydwoje zdjęli po jednym przeciwniku. Gdy prawie doszło do walki w zwarciu
otworzył się właz na końcu mostu i wyleciały z niego tysiące tabliczek z kodem
dwójkowym rozdzielając nas i lecąc dalej. Zaskoczeni przystanęliśmy po obu
stronach tego potoku danych.
- Klemens wiesz co tu
się dzieje?- krzyknął w niebo przeciwnik z numerem 6.
- Nie, sprowadzam was. Na dzisiaj koniec. Wygrała drużyna Nigela i Marka wynikiem cztery do dwóch.- odpowiedział mu wszechobecny głos Klemensa.
- Nie, poczekaj no aż sprawdzimy gdzie lecą te dane.- odpowiedział mu Mark poczym zwrócił się do mnie, Pauline, Jeana i Dietricha- Koniec rywalizacji! Idziecie z nami czy chcecie wracać?
- Oczywiście,że idziemy- odparł mu Jean.
- Ale ja nie idę.-powiedział to jeden z członków przeciwnej drużyny.
- ja też.- powiedział inny.
-No dobra- Powiedział zażenowany postawą swojego teamu Mark.- Klemens! Zmaterializuj no Philipa oraz Henry'ego.
- Tchórzycie ?- zapytałem się ich. W odpowiedzi Henry pokazał środkowy palec, który wystarczał jako odpowiedz.
- No to za mną!- krzyknął Jean. I w dziewiątkę pobiegliśmy za lecącymi danymi. Biegnąc za nimi zauważyliśmy, że w kierunku przeciwnym do kierunku przepływu danych rośnie cos na kształt korzenia.
Gdy dobiegliśmy na miejsce nie wierzyliśmy własnym oczom. Dane leciały do platformy w kształcie pięciokąta otoczonej pięcioma przepaściami na której zaczynały wirować w kształcie walca z coraz większą prędkością. Jeszcze dziwniejsza była na czarno odziana postać, która klęcząc przed wirującymi danymi trzymała wbity w ziemię przeogromny tasak. Rękojeść tasaka zdawała się być z korzenia, który poniżej jelca odłączył się od miecza i wbiwszy w ziemię zaczął oplatać walca stworzonego przez wirujące z coraz większą prędkością dane. Gdy ochłonęliśmy z szoku i chcieliśmy ruszyć by go/ją/to coś powstrzymać usłyszeliśmy bzyczenie i na nasze głowy spadła zielona dymiąca maź.
- Nie, sprowadzam was. Na dzisiaj koniec. Wygrała drużyna Nigela i Marka wynikiem cztery do dwóch.- odpowiedział mu wszechobecny głos Klemensa.
- Nie, poczekaj no aż sprawdzimy gdzie lecą te dane.- odpowiedział mu Mark poczym zwrócił się do mnie, Pauline, Jeana i Dietricha- Koniec rywalizacji! Idziecie z nami czy chcecie wracać?
- Oczywiście,że idziemy- odparł mu Jean.
- Ale ja nie idę.-powiedział to jeden z członków przeciwnej drużyny.
- ja też.- powiedział inny.
-No dobra- Powiedział zażenowany postawą swojego teamu Mark.- Klemens! Zmaterializuj no Philipa oraz Henry'ego.
- Tchórzycie ?- zapytałem się ich. W odpowiedzi Henry pokazał środkowy palec, który wystarczał jako odpowiedz.
- No to za mną!- krzyknął Jean. I w dziewiątkę pobiegliśmy za lecącymi danymi. Biegnąc za nimi zauważyliśmy, że w kierunku przeciwnym do kierunku przepływu danych rośnie cos na kształt korzenia.
Gdy dobiegliśmy na miejsce nie wierzyliśmy własnym oczom. Dane leciały do platformy w kształcie pięciokąta otoczonej pięcioma przepaściami na której zaczynały wirować w kształcie walca z coraz większą prędkością. Jeszcze dziwniejsza była na czarno odziana postać, która klęcząc przed wirującymi danymi trzymała wbity w ziemię przeogromny tasak. Rękojeść tasaka zdawała się być z korzenia, który poniżej jelca odłączył się od miecza i wbiwszy w ziemię zaczął oplatać walca stworzonego przez wirujące z coraz większą prędkością dane. Gdy ochłonęliśmy z szoku i chcieliśmy ruszyć by go/ją/to coś powstrzymać usłyszeliśmy bzyczenie i na nasze głowy spadła zielona dymiąca maź.
-Uwaga!- Krzyknął Klemens za późno dostrzegłszy zagrożenie.
Ta maź błyskawicznie wam odbiera punkty życia! Musicie uciekać i nie dać się
znowu trafić.- krzyknął Klemens, który pewnie siedział sobie teraz przed kompem
z popcornem i oglądał nas sobie na żywo.
Gdy mnie, Jeanowi, Dietrichowi, Markowi, i jeszcze jednemu
gościowi od Marka wydostać z oblanego obszaru zza ściany wyłoniło się takie
dziwne coś na kurzych łapach. Było ono żółtym sześcianem a w centralnym miejscu
miało białe pole z dziwnym symbolem. Składał się on z dwóch kół jednego w
drugim a w środku miał jeszcze czarny punkt. Z zewnętrznego koła wystawały
cztery kreski trzy z dołu i jedna pionowo z góry. Zewnętrze zajarzyło się po czym
z niego wystrzelił ognisty krąg. Gdy trafił w zieloną maź w której wciąż
ubrudzeni byli nasi kompani poczym cała maź wybuchła po czym zostaliśmy jedynie
ja, Michel, Dietrich, Mark i jego kompan. Wówczas wirujące dane eksplodowały
jaskrawym światłem. Naszym oczom ukazał się żółtawy walec spowity u szczytu
czerwoną mgłą a u dołu czymś wyglądającym jak korzeń. Czarna postać wstała i
odwróciła się ku nam. Uświadomiliśmy sobie ,że jest to nastolatek o czarnych
włosach, bladej twarzy z wypalonym na czole symbole takim samym jaki ma na
sobie ten chodzący klocek. Był ubrany w czarny kombinezon z zielonymi elementami.
To co wcześniej wziąłem za tasak, okazało się być ogromnym mieczem. Zwrócił się
ku nam, a na jego twarzy pojawił się uśmiech psychopaty
-Za XANĘ !-wykrzyknął niskim głosem, poczym zaszarżował na
nas.
Ku niemu wybiegli
Mark i jego kompan. Mark używając hiperskoku, zaatakował go z góry a jego
kompan z ziemi używając do tego pazurów, długich jak jego ramię, które wyrosły
na jego dłoniach niczym Volverinowi. Ten jednak krzyknął "Supersmog"
i zmienił się w czarny dym po czym przemieścił się za plecy napastnika gotowy
zadać cios jednak nie zdążył.
-Millecolpopiogga!- wykrzyknął ktoś za nami, wzbijając się w powietrze za szarżującymi na nas trzema latającymi robalami, które najwyraźniej były odpowiedzialne za toksynę, która wyrzuciła z gry naszych towarzyszy.
-Millecolpopiogga!- wykrzyknął ktoś za nami, wzbijając się w powietrze za szarżującymi na nas trzema latającymi robalami, które najwyraźniej były odpowiedzialne za toksynę, która wyrzuciła z gry naszych towarzyszy.
Zasypał on pole bitwy strzałami, niszcząc obrazu wszystkie
robaki. Wiele strzał trafiło w tą dziwną wieżę, jednak nic jej nie zrobiły.
Strzały zlikwidowały czarnego gościa a przy okazji Marka i jego kompana.
Łucznik wylądował obok nas napuszony niczym paw.
- Kto to był?- zapytał nas z nieskrywaną arogancją.
- Kto to był?- zapytał nas z nieskrywaną arogancją.
Nie zdążyliśmy mu odpowiedzieć , ponieważ trafił go strumień
lodu na chwilę go zamrażając jednak lód sie prawie natychmiast rozpadł
dewirturtualizując. Jean wystrzelił kilka razy ze swoich strzelb prosto w
miejsce, z którego ten klocek do nas strzelał, co spowodowało jego
unicestwienie.- No to czas wejść do tego czegoś.-powiedział do mnie Jean
chowając obydwie strzelby do kabur znajdujących się na jego plecach.
- Jak mamy tam niby wejść ?- zapytałem się go.
- Przez ścianę. Do wieży na szczycie kuli wchodzi się przez ścianę po prostu przez nią przenikając.- powiedział do mnie Michel jednocześnie idąc wprost na ścianę wieży.
Jednak nie udało się mu przeniknąć ściany przez co wyglądał idiotyczne tuląc ją.
- Nie ogarniam tego. Klemens sprowadzaj nas! -powiedział w górę.
- Czekaj, ja też chcę spróbować- zaprotestowałem
- No dobra ale ja się zmywam- odpowiedział mi Jean.
Podeszlem więc do wieży, ale tak samo jak on ledwie przytuliłem ścianę wieży.
- Żartowniś z tego Jeana.-Pomyślałem po czym Klemens sprowadził mnie na ziemię.
Gdy wypadłem ze skanera prosto na twarz rozwalać sobie przy okazji nos zauważyłem ,że większość osób ,które były w Cortexie kłębiły sie obok komputera i siedzącego przy nim Klemensa.
-Kowalski! Raport poproszę.- powiedział do niego Nigel.
- Sorki, ale przez przypadek aktywowałem niespodziankę, zaplanowaną na następny tydzień. Te potworki które was zaatakowały, miały być niespodzianką, ale przez przypadek dzisiaj dodałem je do gry. - Odpowiedział mu Klemens.
- Trzeba więc to skonsultować z sam wiesz kim.
-Na to wygląda-odpowiedział mu Klemens.
- Ej to my już idziemy- powiedziała do nich Katia.
- To do jutra ja wraz z Klemensem, Markiem, Nigelem i Nicollem jeszcze trochę tu zostaniemy.- powiedział do wszystkich Jean
Skoro wszyscy idą to i ja. Choć ciekawość mnie zżera co oni tu będą robić nie zamierzam tu zostać. Za dużo wrażeń na jeden dzień.
- Jak mamy tam niby wejść ?- zapytałem się go.
- Przez ścianę. Do wieży na szczycie kuli wchodzi się przez ścianę po prostu przez nią przenikając.- powiedział do mnie Michel jednocześnie idąc wprost na ścianę wieży.
Jednak nie udało się mu przeniknąć ściany przez co wyglądał idiotyczne tuląc ją.
- Nie ogarniam tego. Klemens sprowadzaj nas! -powiedział w górę.
- Czekaj, ja też chcę spróbować- zaprotestowałem
- No dobra ale ja się zmywam- odpowiedział mi Jean.
Podeszlem więc do wieży, ale tak samo jak on ledwie przytuliłem ścianę wieży.
- Żartowniś z tego Jeana.-Pomyślałem po czym Klemens sprowadził mnie na ziemię.
Gdy wypadłem ze skanera prosto na twarz rozwalać sobie przy okazji nos zauważyłem ,że większość osób ,które były w Cortexie kłębiły sie obok komputera i siedzącego przy nim Klemensa.
-Kowalski! Raport poproszę.- powiedział do niego Nigel.
- Sorki, ale przez przypadek aktywowałem niespodziankę, zaplanowaną na następny tydzień. Te potworki które was zaatakowały, miały być niespodzianką, ale przez przypadek dzisiaj dodałem je do gry. - Odpowiedział mu Klemens.
- Trzeba więc to skonsultować z sam wiesz kim.
-Na to wygląda-odpowiedział mu Klemens.
- Ej to my już idziemy- powiedziała do nich Katia.
- To do jutra ja wraz z Klemensem, Markiem, Nigelem i Nicollem jeszcze trochę tu zostaniemy.- powiedział do wszystkich Jean
Skoro wszyscy idą to i ja. Choć ciekawość mnie zżera co oni tu będą robić nie zamierzam tu zostać. Za dużo wrażeń na jeden dzień.
Nicollo
-To co ? Pogawędka z Zordonem?- zapytałem się pozostałych
członków "gwardii" po tym jak wszyscy wyszli z bunkra.
- Owszem ale nie nazywaj go tak po ostatnim razem nieźle sie wkurwił.- powiedział do mnie Nigel.
- Ej to może ja z Nigelem z nim porozmawiamy a ty i Mark już pójdziecie.- powiedział Jean.
- Dobra ,może jeszcze dogonię Katię zanim ta pójdzie spać - powiedziałem po czym wraz z Markiem udałem się w kierunku wyjścia.
Tuż po wyjściu z podziemnego tunelu do lasu odezwał się do mnie Mark.
- Układ ze strażnikiem mówił, że takie rzeczy będą się dziać w Cortexie ?
- Nie wiem, nie słuchałem go jak uzgadnialiśmy warunki, ale coś on tam mówił o obronie przed intruzami.
- Czyli ty też nie słuchałeś, jak uzgadnialiśmy warunki. Trzeba się Nigela albo Franza spytać. A tak w ogóle to czemu dziś nie było Franza?
- odsiaduje w bibliotece karę za to, że wbił na lekcję młodszej klasy i zorganizował grę w zbijaka piłką lekarską.
- To się nieźle załatwił. Chodźmy już do internatu, bo nie dobudzimy się na śniadanie i znowu najlepsze kąski nam przepadną.
- Masz rację. Chodźmy.
I poszliśmy przez las w stronę internatu.
- Owszem ale nie nazywaj go tak po ostatnim razem nieźle sie wkurwił.- powiedział do mnie Nigel.
- Ej to może ja z Nigelem z nim porozmawiamy a ty i Mark już pójdziecie.- powiedział Jean.
- Dobra ,może jeszcze dogonię Katię zanim ta pójdzie spać - powiedziałem po czym wraz z Markiem udałem się w kierunku wyjścia.
Tuż po wyjściu z podziemnego tunelu do lasu odezwał się do mnie Mark.
- Układ ze strażnikiem mówił, że takie rzeczy będą się dziać w Cortexie ?
- Nie wiem, nie słuchałem go jak uzgadnialiśmy warunki, ale coś on tam mówił o obronie przed intruzami.
- Czyli ty też nie słuchałeś, jak uzgadnialiśmy warunki. Trzeba się Nigela albo Franza spytać. A tak w ogóle to czemu dziś nie było Franza?
- odsiaduje w bibliotece karę za to, że wbił na lekcję młodszej klasy i zorganizował grę w zbijaka piłką lekarską.
- To się nieźle załatwił. Chodźmy już do internatu, bo nie dobudzimy się na śniadanie i znowu najlepsze kąski nam przepadną.
- Masz rację. Chodźmy.
I poszliśmy przez las w stronę internatu.
Tyron
Siedziałem przed komputerem i korzystając ze specjalnego
programu, który pozwala mi podawać się za "strażnika"- wymyśloną przeze
mnie sztuczną inteligencję kontaktowałem się z dzieciarnią. Pomysł ten z
początku wydawał się być idiotyczny, ale zadziałał. Podając się za strażnika
przekonałem Bandę szesnastolatków do tego by chronili Kory za darmo. W zamian
mogą się tam zabijać ile wlezie. Przerobiłem stary komputer w bunkrze pod
boiskiem szkolnym tak by mogli przez niego i skanery przenieść się do mojego
świata. Właściwie komputer to w bunkrze jest jedynie zapasowy złom podłączony
do mojego superkomputera i zaprogramowany tak by oprócz podstawowych komend nic
nie można było na nim zrobić.
Na ekranie komputera wyskoczyła wiadomość, że chcą się ze mną skontaktować. Odpowiadam. Otwiera się okno, przez które widzę moich rozmówców którym się wydaje, że gadają ze sztuczną inteligencją powołaną po to by chronić świat.
- ekchem, Zor... Strażniku czy wiesz co się dziś stało?- pyta mnie jeden z uczniaków.
- Tak pokazał wam się wirus komputerowy zwany XANĄ. Nie wiem czemu, ale atakuje on Cortex chcąc nim zawładnąć. Musicie go powstrzymać.- Powiedziałem coraz lepiej wczuwając się w rolę.
- Skąd on się wziął ? - pyta mnie uczeń z numerem 2.
- Stworzył go pewien zły i szalony naukowiec , który nazywa się Waldo Schaeffer. Trzeba go powstrzymać, zanim będzie za późno. Za każdym razem gdy spróbuje on za pomocą Xany zaatakować rdzeń Cortexu, będziecie musieli go powstrzymać.
- Dziękujemy za informacje i dowidzenia Strażniku. -kończy młodzik z numerem 2.Wyłączam program, wstaję i odchodzę od komputera.
-Banda skończonych naiwniaków. Im się naprawdę wydaję, że za znalezieniem przez nich superkomputera i skanerów odpowiada przypadek, zrządzenie losu czy nawet przeznaczenie?!Te dzieciaki potrafią sobie dopowiedzieć wszystko. Kto niby tworzyłby tak wielkie dzieło, tylko po to żeby nastolatki się dzięki niemu zabawiały.- myślę sobie wychodząc z piwnicy liceum, gdzie umieszczony jest właściwy superkomputer i moje laboratorium. Komputer z którego korzysta ta dzieciarnia jest zaledwie podzespołem mojego arcydzieła. Doskonale pamiętam, że jak tylko wykryłem to, że zainstalował się na nim ten wirus. Odłączyłem go wówczas od sieci i spróbowałem naprawić. Jak te francuskie dzieciaki zainstalowały na nim Xanę, a następnie gdy straciły nad nim kontrolę postanowiły zniszczyć mój sprzęt. Jednak ja ich powstrzymałem. Rozbiłem ich bandę.
-Tyron! - usłyszałem za sobą głos Graffena, który przerwał mój myślowy monolog.- Skończyłem formalności! Córka twojej żony od jutra może zacząć chodzić do mojego liceum.
- To świetnie. Zapisałeś ją do internatu? Chcę aby Waldo spróbował się z nią skontaktować, a wtedy go namierzę i dopadnę.- Powiedziałem zacierając ręce na samą myśl złapania byłego współpracownika.
- Tak, jest już zapisana do internatu oraz do klasy informatyczno-fizycznej. Poza tym w jej pokoju kazałem zainstalować podłuchy,więc o wszystkim będziesz na bieżąco wiedział. A poza tym powinieneś spędzać więcej czasu w domu albo iść do psychologa, bo zaczynasz lekko wariować.- powiedział do mnie Graffen.
- Nie potrzebuję żadnego psychologa!!! Sam doskonale panuję nad sytuacją!!!
- W takim razie do jutra -pożegnał się ze mną lekko rozbawiony Graffen
Na ekranie komputera wyskoczyła wiadomość, że chcą się ze mną skontaktować. Odpowiadam. Otwiera się okno, przez które widzę moich rozmówców którym się wydaje, że gadają ze sztuczną inteligencją powołaną po to by chronić świat.
- ekchem, Zor... Strażniku czy wiesz co się dziś stało?- pyta mnie jeden z uczniaków.
- Tak pokazał wam się wirus komputerowy zwany XANĄ. Nie wiem czemu, ale atakuje on Cortex chcąc nim zawładnąć. Musicie go powstrzymać.- Powiedziałem coraz lepiej wczuwając się w rolę.
- Skąd on się wziął ? - pyta mnie uczeń z numerem 2.
- Stworzył go pewien zły i szalony naukowiec , który nazywa się Waldo Schaeffer. Trzeba go powstrzymać, zanim będzie za późno. Za każdym razem gdy spróbuje on za pomocą Xany zaatakować rdzeń Cortexu, będziecie musieli go powstrzymać.
- Dziękujemy za informacje i dowidzenia Strażniku. -kończy młodzik z numerem 2.Wyłączam program, wstaję i odchodzę od komputera.
-Banda skończonych naiwniaków. Im się naprawdę wydaję, że za znalezieniem przez nich superkomputera i skanerów odpowiada przypadek, zrządzenie losu czy nawet przeznaczenie?!Te dzieciaki potrafią sobie dopowiedzieć wszystko. Kto niby tworzyłby tak wielkie dzieło, tylko po to żeby nastolatki się dzięki niemu zabawiały.- myślę sobie wychodząc z piwnicy liceum, gdzie umieszczony jest właściwy superkomputer i moje laboratorium. Komputer z którego korzysta ta dzieciarnia jest zaledwie podzespołem mojego arcydzieła. Doskonale pamiętam, że jak tylko wykryłem to, że zainstalował się na nim ten wirus. Odłączyłem go wówczas od sieci i spróbowałem naprawić. Jak te francuskie dzieciaki zainstalowały na nim Xanę, a następnie gdy straciły nad nim kontrolę postanowiły zniszczyć mój sprzęt. Jednak ja ich powstrzymałem. Rozbiłem ich bandę.
-Tyron! - usłyszałem za sobą głos Graffena, który przerwał mój myślowy monolog.- Skończyłem formalności! Córka twojej żony od jutra może zacząć chodzić do mojego liceum.
- To świetnie. Zapisałeś ją do internatu? Chcę aby Waldo spróbował się z nią skontaktować, a wtedy go namierzę i dopadnę.- Powiedziałem zacierając ręce na samą myśl złapania byłego współpracownika.
- Tak, jest już zapisana do internatu oraz do klasy informatyczno-fizycznej. Poza tym w jej pokoju kazałem zainstalować podłuchy,więc o wszystkim będziesz na bieżąco wiedział. A poza tym powinieneś spędzać więcej czasu w domu albo iść do psychologa, bo zaczynasz lekko wariować.- powiedział do mnie Graffen.
- Nie potrzebuję żadnego psychologa!!! Sam doskonale panuję nad sytuacją!!!
- W takim razie do jutra -pożegnał się ze mną lekko rozbawiony Graffen
- Tak, tak do jutro- żegnam się z Graffenem.
Poczym wychodzę z budynku i idę w kierunku parkingu. I myślę
sobie o tym co się wydarzyło w Korze. Najwyraźniej ten Xana znajduję się
również na innych dyskach mojego dzieła. Powinien on przynajmniej stracić
większość mocy obliczeniowej w wyniku usunięcia z komputera jednego dysku.
- Ale dlaczego tworzył on portale danych zwiększających moc mojego arcydzieła? - zadaję sam sobie to pytanie.
Dochodzę do auta i odpalam silnik.
- Z zoo w Neuchatel uciekł trzymetrowy wąż. Według zeznań świadków terrarium wypełniło się czarnym dymem poczym wąż przebił się przez pancerną szybę i uciekł z obiektu.- słyszę w radiu, które następnie wyłączam. Nie mam czasu na takie bzdury poczym wciskam pedał gazu i jadę w kierunku domu.
- Jutro wyprawię Aelitę do internatu, może sobie coś przypomni z czasem a jeśli nawet nie to może mnie ona już wkrótce naprowadzić na ślad Schaeffera.- mówię sam do siebie jadąc wzdłuż rzeki nad którą znajduję się cały kompleks edukacyjny.
- Ale dlaczego tworzył on portale danych zwiększających moc mojego arcydzieła? - zadaję sam sobie to pytanie.
Dochodzę do auta i odpalam silnik.
- Z zoo w Neuchatel uciekł trzymetrowy wąż. Według zeznań świadków terrarium wypełniło się czarnym dymem poczym wąż przebił się przez pancerną szybę i uciekł z obiektu.- słyszę w radiu, które następnie wyłączam. Nie mam czasu na takie bzdury poczym wciskam pedał gazu i jadę w kierunku domu.
- Jutro wyprawię Aelitę do internatu, może sobie coś przypomni z czasem a jeśli nawet nie to może mnie ona już wkrótce naprowadzić na ślad Schaeffera.- mówię sam do siebie jadąc wzdłuż rzeki nad którą znajduję się cały kompleks edukacyjny.
Ciąg Dalszy Nastąpi
1.włoskie : Deszcz tysiąca strzał.
2.włoskie: Ścieżka energii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz