Rozdział 16
„W pułapce zmysłów”
Czwartek
Odd
Wszędzie dookoła nas była teraz jedynie biel. Nie widziałem
na czym stałem jeśli w ogóle to robiłem gdyż poza sylwetkami otaczających mnie
osób wszystko było jedynie niekończącą się bielą. Jeśli wierzyć Einsteinowi to
zaraz powinna się uformować wizualizacja jednego z pięciu przygotowanych przez
niego szablonów, jeśli znowu czegoś nie spartolił do czego miał talent.
-Czy świat dookoła nas nie powinien już się zacząć na nowo
formować?- usłyszałem za sobą glos Japonki. Odwróciłem się w jej kierunku i
ukłoniwszy się do niej odpowiedziałem głosem udającym angielskiego dżentelmena:
-W rzeczy samej moja pani tak powinno być.
-Nie wygłupiaj się Odd.- odparła Ishiyama uderzając mnie
lekko po głowie przez co straciłem równowagę upadłem do przodu.
Instynktownie wyciągnąłem przed siebie ręce by zamortyzować
upadek i ze zdziwieniem stwierdziłem, że oparłem się na czymś co nie istnieje,
no chyba, że wszystko dookoła jest niewidzialne albo ja ślepy. Wyciągnąłem ręce
do przodu i z trudem wstałem wciąż nie mogąc zrozumieć na czym stoję.
-Co się dziwisz? Przecież jeremie wyjaśniał nam sposób
działania tej małej zabawki tylko, że pewnie nie słuchałeś tego co on mówił.
Tak czy inaczej nie powinieneś do końca ufać swoim zmysłom, bo mogą cię
wprowadzić w błąd.- wyjaśniła mi Yumi tonem na tyle cichym by stojący
kilkanaście metrów od nas szwajcarzy nie usłyszeli szczegółów naszej rozmowy.
-No co się mnie czepiasz? Melanie by mnie zabiła gdybym jej
wtedy nie odpisał.- odparłem jej.
-Jaka znowu Melanie?- zapytała podnosząc brew ze zdziwienia.
-Oj taka ładna dziewczyna z klasy sportowej, która
ewidentnie na mnie leci.- wyjaśniłem japonce.
-A skąd wiesz, że na ciebie leci a nie, że ma cię głęboko
gdzieś?- spróbowała mnie wyprowadzić z równowagi tym pytaniem ale jej się nie
udało.
-Bo czytałem jej pamiętnik a tam było napisane, że wpadłem
jej w oko.- rozwiałem jej wątpliwości co do resztek mojej normalności.
-Czytałeś jej pamiętnik?- zapytała z odrazą i lekkim przerażeniem
jakby pomyślał, że jej pamiętnik mógłby być następny.
-Dla prawdziwej miłości zrobi się wszystko.-odparłem.
-Między tobą a nią nie ma prawdziwej miłości tylko jest
chwilowe zauroczenie z twej strony. Takie samą jakim obdarzyłeś już prawie
każdą dziewczynę szkole. Nie muszę znać twojej nowej sympatii by ci powiedzieć
jak to się skończy.-poinstruowała mnie Yumi.
-A co ty możesz wiedzieć o miłości skoro sama nie potrafisz
powiedzieć Urlichowi co do niego czujesz.- pocisnąłem ją na tyle mocno, ze jej
twarz pomimo makijażu gejszy przybrała ciemniejszy kolor.
-Urlich jest jedynie moim przyjacielem!- powiedziała a
niemalże, że wykrzyknęła w moim kierunku te słowa silnie akcentując każdą
sylabę a zwłaszcza wyraz „przyjaciel”. Chociaż nie ze mną te numery, dobrze
wiem co do siebie czują i nie dam się nabrać na tą „przyjaźń”. Mówiąc te słowa
zbliżyła się do mnie na tyle blisko, że gdybyśmy byli na ziemi to poczułbym jej
oddech na swoje twarzy.
Już jej chciałem coś odpowiedzieć ale dostrzegłem w jej oczach
groźnie wyglądający błysk. Przez chwilę pomyślałem, ze zaraz mi zechce dowalić
ale po szybkim zorientowaniu się w sytuacji domyśliłem się, że ten błysk to
odbite w jej oczach światło wystrzelonej w naszym kierunku strzały. Zadziałem
instynktownie i rzuciłem się na Yumi, przygważdżając ją do ziemi swoim własnym
ciałem.
-Padnij!!!-krzyknąłem.
Gdy znaleźliśmy się na niewidzialnej podłodze to w miejsce, gdzie
jeszcze przez miejsce gdzie jeszcze przed chwilą staliśmy przeleciało kilka
strzał.
-Upadłeś na głowę Odd!?!-wykrzyknęła Yumi nie zobaczywszy
tych strzał, ponieważ jedyne co mogła zobaczyć to moja pacha, która przygniotła
jej twarz. Na szczęście zarówno w Lyoko jak i w korze nie czuć zapachów, bo
Yumi mogła by być niezdolna do gry na kilka minut bo nawdychaniu się moich
zapaszków spod paszki.
Wstałem i obejrzałem się dookoła by zorientować się w
sytuacji. Powoli dookoła mnie pojawiała się niewyraźne kształty budowanej przez
Jeremiego rzeczywistości. Z tego co pamiętam, to zaprogramował on pięć
szablonów terenu tak byśmy osiągnęli jak największą przewagę nad nieogarniającym
co się dookoła dzieje wrogiem. Wśród tych szablonów znalazły się imitacje
trzech sektorów Lyoko oraz dwie scenerie wzorowane na świecie rzeczywistym.
Pierwsza z tych scenerii była imitacją lasu deszczowego a druga japońskim
zamkiem z okresu Sengoku Jidai[1] cokolwiek to znaczyło.
-Michel, Lukas osłaniajcie mnie. Reszta atakuje ich w
zwarciu.- rozkazał swoim towarzyszom łucznik. Po raz pierwszy miałem okazję by
przyjrzeć się dokładniej swojemu przeciwnikowi. Był nim nastolatek o smukłej
budowie ciała, śródziemnomorskiej karnacji i kręconych kruczoczarnych włosach.
Wyglądał on jak stereotypowy nastolatek z jakiegoś śródziemnomorskiego kraju
takiego jak Hiszpania, Holandia czy
Grecja.
-Zaraz zobaczyć holendrze jak kończą ci co zadarli z Oddem
wspaniałym.- rzuciłem prześmiewczo.
-Czy ja ci wyglądam
na holendra? Jestem Włochem kretynie.-odparł mi aroganckim tonem.
-Oj tam to i tak sąsiednie kraje więc mogłem się lekko
pomylić.- powiedziałem na swoje usprawiedliwienie.
-Co masz z geografii?- zapytał.
-Zagrożenie a co?- wyjaśniłem mu beztroskim tonem.
-To wiele wyjaśnia.- odpowiedział mi z satysfakcją.
To miała być chyba jakaś oblega więc chociaż tego, ze nie
ogarnąłem o co w niej chodziłem to wystrzeliłem w jego kierunku parę strzałek
tak na wiwat.
W tym momencie otaczająca nas przestrzeń ostatecznie się
uformowała. Dotychczas pojawiające się linie wyglądające niczym trójwymiarowy
projekt jakiegoś parku krajobrazowego zapełniły się teksturami, które
spowodowały, że nagle znaleźliśmy się w sektorze leśnym zupełnie takim jak ten
w Lyoko.
-Jeremie odwalił kawał dobrej roboty z tym programem. Jak
widać przejmowanie dawnych sztuczek Xany całkiem nieźle mu wychodzi.- rzekła
stojąca za mną Yumi.
Nagła zmiana otocznia zupełnie zdekoncentrowała naszych
przeciwników. Stanęli wszyscy w miejscu nie mogąc zrozumieć w jaki sposób się
tutaj znaleźli.
-Co wyście zrobili z Cortexem?- zapytał się nas Nigel.
-Troszkę zmieniliśmy.- odparła mu Yumi z satysfakcją.
Niestety w tym momencie naszym przeciwnikom przyszła do łowy
myśl, że lepiej zrobią jeśli przestaną podziwiać widoki i na nas ruszą. Dwóch
gości z dwucyfrowymi numerkami ruszyło na nas tylko po to aby się przekonać o
tym jak zajebiście walczymy.
Yumi rzuciła swoje wachlarze jeden za drugim przez co fakt,
że biegnący ku niej przeciwnik uniknął lecącego tessena[2] to drugi
odesłał go z powrotem na ziemię.
Ja z kolei pobiegłem
na czterech łapach na spotkanie ze swoim przeciwnikiem. Gdy znaleźliśmy
się w odległości kilku metrów od siebie, postanowiłem postawić w tej walce na
kreatywność z i zbiegu przeszedłem w ślizg. Zaskoczony przeciwnik stracił równowagę
gdy uderzyłem go w nogi i zatoczył się do przodu. Wymierzyłem mu silnego
prawego sierpa w twarz ale ten uniknął ciosu nagłym podrywem i skontrował mój
cios poziomym płaskim cięciem wykonanym za pomocą swojej halabardy. Ja również
zareagowałem na ten cios poprzez odskoczenie do tyłu, jednak po chwili musiałem
gwałtownie paść na ziemię by uniknąć pchnięcia jakie mój przeciwnik wyprowadził
za pomocą drugiego końca swojej broni. Leżąc na ziemi chwyciłem się za swój
prawy nadgarstek i wymierzywszy właściwie, wystrzeliłem strzałę prosto w
przeciwnika, który nie miał szansy na unik przez to, że wystrzeliłem w niego
swój pocisk zaledwie z odległości jakichś półtora metra. Strzała trafiła go
prosto między oczy i zadawszy maksymalne obrażenia, natychmiast wyrzuciła go z gry.
-I jak Yumi jesteś pod wrażeniem? W takim stylu to tylko ja
potrafię ich załatwić.-zażartowałem
Yumi odpowiedziała mi wściekłym spojrzeniem, które dało mi
jasno do zrozumienia, że swoją uwagą o jej uczuciach do Urlicha lekko
przegiąłem. Chociaż tak o wszystkim niedługo zapomni, bo w końcu ile można się boczyć
o takie głupstwo.
Zrezygnowawszy z próby podjęcia rozmowy z gejszą zwróciłem
się w kierunku rywali. Zostało ich już tylko trzech. Łucznik o imieniu Nigel,
który już wcześniej zdążył mnie wnerwić oraz jego dwóch przydupasów stało w
poprzek wąskiej leśnej ścieżki, czekając na konfrontację. Stojący po prawej
stronie łucznika blondyn był uzbrojony w długi miecz oraz malutki pistolecik,
który trzymał dość sztywno co wskazywało na jego krótką przygodę z taką bronią.
Po lewej stronie Nigel a stał z kolei brązowowłosy barczysty chłopak uzbrojony
w glewie posiadającą ostrza z obydwu strona jej drzewców
-Po co wciskacie swój przydługi nochal w nasze sprawy?- zapytał
się nas łucznik, naciągnąwszy swój łuk do kolejnego strzału.
-Dlaczego robicie za przydupasów Tyrona.- opowiedział im
pytaniem na pytanie Yumi.
-Franz miał już podejrzenia, że ten oszołom stoi za tym
wszystkim ale nie mieliśmy żadnych jednoznacznych dowodów by to stwierdzić. A
teraz wszystko potwierdziliście.- odparł jej Nigel ku zdziwieniu swoich
towarzyszy.
Jego blond włosy kolega zastąpił mu drogę do nas i
zszokowany tą informacją zaczął go wypytywać.
-Wiedziałeś o tym, że za tym wszystkim stoi ojciec Agnes i
nam o tym nie powiedziałeś?! A Nicollo i pozostali twoi kumple też o tym
wiedzieli i nic z tym nie zrobili?! Czemu nas oszukiwaliście!?- wykrzyknął w
kierunku swojego lidera.
-Nie musieliście o niczym wiedzieć.- odpysknął mu Nigel i
wykorzystał nałożoną na już strzałę by zdewirtualzować blondyna.
-ogarnij się trochę bo on miał rację. Ten Tyron miał już kiedyś jakieś zatargi z
prawem za nielegalny handel i kto czy nie robimy dla niego za szczury
doświadczalne w jego jakimś szalonym eksperymencie. Pomyśl do czego może być
zdolna osoba, która w pojedynkę była w stanie stworzyć cały Cortex.- zganił go
jego drugi towarzysz.
-Chcesz skończyć tak jak on?- powiedział do niego łucznik
wskazawszy ręką na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał jego już zdewirtualizowany
towarzysz.
Wraz z Yumi nie daliśmy im już więcej czasu na kłótnie.
Korzystając z tego, że przestali na nas
zwracać uwagę zaatakowaliśmy ich z dystansu. Yumi posłała w ich kierunku obydwa
wachlarze, które wzmocnione telekinezą stanowiły zabójcze połączenie. Ja z
kolei posłałem całą serię laserowych strzał celując w łucznika.
Przeciwnik z glewią został trafiony obydwoma wachlarzami
zanim zdołał się w ogóle zorientować , że nie przyglądaliśmy się biernie ich
kłótni. Łucznik z kolei jakimś cudem zorientował się, że w jego kierunku leci
kilka strzałek mających za zadanie odesłać go na ziemię i w ostatnim momencie
wykorzystał swoją umiejętność pozwalająca na wykonanie bardzo wysokiego skoku.
Jednak pomimo tego uniku jedna z moich strzałek trafiła go w łydkę przez co
stracił co najmniej 15 punktów życia. Pod tym względem moja broń była żałosna.
Żeby kogoś załatwić, moje strzały muszą trafić w tors lub głowę. Wszystkie inne
trafienia zabierają tak mało punktów życia, ze równie dobrze mogłoby nie
zabierać ich wcale.
-Czemu się uśmiechasz skoro przegrywasz tę walkę kretesem?-
usłyszałem pytanie Yumi skierowane do Nigela, który dopiero co wylądował na leśnej
ścieżce zawieszonej w powietrzu.
-Niedługo się przekonacie.
-Ja już się przekonałem, że nie ma na mnie mocnych.
-Czas pokaże.
-Możesz się poddać. Mamy przewagę nad tobą pod każdym
względem więc dalsza walka nie ma sensu.
-Jesteście słabi i nigdy mnie nie pokonacie.
-Ale z ciebie jest arogancki typ.
Nie jestem arogantem tylko realistą i dlatego wam mówię, że
nie macie szans wygrać tej walki.
-Zaraz zobaczymy bufonie!- wykrzyknąłem i zaszarżowałem na
niego z całych sił stale go ostrzeliwując laserowymi strzałami.
-Yumi została w miejscy zapewne dlatego by podziwiać Odda
wspaniałego w akcji więc uzyskałem pewność, że nikt mi nie będzie przeszkadzał.
Mój przeciwnik ograniczył się jedynie do zestrzeliwania moich pocisków i nawet
nie myślał o przejściu do ataku. Postanowiłem skończyć ten dłużący się
pojedynek z Włochem i zdecydowałem się zrobić to przez jakiś śmiały manewr
ukazujący wszystkie zalety Odda wspaniałego.
Nagle zboczyłem z drogi, którą dotychczas biegłem i
skoczyłem na znajdujące się obok drogi drzewo. Następnie skoczyłem w kierunku
łucznika tak, że znalazłem się parę metrów nad nim. Aktywowałem swoje
rękawiczki, które dostałem od Jeremiego po
tym jak Xana powrócił. Dzięki tym rękawiczkom mogłem wystrzeliwać nie
jedną a sześć strzał na raz co w połączeniu z błyskawiczną szybkostrzelnością
pokazywało, ze to ja Anie mój przeciwnik posiadam lepszą zabawkę do zabijania.
-Jak sobie poradzisz z dziesiątkami takich strzałek lecących
ku tobie?! Też je zestrzelisz? Nie, to jest twój koniec bufon ku.- wykrzyknąłem
pewny zwycięstwa.
-Jak sobie poradzisz z setkami strzał lecących ku tobie.-
odparł mi Nigel z uśmiechem szaleńca powtarzając niemalże moje wcześniejsze. Za
późno zrozumiałem co to znaczyło. Gdybym uważał na przeprowadzonej przez
Jeremiego odprawie zapewne bym się czegoś dowiedział o ich specjalnych atakach
ale wtedy nie słuchałem. Teraz mi przyszło za wszystko zapłacić.
Włoch ponownie użył swojej umiejętności by wyskoczyć
kilkanaście Metrów w górę. Mijając mnie szepnął mi do ucha:- Teraz się przekonasz
kto jest lepszy.- po tym jak znalazł się kilka metrów nade mną wykrzyknął:- Millecolpopioggia!-
i jego łuk rozbłysnął białym światłe. Zmienił się również jego kształt. Wyrosło
mu drugie łuczysko tak, ze wyglądał teraz jak równoramienny krzyż. Następnie
pojawiło się koło, które wraz z krzyżem tworzyło jakiś nieznany mi symbol,
którego zaczęły wylatywać setki strzał. Spróbowałem się obrócić by podjąć się
jakiejś próby obrony ale szybkość ruchu mojego przeciwnika nie dała mi takiej
opcji. Kolejno dostałem kilkunastoma strzałami w Bruch, głowę i pozostałe
części ciała przez co błyskawicznie wyleciałem z gry.
Poczułem gwałtowne szarpnięcie za głowę zupełnie jakby ktoś
mnie pociągnął za włosy, po czym wypadłem ze skanera w obłoku pary. Jak zwykle
dewirtualizacji towarzyszył chwilowy ból w stawach i lekkie zawroty głowy ale
pomimo tego jakoś się doczłapałem do windy. Na winda automatycznie dowiozła
mnie piętro wyżej, bo w tak krótkim
momencie po dewirtualizacji nie byłem w stanie do końca składnie myśleć.
Drzwi windy się otworzyły a ja podeszłem do znajdującego się
przy panelu superkomputera Einsteina, który się obrócił w fotelu ku mnie,
usłyszawszy moje kroki.
-Jakbyś trochę pomyślał zanim się rzuciłeś bez
jakiegokolwiek planu na przeciwnika to nie wyleciałbyś z gry.- skarcił mnie.
-Weź daj Se spokój z kazaniem.
Miał farta koleś i tyle.- odparłem Belpois’owi.
-I teraz musze naprawiać twoje błędy a liczyłem, że nie będę
tego robić.-uświadomił mnie rozgniewany nerd.
-Co masz na myśli mówiąc, ze zamierzasz „naprawić moje
błędy”?- zapytałem się Jeremiego będąc zaintrygowany znaczeniem tych słów
-wybieram się złożyć Tyronowi wizytę.- powiedział Jeremie z
pewną powagą, pomimo której zabrzmiało to w jego ustach jak słaby żart.
-Jak Tyron zobaczy twoje lamerskie wdzianko w Lyoko to
padnie ze śmiechu.- wyśmiałem jego pomysł po czym zapytałem jeszcze o jedną
istotną dla mnie w tym momencie rzecz: -A tak z innej beczki masz może jakieś
tabletki od bólu głowy?
-Już dawno przygotowałem sobie nowego awatara na taką
okazję.- wyjaśnił Einstein.
-Czyli jednak nie blefujesz.-upewniłem się.
-Nie blefuję. Rzeczywiście wybieram się do Lyoko. Zastąpisz
moje miejsce przy superkomputerze do czasu jak ktoś inny wyleci z gry. Jak nie
będziesz ruszał się niczego innego oprócz mikrofonu i holomapy to nic nie
zepsujesz.- poinstruował mnie Jeremie tym razem ograniczając się do ogólnych poleceń a nie tak jak kiedyś
kiedy dał mi obszerną instrukcję superkomputera, której nigdy nie przeczytałem,
ponieważ najpierw mi się nie chciało a potem musiałem jej użyć do uratowania
siebie po zjedzeniu na obiad zbyt dużej porcji fasolki.
-Coś taki dokładny? Przecież wiesz, że możesz mi zaufać. A
tak w ogóle to jak mam ciebie wysłać do Kory?- zapytałem się go mając nadziej,
ze udzieli mi jakiejś porady na temat wirtualizacji, ponieważ pomimo dawnego
kursu obsługi superkomputera moje umiejętności w tej dziedzinie były równe
zeru.
-Nic nie musisz robić. Włączyłem opóźnioną wirtualizację
nastawioną na 90 sekund.-uspokoił m
-Nie za długo to.- zapytałem zdziwiony tak długim
opóźnieniem wirualizacji. Zawsze jakoś się zdążałem wraz z pozostałymi dojść do
skanerów w kilkanaście sekund a tutaj Jeremie widocznie przesadził z czasem.
-Brałem pod uwagę to, że będę musiał z Toba zamienić parę
słów więc wolałem dmuchać na zimne. A tak w ogóle to będziesz musiał uruchomić
jeszcze jeden program. Jak Aelita dotrze do zabezpieczonej przez William i
Urlicha wieży do wyciągniesz ten program z zakładki ostatnio napisanych
programów i rozpoczniesz proces fuzji.-wyprodukował swój naukowy bełkot
Jeremie.
-A po ludzku?- zapytałem się.
-Widzisz to małe okienko po prawej stronie ekranu?- kiwnąłem
porozumiewawczo głową- jak ci dam znać to na nie klikniesz i tyle.-wyjasnił.
-A mogę się dowiedzieć dlaczego nagle się tak pchasz do
Lyoko.
-Tutaj gra się toczy o to czy Aelita będzie z nami czy nie a
dla niej jestem w stanie wiele zaryzykować.- powiedział po czym wszedł do windy
by zjechać do Sali ze skanerami.
Popatrzyłem za siebie zdziwiony. Jeremie idący do Lyoko z
własnej woli? Jeszcze wczoraj sama myśl o takiej sytuacji wydawałby mi się
śmieszna a dzisiaj samemu byłem jej świadkiem. Przez chwilę zastanawiałem się
nawet czy to aby na pewno był Jeremie. Zarówno jego wypad do Lyoko jak i to, że
powierzył mi pieczę nad superkomputerem były dwoma ostatnimi rzeczami o jakie
bym go posądził. Jednak skoro już pan Einstein obdarzył mnie zaufaniem, że nic
nie sknocę przy komputerze to postaram się go nie zawieść. W końcu jak trudne
może być nadzorowanie komputera?
1.Sengoku Jidai- okres w historii
Japonii przypadający na lata 1493 (1467) - 1573.
Za początek tego okresu uznaje się zamach
stanu Meiō z 1493 roku lub początek wojny Ōnin przypadający na 1467 rok. Okres zamyka obalenie Muromachi bakufu przez Nobunagę
Odę w 1573 roku. Okres ten bywa przyporządkowywany jako część
okresu i lub też część okresu Azuchi
Momoyama. W okresie tym konsekwentnie malały wpływy siogunatu, co doprowadziło do walk o wpływy pomiędzy
poszczególnymi daimyō.
2. Tessen- rodzaj japońskiego wachlarza bojowego, używanego przez samurajów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz