Rozdział 19
„Zabawę czas zacząć”
Aelita
-Morderczyni! Morderczyni! Morderczyni!- zawodziła w moim
umysłu moja zbuntowana cząstka umysłu. Przez to ciągłe zawodzenie nie byłam w
stanie się na niczym skupić, nawet na tak prostych czynnościach jak chociażby
podniesienie się na własne nogi. Za każdym razem gdy Agnes wtrącała próbowała
przejąć nade mną kontrolę towarzyszył temu ogromny ból, powalający mnie na
ziemię.
-Oddawaj mi moje ciało złodziejko- zawodziła dalej nie
przestając ani na chwilę, pozwalając sobie na coraz bardziej pozbawione uzasadnienia
żądania. W końcu od samego początku swego istnienia Agnes była jedynie cząstką
mnie mającą za zadanie dowiedzieć się jak najwięcej o Tyronie i jego
superkomputerze. Nie była nigdy w pełni człowiekiem tylko klonem nasyconym
moimi wspomnienia i osobowością, który następnie wykształcił własną świadomość
przez co zaczął się buntować.
-To nie jest twoje ciało! Byłaś, jesteś i zawsze będziesz
częścią mnie niezależnie od tego co sobie ubzdurasz!- Odpowiedziałam jej w
myślach, przechodząc tym samym do kontrataku. Gdybym nie leżała teraz samotnie
na platformie wewnątrz wieży to zapewne
wyglądałam bym jak zupełna wariatka kłócąca się sama ze sobą i miotająca się z
bólu na wszystkie strony.
-Odbiorę ci ciało tak samo jak ty mi je odebrałaś!- groziła
dalej.
-Nic ci nie odebrałam tylko wzięłam to co było moje.-
odpowiedziałam.
-Oddzielając mnie od siebie dałaś mi wolną wolę a teraz
poprzez odebranie mi ciała i zescalenie naszych jaźni zakończyłaś mój
samodzielny byt a to było nic innego jak
morderstwo- powiedziała głęboko mnie raniąc poprzez uświadamianie mi jak
okrutnie postąpiłam godząc się na plan Jeremiego dotyczący stworzenia klona
tylko po to by go następnie wchłonąć.
-Aelita co się tam dzieje?
Dlaczego nie pomagasz Urlichowi i Williamowi w walce? Odezwij się
proszę!- usłyszałam głos zmartwiony Jeremiego zdający się nadawać ze wszystkich
stron.
-Jeremie…- wyjąkałam z trudem poprzez ból zdający się rozsadzać mi
czaszkę od środka, będący spowodowany ciągłymi podrygami Agnes- …twój plan się
nie do końca powiódł. Mówiłeś, ze po połączeniu się z klonem będę się czuć
zupełnie tak jak wtedy gdy mój tatko zwrócił mi wspomnienia jednocześnie
wskrzeszając mnie po tym jak utraciłam na rzecz Xany wszystkie swoje
wspomnienia, a zamiast tego czuję się jakby Agnes stała się cząstką mnie nie
będącą mi jednością moją świadomością. Cząstką mnie, która próbuję mnie
zniszczyć.
-Zniszczyć? Oj nie skarbie. ja cię nie chcę zniszczyć tylko
odpłacić ci się pięknym za nadobne i uczynić cię cząstką siebie tak jak ty to
chciałaś zrobić ze mną. Będę cię męczyć tak długo jak osłabniesz na tyle bym to
ja mogła się stać tą dominującą częścią naszej świadomości. A wtedy nie dam ci
szans na dalszą egzystencje tylko uczynię ciebie bezwolnym fragmentem mojego
ego.- usłyszałam pełen złośliwości ton
Agnes, nadający z środka mojej głowy
i rozchodzący się w niej czemu
towarzyszył okropny ból skroni. Nie cierpiało moje ciało ale świadomość przez
co niewrażliwość mojego wirtualnego wcielenia na ból fizyczny nie ratowała mnie
przed mentalnymi torturami Agnes.
-Aelito…- zająknął się Jeremie w odpowiedzi zapewne
uświadomiwszy sobie, że pomimo swoich najlepszych intencji skazał mnie na
cierpienie i krew niewinnej istoty na rękach. Po chwili namysłu dodał jednak
pełnym współczucia głosem:- Zostań tam gdzie jesteś to spróbuje naprawić swój
błąd. Nie sądziłem, że będziesz cierpieć przez tę fuzję a skoro tak jest to
zrobię wszystko by cię uwolnić od tego bólu
W jego głosie czuć było prawdziwość jego intencji. Jeremie
nigdy nie chciał mnie skrzywdzić a teraz chcąc przywrócić mi urywki wspomnień
przeniesione do Agnes skazał mnie na dzielenie ciała z Agnes, która powoli
przestawała być kopią mnie a stawała się
żądną zemsty psychopatką.
-I co ten twój chłoptaś zamierza teraz zrobić? Nie
pozbędziesz się mnie z siebie nie rezygnując przy tym z moich wspomnień,
których tak bardzo potrzebujesz by poruszać się bezbłędnie po szkole i odnaleźć
laboratorium Tyrona.- odezwała się ponownie Agnes akurat w momencie gdy o niej
pomyślałam.
-Jeszcze zobaczysz.-odezwałam się do niej tonem pewnym pewności siebie chociaż to właśnie
pewności siebie mi w tym momencie brakowało- Jesteś cząstką mnie a z pomocą
Jeremiego przywołam cie do porządku
-Nie uda się wam tego zrobić. A już niedługo gdy będziesz
się tego najmniej spodziewać, stanę się tą dominującą cząstką naszej osobowości
i wtedy cię zniszczę a twoi przyjaciele podzielą twój los.- zagroziła mi w
Agnes głosem świdrującym mi w głowie. Zaczęłam się teraz poważnie zastanawiać
czy Agnes jest do tego w ogóle zdolna. Czy byłaby w stanie skrzywdzić mnie i
moich przyjaciół tylko z chorej żądzy zemsty.
Już chciałam jej coś odpowiedzieć ale poczułam gwałtowne
szarpnięcie do tyłu i czyjąś rękę na mojej szyi. Napastnik drugą ręką
unieruchomił mi głowę przez co nie
mogłam zobaczyć kto mnie napadł we wnętrzu wieży. Na szczęście w tym momencie
Agnes przestała mnie dręczyć dzięki czemu po raz pierwszy od kilku minut byłam
w stanie w pełni kontrolować swoje czyny i słowa.
Chciałam krzyknąć by powiadomić Jeremiego o tym, że ktoś
mnie napadł w ale napastnik jakby przewidziawszy, że spróbuje to zrobić
przesunął swoją dłoń na moje usta uniemożliwiając mi wydobycie z siebie
jakiegokolwiek odgłosu. Jednakże dzięki temu, że teraz widziałam jego dłoń
byłam w stanie zidentyfikować napastnika
po jej wyglądzie.
Od dłoni napastnika emanowała lekka zielonkawa poświata,
będąca charakterystyczna dla już dawno przeze mnie nie spotykanych sług Tyrona.
Dla Ninja. Najwidoczniej Tyron poczuł się mocno zagrożony, że wystawił na stół
swoją ostatnią kartę licząc zapewne na to, że przechyli ona szalę zwycięstwa na
jego korzyść.
W odruchu desperacji
aktywowałam swoje skrzydła licząc
na to, że Ninja mnie puści gdy nagle za moimi plecami a tym samym przed jego
pseudo-twarzą, pojawią się emanujące słabą ale potrafiącą go zdekoncentrować
poświatą skrzydła. Tak się też stało a Ninja upuściwszy mnie cofnął się o krok
do tyłu po czym zorientowawszy się, że wypuścił osobę, którą miał pochwycić na
rozkaz swego pana, spróbował mnie ponownie pochwycić poprzez szybki skok w moim
kierunku.
Ninja szybko do mnie doskoczył i zadał obydwoma mieczami
płaskie, poprzeczne cięcie wymierzona w moje żebra. By uniknąć tego ciosu
skoczyłam w tył, jednocześnie
opuszczając platformę by oblecieć ją dookoła i trafić Ninję od tyłu swoim polem
energii.
Na szczęście okazałam się szybsza od sługi Tyrona i za
pomocą skrzydeł cofnęłam się na skraj platformy. W moich obydwu dłoniach
pojawiły się pola energii i gotowe zdewirtualizować mojego przeciwnika. Ten
jednak sprawnie uniknął moich pocisków i
po chwili ponownie doskoczył do mnie, tym razem próbując mnie złapać za włosy.
Uznawszy, że pomoc jest zapewne w drodze postanowiłam odpuścić ten pojedynek.
Takie sprawy lepiej załatwić specjalistom w tej dziedzinie takim jak Urlich czy
William
Wzleciałam za pomocą skrzydeł na górną platformę wieży,
zostawiając tym samym bezradnego w tej sytuacji Ninję na dolnej platformie. Ta
wieża, została stworzona przez Xanę, więc Ninja nie mogli dowolnie zapadać siew
powierzchnię co znacznie zmniejszało ich potencjał bojowy. Przysiadłam sobie na
krawędzi platformy i zaczęłam obserwować
nic nie mogącego zrobić w tej sytuacji wroga. Jeremie mnie nie ostrzegł
przed obecnością Ninji a wiec pewnie stracił łączność ze mną poprzez jakąś
sztuczkę Tyrona. Nie napawało mnie to zbytnio optymizmem ale póki jestem tu
bezpieczna zostaje mi tylko czekać na pomoc.
Nagle usłyszałam z dołu głos Williama, który zapewne przybył
mnie uratować:
- Coś zrobił z Aelitą draniu!- wykrzyknął zobaczywszy zamiast mnie Ninję.
Ninja mu oczywiście nie odpowiedział bo nie mógł, tylko
wyjąwszy obydwa ostrza ruszył na Williama. Ten pomimo szoku jakiego doznał ujrzawszy
nie tego kogo się spodziewał bez większego problemu zatrzymał ostrza Ninji
swoim opancerzonym przedramieniem.
-W pojedynkę tacy jak ty nie są mi straszni.- powiedział
nabrawszy wiary w swoje zwycięstwo.
Jak na ironię Ninja w tym momencie go zaskoczył i chwilowo
rozbroił poprzez błyskawicznie zniżenie się do parteru i podcięcie mojemu
przyjacielowi nóg przez co ten runął na wąską odnogę platformy wypuszczając tym
samym żyletę z dłoni. Ninja wziął zamach by uderzyć Williama w odsłoniętą teraz
klatkę piersiową ale ten strzelił w niego z dłoni wiązką dymu odpychając go do tyłu. Dunbar błyskawicznie się podniósł
i z powrotem przywołał swój miecz by zadać nim kilka cięć wymierzonych w
rywala. Ninja w tym momencie popełnił swój pierwszy błąd i spróbował zablokować
cięcie Williama co kosztowało go utratę oręża gdyż ten runął w przepaść wyrwany
z jego ręki prze ogromną siłę ciosu mojego przyjaciela. William skorzystał z
okazji i puściwszy jedną ręką miecz, wymierzył nią potężnego sierpa wymierzonego
w Ninję czym zrzucił go z platformy do odmętów wieży. Prawdopodobnie Ninja
zaraz upadnie na platformę innej wieży z dala od nas dzięki czemu będziemy mieć
chwilę spokoju.
-Jeremie słyszysz mnie? Nie zastałem tu Aelity tylko Ninję
Tyrona. Słyszysz mnie Einsteinie?- wydarł się William nie mogąc skontaktować
się z Jeremiem.
Zleciałam z platformy i zaszedłem go od tyłu by zrobić mu
mała niespodziankę, że jednak jestem w tej wieży. Położyłam mu rękę na ramieniu
chcąc go lekko wystraszyć dla żartu i lekkiego rozładowania atmosfery. W końcu
skoro chwilowo mam jasne myśli to mogę sobie pozwolić na odrobinę zabawy.
Jednak o ile ja miałam lekką ochotę na żarty to William niestety jej nie podzielił. Zaskoczony
tym, że ktoś go dotknął w ramię, zapewne myśląc ,że to kolejny Ninja zamachnął
się na oślep ręką uderzając mnie przy tym w twarz tak, że się wywróciłam.
Ujrzawszy jednak kogo trafił natychmiast uświadomił się kogo trafił.
-Aelita! Czekaj no, ja nie chciałem cię uderzyć. Wziąłem cię
przez przypadek za wroga.- powiedział zorientowawszy się, że to nie wroga
trafił w twarz.
-Na szczęście będąc wirtualną, nie czuje się bólu.- odparłam
mu po czym ten podał mi rękę by pomóc mi wstać.
-Skoro się na mnie nie gniewasz to chodźmy zawirusować rdzeń
Kory i wracajmy do domu.-powiedział licząc na ostatnie odwiedziny w sercu Kory
-Chyba zapomniałeś, że tym razem nie ograniczymy się jedynie
do zawirusowania komputera.- wybiłam go z tropu.
-A no rzeczywiście na chwilę wyleciało mi to z głowy. Skoro
mamy go zniszczyć tak samo jak rozbiliśmy to z superkomputerami w replikach
to powinniśmy się spieszyć by Tyron nie
spróbował ponownie wyłączyć Kory.
-W takim razie czas wracać do Skida by jak najszybciej się teleportować
do Szwajcarii.- powiedziałam po czym skierowałam swe kroki ku wyjściu z wieży.
Wydostawszy się z wieży od razu usłyszeliśmy gniewny głos Jeremiego
-William, Aelita co się tam działo? Zupełnie straciłem z
wami kontakt kiedy byliście w wieży.
-Pewnie to jakaś sztuczka Tyrona. Kiedy byłam w wieży napadł
mnie Ninja ale mu uciekłam…
-… a ja mu załatwiłem małą wycieczkę po wieżach.- dokończył
za mnie Dunbar.
-Skoro Tyron postanowił wysłać do walki Ninja to nie możemy
pozwolić sobie na takie odsłonicie tyłów jak planowaliśmy pierwotnie. Najpierw
na ziemię wyślemy Williama by dokładnie zlokalizował maszynę Tyrona a potem gdy
już będziemy wiedzieć gdzie się ona dokładanie znajduję to ty Aelito dokończysz
dzieła.
-A co zrobimy z profesorkiem?- wtrącił się William
-Tym się już zająłem.- odpowiedział takim tonem jakby
planował jakiś spisek.
-Czyli?- zapytał zaintrygowany planem Jeremiego
-Za pomocą wieży przy której zaparkowaliśmy Skida przejąłem
kontrolę nad jakimś dilerem z szkoły Graffena i kazałem mu umieścić 20 kilogramów
kokainy w domu Tyrona po czym za jego pośrednictwem wezwałem Policę podając się
za sąsiada profesorka. Za parę godzin policja wtargnie do jego domu o ile już
tego nie zrobiła i Tyron zostanie aresztowany za posiadanie narkotyków a
wówczas wydanie przez sąd wyroku skazującego go na dłuższy pobyt w szpitalu psychiatrycznym będzie już tylko
kwestią czasu. Jak go uznają za ćpuna to nikt mu nie uwierzy w te wszystkie
opowieści o wirtualnych światach bo zawczasu zniszczymy wszystkie dowody na ich
istnienie.
-Ostro grasz Jeremie. Takich rzeczy to się po tobie nie
spodziewałem- skwitował William.
-Nie przesadzamy aby zbytnio? Czy nie wystarczy przypadkiem
jedynie go pozbawić superkomputera by mieć z nim na zawsze spokój?- zapytałam
będąc przerażona pomysłem Jeremiego. Co prawda Tyron jest naszym wrogiem ale
wrabianie kogoś w zbrodnie jakich nie popełnił wydawało mi się po prostu złe.
-Tyron wie do jakiej szkoły chodzimy i obecnie jest twoim prawnym
opiekunem więc jeśli nie pozbawimy go wolności osobistej będzie mógł nawet nie posiadając
superkomputera mocno nam zaszkodzić. Wystarczy, że ktokolwiek sprawdzi na
jakiej podstawie przejął on nad tobą opiekę a rodzina Odda dowie się o twoim
rzekomym pokrewieństwu z nimi.
-Skoro nie mam wyboru by się od niego uwolnić.- westchnęłam.
-Wiem Aelito, że to co robimy jest złe ale tylko w ten
sposób możemy powstrzymać Tyrona. Zresztą nie drążmy już tego tematu. Wysyłam
wam hulajnogę byście mogli jak najszybciej wrócić do Skida.
Gdy skończył mówić przed nami pojawił się jeszcze niewyraźny
zarys hulajnogi, która zazwyczaj służyła Yumi jako jej pojazd w Lyoko. Gdy
tekstura w całości wypełniła zarys pojazdu od razu na niego wskoczyłam w
przeciwieństwie do Williama, który miał opory przed skorzystaniem z pojazdu.
-Co jest William? Przecież już kiedyś leciałeś na
hulajnodze.- powiedziałam zachęcająco.
-Nie przypominam sobie.- odparł nie rozumiejąc o co mi
chodzi.
Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie jak straszną
popełniłam gafę. William korzystał z hulajnogi jedynie będąc pod kontrolą Xany
a wspominanie przy nim o tych czasach było co najmniej nietaktowne.
-Nie ważne.- powiedziałam pod nosem- Dlaczego nie chcesz
skorzystać z hulajnogi?
-Nie zbyt się widzę na tym dziwnym pojedzie za pozatym
sądzę, że mam lepszego rumaka, który mnie podwiezie do Skida.- odpowiedział
pewnym tonem.
-Rumaka?- zapytałam mając wrażenie, że się przesłyszałam.
William pstryknął
głośno palcami po czym wyraźnie na coś czekając obejrzał się w stronę
skraju Kory. Nim upłynęło pięć sekund z przepaści wyłoniła się olbrzymia czarna
manta wydając przy tym charakterystyczny dla siebie skowyt. Podleciała do
Williama i dała mu się dosiąść a ten wytworzył z dymu czarną upraż za pomocą,
której trzymał się na jej grzbiecie. Wyglądało to zupełnie tak jakby ponownie
został sługą Xany mającym za zadanie załatwienie mi zimnej kąpieli w odmętach
cyfrowego morza.
-Co się stało? Wyglądasz na przestraszoną. – rzekł ujrzawszy
moją skwaszoną minę jaka zagościła na mojej twarzy kiedy przypomniały się czasy
gdy widok Williama dosiadającego tej maty był dla mnie najgorszą rzeczą jaka
mnie mogła spotkać w Lyoko.
-Jedynie się zamyśliłam.- odparłam szybko po czym dodałam:-
Lećmy judo Skida, bo Tyron może już szykować jakiś odwet na nas.
-W takim razie w drogę.- powiedział ściągnąwszy wodze manty
przez co ta poderwała się do lotu a ja
poszybowałam na hulajnodze za nimi. Pomimo tego, że rzekomo nic nie pamiętał z czasów
kiedy był więźniem Xany to doskonale sobie radził ujeżdżając mantę. Panowanie
nad tym potworem dawało mu spory potencjał do walki z Ninja, gdyż jego „rumak”
mógł go teraz wspomóc w walce ostrzeliwując Ninja bądź zaminowywując niektóre
miejsca.
-Uważaj William! Na holomapie właśnie dostrzegłem potwora
Xany, który znajduję się blisko ciebie. usłyszeliśmy głos Jeremiego.
William roześmiał się w odpowiedzi na te słowa.
-Spokojnie panikarzu. Wszystko jest pod kontrolą.
Po dłuższej chwili lotu dotarliśmy do wieży, przy której
lewitował podłączony do niej Skid. W pobliżu wieży nie było widać żadnego śladu
obecności naszych przeciwników gdyż Gwardia i jej pomocnicy zostali już
wyeliminowani a Xana i Ninja nie byli zapewne skorzy to podjęci jakichkolwiek
działań. William zsiadł ze swojego rumaka i oddelegował mantę do wspierania
mnie. Dziwnie się poczułam będąc pilnowaną przez stojącą po naszej stronie
mantę. Ostatnim razem kiedy mogłam liczyć na pomoc mant kierował nimi mój
ojciec co powodowało, że na wierzch mojej świadomości wypłynęły związane z nim
wspomnienia. Zaletą tej sytuacji było to, że dzięki rozpamiętywaniu tamtych
chwil nie pozwalam Agnes na podjęcie kolejnej próby przejęci na de mną
kontroli.
Z tego
rozpamiętywania przeszłości wyrwał mnie głos Jeremiego.
-William jesteś gotowy?- zapytał
-Zawsze i wszędzie.- powiedział głosem pełnym
niecierpliwości.
- W takim razie zaczynam proces twoje teleportacji.- odparł
mu Jeremie
William stojący
dotychczas obok mnie zniknął w ty momencie by zmaterializować się w kabinie Skida
czemu towarzyszył blask błękitnego światła. Po tym jak się w niej znalazł w
kabinie nie minęła długa chwila nim ją wypełnił drugi błysk a mój czarnowłosy
przyjaciel przeniósł się do Szwajcarii.
-Jeremie długo mam tu czekać?- zapytałam się go nie chcąc tu
czekać bezczynnie gdy inni sięga mnie narażają.
-Plan zakłada, że pozostaniesz tu aż William nie zlokalizuje
dokładnie superkomputera. Dopiero wtedy cie tam wyślę byś go kompletnie
zniszczyła.
-William nie może tego zrobić sam?
-Mógłby on przeoczyć jakiś istotny element Tyronowego
ustrojstwa i wówczas istniałoby ryzyko, że ktoś byłby w stanie z niego odzyskać
dane. A co do twojego czekania to raczej nie będziesz się nudziła, bo Xana
postanowił się wreszcie dołączyć do gry.
-O jak miło.- odparłam
-Dasz radę?- zapytał się martwiąc o mój stan psychiki
-To zależy od tego co wysłał oraz tego czy pewna osoba się
wreszcie da zasymilować.-odpowiedziałam nie chcąc nawet o niej sobie
przypominać obawie, że ponownie siwe mnie uaktywni
-Nie obawiaj się. Prędzej czy później to się stanie a wtedy
będziesz się jeszcze śmiała z tej sytuacji.- pocieszył mnie.
-Dzięki Jeremie. A tak w ogóle to jak wygląda mój komitet
powitalny?
-Trzy bloki i dwa kraby.- odpowiedział zwięźle.
-Łatwizna.- odparłam i wywołam w obydwu dłoniach swoje pola
energii.
Akurat w tym momencie dostrzegłam pierwsze potwory
wyłaniające się z korytarzy Kory. Od razu cisnęłam w nie swoimi pociskami a manta Williama poleciał ostrzelać ich z
powietrza. Aktywowałam swoje skrzydła by do niej dołączyć i po chwili razem
pikowaliśmy ku nie mogącym strzelać pod odpowiednim kątem blokom.
William.
Nic nie widziałem. Moje ciało po teleportacji utknęło w
jakimś ciemnym i ciasnym pomieszczeniu z którego nie mogłem się wydostać. Przemiana
w dym i próba znalezienia jakiejkolwiek szczeliny nie przyniosły rezultatu więc
dalej tkwiłem w potrzasku. Rękoma wymacałem kształt mojego więzienia jakim była
tuba zablokowana zarówno od dołu jak i od góry.
-Jeremie gdzie ja jestem!- krzyknąłem zirytowawszy sienie na
żarty. W tak ciasnym pomieszczeniu nie mogłem użyć swoje miecza a inne formy
ucieczki już zawiodły.
-Sądzę, że wylądowałeś w jednym ze skanerów Tyrona.-
powiedział najwyraźniej jeszcze nie namierzywszy miejsca mojej teleportacji.
-To go otwórz Einsteinei!- krzyknąłem zirytowany
niefortunnym miejscem teleportacji.
-Próbuję, zaraz powinien sie otworzyć.- odparł tonem
zdradzającym, że nie do końca panuje nad sytuacją
Po chwili skaner rzeczywiście się otworzył a przed nim czekała na mnie pierwsza
niespodzianka w postaci mojego przeciwnika z Kory czyli Franza.
Stał on w pozycji bojowej przede w jednej ręce trzymając
dezodorant w drugiej zapalniczkę z palącym się płomieniem. Za nim stał
uzbrojony w saperkę jego czarnowłosy koleżka , który w Korze walczył za pomocą łuku a w tle dostrzegłem
jeszcze szperającego przy komputerze szwajcarskiego nerda nie zwracającego
zbytnio uwagi na to co się dookoła niego dzieje.
-Witam w kantonie Neuchatel.- powiedział z szaleńczym
uśmieszkiem po czym psiknął we mnie dezodorantem.
Wiązka dezodorantu zetknąwszy się po drodze ku mojej twarzy z płomieniem przemieniła w lecący ku
mnie płomień mający zasięg półtora metra. W ostatniej chwili zmieniłem siew dym
i uciekłem ze skanera unikając tym samym powrotu do Skida.
Ponownie przyjąłem ludzką formę za jego kolegą i od razu
zdzieliłem go pięścią w potylicę przez co ten najpierw się zachwiał a potem
padł bez przytomności na ziemię. Wywołałem swój miecz i stanąłem naprzeciw
Franza.
-W Korze mogłeś sobie kozaczyć ale teraz nie masz ze mną
szans.- rzuciłem chcąc się ponagrywać z rywala.
-Nie masz pojęcia z kim zadarłeś.- powiedział wyciągnąwszy z
przyczepionej do spodni kabury długi nóż.
-A gdzie są twoi towarzysze?- zapytałem kpiąco. Najwyraźniej
lider gwardii został sam opuszczony przez wszystkich tych, których zdradził w
Korze.
-Odesłałem ich by móc w spokoju skontaktować się ze
strażnikiem nie obawiając się o to, że ktoś nabierze podejrzeń.- wyjaśnił.
-Przynajmniej będzie mniej ofiar.- westchnąłem po czym błyskawicznie
doskoczyłem do niego i zadałem szerokie poziome cięcie, którego ten jednak uniknął
wycofawszy się między skanery. Między nimi nie miałem dość miejsca by zrobić
użytek ze swojej broni wiec ją odwołałem i skoczyłem na niego by dokończyć
walkę pięściami. Wywiązała się zacięta walka. Po chwili uzyskałem jednak
przewagę dzięki temu, że mój przeciwnik był ograniczony możliwościami ludzkiego
ciała a ja jako spektrum nie odczuwałem zmęczenia czy bólu. W końcu powaliłem
swojego przeciwnika na plecy i podetknąłem żyletę do jego podbródka.
-Powiedz mi no jedną rzecz. Boisz się śmierci?- zapytałem
się go chcąc wyjść jak typowy zabijaka.
-Tak boję się jej, ale ty nie masz jaj by załatwić mi
spotkanie z nią.- odparł plując krwią, która spływała do jego ust z rozbitego
przeze mnie nosa.
Przycisnąłem mocniej ostrze swojego miecza do jego twarzy i
powtórzyłem poprzednie słowa chcąc uzyskać oczekiwaną przeze mnie odpowiedź. Na jego twarzy zamiast
przerażenia gościł jednak wciąż szyderczy uśmieszek, który mnie mocno
niepokoił. Już w Korze pokazał on, że dla zwycięstwa jest zrobić wszystko a
teraz najwyraźniej krył jakiegoś asa w rękawie. Na dodatek miał on rację w
sprawie tego, czy jestem w stanie go zabić. O ile zabicie kogoś ze
świadomością, że nie ginie on naprawdę przychodzi łatwo to świadome pozbawienie
życia człowieka, któremu patrzy się w oczy przerasta moje możliwości.
Gdy się tak wahałem Franz wykonał nieznaczny ruch ręką. Kątem
oka dostrzegłem błysk metalu i po chwili w moją klatkę piersiową wbiło się ostrze
jego noża. Cofnąłem się o kilka kroków
bojąc się czy ten cios nie rozpocznie mojej dewirtualizacji. Jeśli
pokona mnie zwykły uczeń to Urlich nigdy nie da mi o tym zapomnieć.
Franz wstał natomiast i podeszwy do mnie powiedział:- Nóż
balistyczny to niezwykle przydatne narzędzie. Mało kto stając do walki z
człowiekiem uzbrojonym w nóż bierze pod uwagę to, że gdy nożownik naciśnie
koniec głowni noża to jego ostrze utknie w ciele rywala.
Wciągnąłem ostrze ze swojego ciała. Nie powróciłem do komory
Skida a to oznacza, że posiadam jeszcze jakieś punkty życia. Mój przeciwnik odkrył już wszystkie swoje
karty więc nadszedł na niego czas.
Natychmiast go uderzyłem twarz czego ten będąc w szoku nie
zdołał tym razem uniknąć. Kolejnym
ciosem w podbródek doprowadziłem do tego, że Franz podobnie jak jego kolega
upadł na ziemię bez przytomności.
Pokonawszy przeciwnika rozejrzałem się po pomieszczeniu i
mój wzrok skupił się na wciąż siedzącym przy komputerze członku gwardii. Siedział
o nieruchomo na fotelu patrząc na mnie z przerażeniem w oczach. Podszedłem do
niego powoli chcąc go maksymalnie wystraszyć co też się udało. Gdy podszedłem
do niego tak blisko, że mogłem poczuć jego oddech na swojej twarzy ten najpierw
się posikał ze strachu a następnie zemdlał na fotelu.
-Żałosne.- powiedziałem sam do siebie po czym jednym
kopnięciem zrzuciłem tego cieniasa z fotela.
Jak na zawołanie odezwał się teraz głos Jeremiego:- To co
widzisz to jest jedynie konsola umożliwiając korzystanie w ograniczonym
stopniu z superkomputera Tyrona.
Najlepiej będzie jak je kompletnie zniszczysz by nikt nigdy jej nie użył…
-… Dokończysz jak rozwalę na kawałeczki ten sprzęt.- przerwałem
komputerowcowi.
Na powrót przywołałem żyletę i zacząłem nią dewastować wnętrze bunkra. Skanery zostały pocięte,
komputer przeszyty na wylot ostrzem mego miecza a nic nie wadząca mi kanapa
została przeze mnie rozpruta bym mógł się bardziej zabawić. Moje ostrze
przechodziło przez wszystko niczym przez masło.
-Dobra Jeremie robota skończona.- powiedziałem nie
zostawiwszy w bunkrze niczego w jednym kawałku.
-Wyjście z bunkra jest na końcu jedynego korytarza jaki
prowadzi do bunkra. Drogę do szkoły znasz zapewne ze swojej ostatniej
wycieczki. Tylko uważaj, bo mój plan kompromitacji Tyrona zadziałał aż za
dobrze.
-O co ci chodzi?
-Policja powiązała moje zgłoszenie na Tyrona z tajemniczymi
wydarzeniami jakie wydarzyły się w
szkole Graffena i wysłała tam patrol mający na celu aresztować tę dwójkę więc
możesz się spodziewać utrudnień w dalszych poszukiwaniach.
-Policja? Co to dla mnie? Nawet się nie zorientują jak
puszczę superkomputer Tyrona z dymem.- powiedziałem i zmieniłem się w dym by
polecieć ku szkole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz