Po olbrzymiej przerwie zapraszam na rozdział trzeci... :)
Rozdział 3
„Zabawę czas zacząć”
Sobota
Nicollo
-Nicollo jesteś pewny, że chcesz mieć dzisiaj w drużynie tę
dwójkę?
Mark, nigdy nie potrafił dostrzec potencjału, jaki drzemał w
młodszych rocznikach. Nie trzeba było się zbytnio wysilać by zdobyć ich
zaufanie, wzbudzić respekt wobec samego siebie, co mogło się przydać w
przyszłości czy wykorzystać ich talenty do własnych potrzeb a tego mi właśnie
teraz było trzeba. Ta dwójka była dobrze wysportowana, zdolna i uczciwa, więc
idealnie pasowała do mojej drużyny,
-Kiedyś zrozumiesz, że dobrze wiem, co robię. – Odparłem
wciąż obserwując grających na szkolnym boisku młodzieńców, którzy pomimo tego,
że słońce dopiero kilkanaście minut temu pojawiło się nad horyzontem.
-Dobrze wiesz, co robisz? Podrywając na raz cztery
dziewczyny tez dobrze wiedziałeś, co robisz?- Zadrwił ze mnie Mark.
- Żadna nie była moją dziewczyną, więc czemu miałbym się
wtedy ograniczać tylko do jednej? – Wyjaśniłem spokojnie koledze.
-W sumie i tak ostatecznie trzy z nich strzeliły cię za to
po ryju. – Skwitował bezpośredni jak zawsze Marka. Jego brak taktu i bezpośredniość
czasami mnie potrafił zdenerwować.
-Ale z tą jedną w końcu, jakość mi się wtedy ułożyło. No
nie? – Odrzekłem przypomniawszy sobie wydarzenia z zeszłego roku. – Teraz bym
bardziej wolał się dowiedzieć, co ci w nich nie pasuje.
-Są młodsi od nas, a poza tym im nie ufam. – Powiedział
Mark.
-Ty prawie nikomu nie ufasz… - zadrwiłem z przyjaciela. – A
młodsi nie znaczy gorsi. Posturą, co prawda tobie nie dorównują, ale i tak na
swój wiek są dość wysocy. A poza tym musisz pamiętać, że jeden z nich wie o
naszym odkryciu i jeśli go nie wtajemniczymy to zapewne na nas doniesie.
-Ja w zeszłym roku byłem znacznie wyższy od nich przecież. –
Mark, jako prawie najwyższa osoba na roczniku uwielbiał uważać, że jego wzrost
czyni go kimś wyjątkowym. Żeby zwiększyć efekt, jaki jego postura wywierała na
niższe osoby, zaczesywał swoje blond włosy do góry w olbrzymiego irokeza, który
idealnie komponował się z jego punkowym stylem ubioru. – A co do tego co
wczoraj widział to nie lepiej będzie go po prostu złapać w jakimś zaułku i
wystraszyć tak by nawet nie myśłał o donoszeniu?
-Ale jechałeś na sterydach… - skomentowałem jego słowa
musząc się zastanowić na odpowiedzią na jego pytanie. – Myślę, że mój sposób będzie
znacznie lepszy. Tobie po prostu brak wyczucia. Jesteś prostak i cham, a tu
potrzeba odrobiny delikatności.
Mark zdawał się tego nie słyszeć. Zapatrzył się przez
oddzielającą nas od upatrzonych przeze mnie rekrutów siatkę. Biorąc z niego
przykład też ponownie spojrzałem się na tę dwójkę. To, co jeden z nich
wyprawiał z piłką było wprost niewiarygodne. Przez cały czas jak i
obserwowaliśmy dawał świetne popisy swoich piłkarskich umiejętności poprzez
popisowe strzały lecące w kierunku bramki. Widać było, że to urodzony snajper.
Szczupły, wysoki jak na swój wiek i przystojny był obiektem westchnień wielu dzieje
go towarzysz nie był o wiele gorszy i bronił zaciekle wszystkie z nich.
-Może im teraz zaproponujesz żeby wieczorem dołączyli do
twojej drużyny? – Zapytał punk.
-Teraz jest niewłaściwa pora. Przy śniadaniu im z tym
wyjadę. – Odparłem.
-A, co im wtedy powiesz? A jak zapytają się ciebie, jaka
jest ta twoja drużyna, że niby ich potrzebuje?
-Co im powiem? Powiem im, że moja drużyna jest jedyna w
swoim rodzaju. A oni się o tym potem przekonają na własnej skórze.
Ferenc
Drzwi pokoju były niezamknięte jak się tego zresztą
spodziewałem. Mogłem siew sumie tego spodziewać, gdy wychodząc z pokoju mój
współlokator Lukas, którego poprosiłem o zamknięcie drzwi był skupiony jedynie
na tym, by z powrotem runąć na łóżko i z powrotem zasnąć.
Rzuciwszy ręcznik, buty i przepoconą sportową koszulkę na
swoje łóżka podszedłem do niego. Ten wciąż leżał pod kołderką spokojnie sobie
chrapiąc. Wziąłem sobie z jego szafki butelkę jakiegoś ciemnego soku
przechyliłem ją nad jego głową. Jego nagłą pobudkę zatamowało jednak odezwanie
się we mnie głosu rozsądku. Będąc mu posłusznym odłożyłem sok i rozejrzałem się
za wodą. Wziąwszy już butelkę właściwego płynu bez oporów wylałem ją na twarz
swojego współlokatora.
Lukas Kleinritter poderwał się tak gwałtownie ze swojego
posłania, że aż zrzucił wszystko, co znajdowało się na stojącej obok jego łózka
szafce nocnej. Widok rozbudzonego Kleinrittera był zabawny jak zawsze. Zazwyczaj
luźno opadające po bokach blond włosy miał teraz zbite w jedną masę opadającą
na czoło i zasłaniające mu jego błękitne oczy. Na jego chudej twarzy widać było
szok i lekkie zagubienie spowodowane moją pobudką.
- A to, za co było!? –Wykrzyknął po chwili.
- Za niezamykanie drzwi.
-Mogłeś je sam zamknąć. –Odparł – Tobie nie chodziło o to by
drzwi były zamknięte tylko o to żebyś miał usprawiedliwienie dla oblania mnie.
Cholera, przejrzał mnie.
Nie chcąc mu patrzeć w oczy, co by niechybnie utwierdziło go
w swych przekonaniach spuściłem wzrok na ziemię. I wtedy dostrzegłem połamane
lusterko, które Lukas strącił budząc się ze snu.
Podniosłem to, co z niego
zostało i skorzystawszy z okazji przejrzałem się w nim. Zobaczyłem to samo, co
zawsze widzę spoglądać w lustro, czyli zawsze te same krótkie czarne włosy,
pociągłą szczękę i przynajmniej moim zdaniem pełne przenikliwości piwne oczy.
- Napatrzyłeś się już? – Zapytał, gdy przez dłuższą chwile
nie odzywałem się zapatrzywszy w lusterko.
- A jakże. – Odparłem. – Wyrobisz się w piec minut na śniadanie
czy mam iść sam?
-Powinienem. - Pod
jego kołdrą z komórki zaczęło grać niemieckie techno, które ten niemal
natychmiast
wyłączył. –Sorki, dopiero, co mi się budzik włączył.
- Nie wiem jak można czegoś takie w ogóle słuchać…
- Każdy ma swoje gusta. – Powiedział Lukas nie odebrawszy
najpewniej zbytnio negatywnie mojej uwagi. –
Zupełnie nie wiem, co możesz mieć do mojego gustu muzycznego
- To, że jest dla mnie dziwny… - odparłem ostrożnie. Lukas
jest niezwykle uparty w swoich poglądach i przekonanie go do czegokolwiek
zazwyczaj jest wielkim osiągnieciem. Nie mam jednak zamiaru się z nim teraz
kłócić. Teraz priorytetem jest śniadanie, które zjem z Lukasem bądź bez niego. Zostawiłem
go samego w pokoju i poszedłem w stronę stołówki.
Lukas dogonił mnie już normalnie ubrany a nie w piżamie
jeszcze zanim do niej doszedłem. AM chłopak tempo. Razem wsiedliśmy do
stołówki, która była po prostu obszerna salą z wydzielonym bufetem, z którego
można było sobie wziąć jeden z kilku zestawów śniadaniowych. Gdy obydwaj już
wzięliśmy swoje zestawy i znaleźliśmy wolny stolik pomimo tego, że na śniadaniu
było chyba z pół internatu. Zasiadłszy przy stole ujrzałem zmierzającego ku nam
dobrze mi znanego grubaska, jakim był Adolf, przyjaciel Lukasa.
-Cześć, dobrze się wam spało?- Zaczął tak samo jak to robił
każdego dnia, przez co zaczynało to już być irytujące.
-Owszem a tobie? –Odwzajemnił pytanie Lukas, który był
jedyną osobą, która normalnie traktowała Adolfa pomimo jego wyglądu. I w sumie
słusznie, bo Adolf swoim wyglądem w pełni zasługiwał na swoje imię. Był niski,
krępy i miał przetłuszczone czarne włosy zaczesane w grzywkę niezwykle podobną
do tej, jaką nosił jego słynny imiennik. No cóż tego imienia nie nosi się
przypadkowo.
-Również dobrze. –Odrzekł podniecony– Słyszeliście o tym, że
we wtorek będziemy mieć wycieczkę?
-O, to ci niespodzianka. – Powiedziałem ucieszony ta nowiną.
Dzień będący wycieczką jest dniem bez nauki a więc tez i dniem dobrym.
- A gdzie mamy jechać? –Zapytał się go Lukas przełknąwszy
jajecznice.
-Do stolicy kantonu zobaczysz jakieś zabytki z czasów wojen napoleońskich,
gdy nasz kanton
kilkakrotnie zmieniał właściciela.
-Czyli kolejna wycieczka do Neuchatel. –Podsumowałem- nie najgorzej,
ale mogło być lepiej.
-NA twoim miejscu bym cieszył się z tego, co masz a nie
marzył o niebieskich migdałach. – Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i ujrzałem
o rok starszego od nas ucznia, który miał w szkole reputacje największego
lowelasa i łamacza serc. Stał przede mną sam Nicollo Forzetti. Posłał on nam
łobuzerski uśmiech, jaki zwykł często gościć na jego twarzy, dzięki czemu chyba
połowa szkoły widziała już jego garniturek białych jak śnieg zębów. Jasno
brązowe włosy opadały mu swobodnie na twarz zasłaniając jej połowę i ukrywając
jedno z jego szarych oczu.
- Mogę się do was dosiąść? – Zapytał i zanim ktokolwiek z
nas mu odpowiedział odchylił sobie jedno krzesło i dosiadł się do naszego
stolika. Pierwszy raz w ogóle wyraził on chęć dosiąść się do nas. Było to, co
najmniej podejrzane.
-Czego tu chcesz? –Burknął Adolf. Nicollo był jedna z osób
szydzących z Adolfa w bardziej okrutny niekiedy sposób.
-Mam dla was pewna propozycje. –Odpowiedział mu Forzetti –
rzecz jasna nie dotyczy ona ciebie wiec, jeśli mógłbyś na chwile odejść od tego
stolika.
- Spokojnie Adolf, nic się nie stanie jak na chwile
odejdziesz. Nicollo powie nam, co ma do powiedzenia i spokojnie do nas wrócisz.
– Uspokoiłem go. – Podejrzewałem, czego mógł chcieć Włoch. Wczoraj przypadkiem
podejrzałem jego oraz paczkę, do której należał w lesie, gdy ci dokonali
pewnego niezwykłego odkrycia.
- Nie podoba mi się to… -powiedział ostrożnie Adolf-, ale
waszej dwójce ufam. Zajdę do toalety i zaraz wracam.
Gdy tylko odszedł Nicollo rozsiadł się swobodnie zakładając
nogi na stół i zaczął mówić.
-Lubicie gry terenowe? Paintball? ASG? Jeśli tak to mam dla
waszej dwójki interesująca propozycje.
-Skończ te gierki i mów, co masz do powiedzenia. – Przerwałem
mu jego monolog, który brzmiał jakby był żywcem wyjęty z taniej reklamy. I tak
jego słowa były dla mnie dość dużym zaskoczeniem.
Myślałem, że powie coś w
stylu „Wiem, że mnie śledziłeś”. Tymczasem wydawał się on o tym nie wiedzieć.
-Już zapomniałem jakiś ty drażliwy Wańczak. – Odparł nieco
wybity z rytmu Włoch. – Ale skoro chcesz bym od razu przeszedł do sedna to
proszę bardzo. Dziś wieczór zbieram ekipę by móc się niezłe zabawić i chciałbym
byście wy. –Wu wskazał palcami na mnie i Lukasa – byli jej częścią.
-A, czemu mielibyśmy się zgodzić? – Zapytałem. Propozycja
mnie szczerze zainteresowała, ale lepiej będzie, jeśli Nicollo pomyśli, że się waham
nad jej przyjęciem. Może wtedy dorzucie do niej coś ekstra?
-, Czemu? Mi się z reguły nie odmawia a poza tym myślę ze ta
propozycja was zaciekawiła.
- Powiedz nam tylko, co mielibyśmy robić, jako twoja
„ekipa”. Nie chce się pisać na cos, o czym nic
nie wiem.- Wtrącił się Lukas.
Nicollo uśmiechnął się szeroko usłyszawszy te słowa. – Z
tego c olsze to już przystałeś na moja propozycje. A co do twojego pytania to
nie mogę ci na razie udzielić na niego odpowiedzi. Zrozum to zepsuje cala niespodziankę.
- A dlaczego chcesz akurat nasza dwójkę do tej swojej ekipy?
– Zapytałem.
-Czemu? Bo uważam, że się do tego nadajecie. – Odparł
krótko.
Nie podoba mi się ta cala propozycja…, ale trzeba mu przyznać ze nas zaciekawił.
Nicollo po wypowiedzeniu tych słów obejrzał się za siebie i
najwyraźniej będąc zadowolony z tego, co zobaczył wyjął z kieszeni niewielka saszetkę,
z której wysypał sobie na dłoń nieco białego proszku.
-, co ty chcesz zrobić? – Odezwał się Lukas.
- Zażyć lek na gardło? –Odparł mu drwiąco Nicollo. Następnie
udał ze łyka cala wysypana na rękę substancje, w rzeczywistości zachowując ja w
swojej ręce. Gdy po chwili do naszego stolika wrócił Adolf, Nicollo oznajmił,
że musi się już zbierać i wstał od stołu robiąc przy tym niewielkie
zamieszanie. Niewielkie, ale pozwalające mu ukryć fakt, że proszek jak miał być
jego lekiem na gardło wylądował w jajecznicy Adolfa. Zapewne nikt poza mną tego
nie zauważył, gdyż Lukas od razu by zaprotestował a Adolf najpewniej by
poleciał do jakiegoś nauczyciela by naskarżyć na wybryk Włocha. No cóż… jak na
razie zachowam te wiedze dla siebie i zobaczę, co wywoła ten proszek.
-Czego chciał od was Nicollo? –Zapytał się Adolf wróciwszy
do jedzenia swojego posiłku.
- Szukał on chętnych do meczu w nogę po lekcjach. –Szybko
skłamałem. Skoro Nicollo nie chciał go o czymś powiadomić nie wypada wyjawiać
mu tej wiedzy przy pierwszej lepszej okazji.
-, Czyli może nawet dobrze, że odszedłem… - podsumował Adolf
– …Niezbyt lubię takie ganianiny po boisku.
-Może i tak. – Powiedziałem. – Lukas skończyłeś już jeść?
Jak się nie pospieszymy to się spóźnimy na lekcje. Nawet, jeśli mamy dzisiaj
tylko te cztery symboliczne godziny to wypada się na nie spóźniać.
Lukas przełknąwszy ostatni kęs jajecznicy kiwnął
porozumiewawczo głową i razem posiedliśmy na lekcje. Cztery luźne lekcje jak
przystało na sobotę w szkole z internatem zleciało nam niezwykle szybko. I tak
przez większość czasu zastanawialiśmy się nad tym, co tez Nicollo wymyślił na
ten wieczór. Gdy po odbębnieniu wszystkich lekcji wróciliśmy do stołówki na
obiad, zastaliśmy go przy naszym stoliku bawiącego się jakaś fiolka.
-Znowu będziesz z nami jadł?- Zapytałem zdziwiony.
- A czemu by nie? – Odparł nonszalancko.
-Pokłóciłeś się ze swoimi kumplami, że teraz z nami jadasz
posiłki? – Odezwał się Lukas.
-Nie, każdy zbiera ludzi na dzisiejszy wieczór. – Wyjaśnił
mu pokazując przy tym ręka na kilka różnych stolików, przy których siedzieli
pojedynczo najbliższy znajomi Nicolla. Trudno ich było nazwać ich przyjaciółmi.
Stanowili raczej grupkę najgroźniejszych i najbardziej zarozumiałych szkolnych oprychów,
z, pośród, których tylko Nicollo i Franz mieli dość taktu by być lubianymi
pomimo swoich wybryków. Ich wzajemne relacje ograniczały się jedynie do
kontrolowania osób ze swojego rocznika oraz tych niższych. Jeśli każdy z nich
był zamieszany w ta dzisiejsza konspiracje to szykowała się wprost wybuchowa
mieszanka.
- Musi to być cos grubego skoro aż tyle osób ściągacie…
-rzekłem
- A jakże! – Odparł Nicollo – Rozmach to podstawa. Z
kilkanaście osób wybierze się dziś, do Co… - przerwał zorientowawszy się, ze za
dużo powiedział
-, Do czego? – Zapytał od razu Lukas.
- Wieczorem zobaczysz. – Nicollo kopnął pod stołem dwa
krzesła tak, że ten odjechały od stołu – Siadacie czy wolicie jeść na stojąco?
-Siadamy. – Rzekł zwięźle Lukas.
Nicollo przez następne kilka minut przyglądał się jak
jedliśmy obiad okazując nam zainteresowanie mniej więcej takie, z jakim ogląda
się rośniecie trawy. Gdy wreszcie skończyliśmy jeść odezwał się do nas
potrząsając nad swoja głowa fiolka– Jak myślicie, co się stanie jak wleje zawartość
tej probówki do cukierniczki?
-Zależy, co w niej jest.- Powiedział ktoś za nami.
Odwróciłem się by zobaczyć, kto jest drugą osoba, która wcina mi się dzisiaj w
rozmowy przy posiłku. Tym kimś okazała się Łucja Pfeiffer, klasowa kujonica,
ale przy tym całkiem ładna dziewczyna. Nicollo zmierzył ją wzrokiem, ale nie
zatrzymał na niej spojrzenia, co oznaczało, że nie będzie próbował jej
podrywać. Trochę mnie to zdziwiło. Łucja nie była, co prawda pięknością, ale
jej szczupła twarz, długi brązowy warkocz i zielone oczy potrafiły wzbudzić
zainteresowanie.
-Jest w niej siarkowe coś. Tyle o niej się dowiedziałem, gdy
zabierałem ja ze składziku. Chcesz się dosiąść? – Odpowiedział jej Nicollo
odsuwając przedostatnie pozostałe przy stole krzesło.
- To niezbyt precyzyjne określenie, bo jest kilka kwasów
siarkowych.
- A to jakaś różnica jest miedzy nimi?
- Można tak powiedzieć.
- W sumie to zaraz będę pewny, co jest w tej probówce. – Powiedział
nachylając ją nad nasza cukiernica.
-Nie!- Krzyknęliśmy razem z Lukas, ale było już za późno.
Nicollo wylał całą zawartość probówki do cukiernicy. Z początku nic się nie
działo i już zaczynałem myśleć, że krzyczałem niepotrzebnie, ale po chwili
rozpętało się piekło. Cukier zaczerniał i zaczął pęcznieć wylewając się
dosłownie z cukiernicy. W powietrze z cukiernicy wydzielał się potężny odór
skutecznie odstraszający innych przed zbliżeniem się do cukiernicy. Łucja odskoczyła
od stołu, gdy zobaczyła, że zaczerniały cukier zaczął pryskać na wszystkie
strony w tym na jej ubrania. Ja i Lukas po chwili zrobiliśmy tak samo. Zapach
zaczął się rozwiewać powodując ogólną panikę, przez, którą uczniowie masowo
uciekali ze stołówki. My sami też się do nich dołączyliśmy by zmieszać się z
tłumem i nie zostać samemu w stołówce z całym tym syfem, jakiego narobił
Nicollo.
-O dziewiętnastej pod moim pokojem. –Krzyknął on podczas
przebijania się przez tłum i szybko zniknął nam z oczu.
Przez następne kilkadziesiąt minut przed stołówką
zgromadziła się połowa nauczycieli z naszego liceum wraz z cieciem i sprzątaczkami.
Usiłowali ustalić, co się stało, ale ostatecznie im się to nie udało. Poza mną,
Lukasem i Łucją nikt nie wiedział o tym kwasie, który Nicollo wlał do cukierniczy
a bez tego nie dało się wyjaśnić tego, co zaszło w naszej jadalni. Dlatego tez
z czasem kadra wychowawcza dała sobie z tym spokój i po uprzątnięciu zwęglonej cukiernicy
pozwolili uczniom wrócić do pokoi.
Ze względu na to, że dzisiejszego dnia nie mieliśmy już zajęć
to posiedliśmy do pokoju i próbując zrobić, choć cześć zadanych na tygodniu prac
domowych dotrwaliśmy jakoś do wieczora. Za pięć dziewiętnasta wybraliśmy się do
szukać pokoju Nicolla gdyż mieliśmy jedynie mgliste pojęcie gdzie on się
znajduję. Na szczęście w internacie, w którym mieszkaliśmy wszystkie pokoje
były opatrzone nazwiskami lokatorów, więc odnalezienie właściwego pokoju było
tylko kwestia czasu. I tak też się stało. Nim wybiła dziewiętnasta staliśmy już
obaj pod pokojem Nicolla, który ten dzielił z jakimś Polakiem.
-Pukamy? – Zapytał Lukas.
- To Nicollo przecież – odparłem współlokatorowi. – AN pewno
słucha muzyki i nie usłyszy pukania.
-Ale wypada, chociaż na próbę zapukać. –Zaprotestował blondyn.
-Pal licho te twoje zasady. Ale jak chcesz to pukaj. Nie bece
cię zatrzymywał.
-Każdy powinien mieć w życiu jakieś zasady, których się
trzyma inaczej niczym byśmy nie różnili się od zwierząt. – Sypnął kazaniem pan
idealny.
- Gadasz teraz jak ksiądz… - odparłem. – Pukaj w końcu a nie
pouczaj mnie.
Lukas zapukał delikatnie a gdy nie uzyskał odpowiedzi
zapukał raz jeszcze i jeszcze raz potem wciąż nie otrzymując odpowiedzi. Skwitowałem
jego wysiłki cwanym uśmiechem i naparłem na klamkę chcąc zdecydowanie wejść do
pokoju. Drzwi okazały się jednak zamknięte.
- Nieładnie. Jak się z kimś umawia powinno się dotrzymać
terminu… -westchnął zażenowany Lukas.
- Pewnie o nas zapomniał i tyle ten… - rzekłem z frustracją.
-… ten, kto? – Dokończył za mnie Nicollo.
Jeszcze przed chwila nie widziałem go na korytarzu a ten
teraz stał obok mnie trzymając reket na moim ramieniu. Jak on tak szybko się tu
znalazł?
- Nieważne, liczy się to, że już jesteś i możesz nas zgarnąć
do tej swojej drużyny, do której nas zaprosiłeś. –Odparłem.
- Gdzie byłeś? Czekaliśmy na ciebie. – Powiedział Lukas.
-Na jabłkach w lesie. – Wyciągnął z kieszeni małe zielone i
zapewne niedojrzałe jabłuszko – Póki nie dojrzeją są najlepsze. Chcecie
spróbować?
-Nie. – Odpowiedzieliśmy razem. Po takich jabłkach można się
tylko otruć.
- Jak nie chcecie to zawsze więcej dla mnie – nadgryzł jabłko
– TO, co idziemy?
- Oczywiście. –Odparł Lukas. Ciekawe jestem czy chce nas
zaprowadzić do tego całego bunkra, który wczoraj odkryli.
Zaprowadził on nas do magazynu szkolnego, w którym
znajdowały się drzwi ewakuacyjne prowadzące do lasu. Zaczekawszy trochę byśmy mogli go nadgonić
przeszukał swoje kieszenie i wyciągnął niewielki kluczyk, który jak się okazało
odpowiadał właśnie za drzwi ewakuacyjne.
-Mam cię. – Rzekł cicho gdy znalazł klucz.
-Chcesz wyjść poza teren szkoły? Przecież to niezgodne z
regulaminem. –Oburzył się Lukas
- I co z tego? – Powiedział Nicollo otwierając drzwi.
-Możemy zostać za to ukarani.
-Bez ryzyka nie ma zabawy sztywniaczka. –Zadrwił z niego
Nicollo przechodząc przez próg szkoły, co po chwili i ja uczyniłem. Lukas nie chcąc
zostać samemu po chwili do nas też dołączył. Nicollo zamknął za nami drzwi a następnie
poprowadził nas w las. Tak jak się spodziewałem celem naszej wędrówki był ów
tajemniczy bunkier. Gdy Nicollo odkręcał właz poczułem na ciele nieprzyjemne
ciarki. –Co jest strach cię obleciał? – Zapytał się mnie Nicollo.
-Nie. –Odparłem i zstąpiłem do bunkra wraz z Lukasem
Następny rozdział będzie na pewno w październiku ale dokładnej daty nie jestem w stanie podać. Następne rozdziały będą pisane przy współudziale Lyokoherosa i będą czescia jego działalności.
Komentujesz >>> Motywujesz >>> Masz kolejny rozdział.
Po tak długiej przerwie w publikacjach zależy mi zwłaszcza na komentarzach poświadczajacych, że tego bloga ktokolwiek będzie czytał
Fajny rozdział, poprzednie też były fajne, czytałem trochę tej pierwotnej wersji, ta jest znacznie lepsza, Tylko gdzieś tam raz piszesz w czasie przeszłym, a później w teraźniejszym, ale za to wielki plus za postacie, fajnie wyszły. I jeszcze. Tam pojawia się jakiś ,,Bunkier". Kurcze, moje opowiadanie też dzieje się w Bunkrze... ale nie jest związane z Kodem Lyoko, chyba że z tematyką(Wirtualny Świat), w każdym razie ciekawy zbieg okoliczności może bunkry w jakiś sposób się z tym kojarzą... no ale bunkrów jest wiele, pewnie chodzi o zupełnie coś innego:).
OdpowiedzUsuń