czwartek, 22 października 2015

Rozdział 19 „Zabawę czas zacząć”

Rozdział 19
„Zabawę czas zacząć”
Aelita
-Morderczyni! Morderczyni! Morderczyni!- zawodziła w moim umysłu moja zbuntowana cząstka umysłu. Przez to ciągłe zawodzenie nie byłam w stanie się na niczym skupić, nawet na tak prostych czynnościach jak chociażby podniesienie się na własne nogi. Za każdym razem gdy Agnes wtrącała próbowała przejąć nade mną kontrolę towarzyszył temu ogromny ból, powalający mnie na ziemię.
-Oddawaj mi moje ciało złodziejko- zawodziła dalej nie przestając ani na chwilę, pozwalając sobie na coraz bardziej pozbawione uzasadnienia żądania. W końcu od samego początku swego istnienia Agnes była jedynie cząstką mnie mającą za zadanie dowiedzieć się jak najwięcej o Tyronie i jego superkomputerze. Nie była nigdy w pełni człowiekiem tylko klonem nasyconym moimi wspomnienia i osobowością, który następnie wykształcił własną świadomość przez co zaczął się buntować.
-To nie jest twoje ciało! Byłaś, jesteś i zawsze będziesz częścią mnie niezależnie od tego co sobie ubzdurasz!- Odpowiedziałam jej w myślach, przechodząc tym samym do kontrataku. Gdybym nie leżała teraz samotnie na platformie wewnątrz wieży  to zapewne wyglądałam bym jak zupełna wariatka kłócąca się sama ze sobą i miotająca się z bólu na wszystkie strony.
-Odbiorę ci ciało tak samo jak ty mi je odebrałaś!- groziła dalej.
-Nic ci nie odebrałam tylko wzięłam to co było moje.- odpowiedziałam.
-Oddzielając mnie od siebie dałaś mi wolną wolę a teraz poprzez odebranie mi ciała i zescalenie naszych jaźni zakończyłaś mój samodzielny byt  a to było nic innego jak morderstwo- powiedziała głęboko mnie raniąc poprzez uświadamianie mi jak okrutnie postąpiłam godząc się na plan Jeremiego dotyczący stworzenia klona tylko po to by go następnie wchłonąć.
-Aelita co się tam dzieje?  Dlaczego nie pomagasz Urlichowi i Williamowi w walce? Odezwij się proszę!- usłyszałam głos zmartwiony Jeremiego zdający się nadawać ze wszystkich stron.
-Jeremie…- wyjąkałam  z trudem poprzez ból zdający się rozsadzać mi czaszkę od środka, będący spowodowany ciągłymi podrygami Agnes- …twój plan się nie do końca powiódł. Mówiłeś, ze po połączeniu się z klonem będę się czuć zupełnie tak jak wtedy gdy mój tatko zwrócił mi wspomnienia jednocześnie wskrzeszając mnie po tym jak utraciłam na rzecz Xany wszystkie swoje wspomnienia, a zamiast tego czuję się jakby Agnes stała się cząstką mnie nie będącą mi jednością moją świadomością. Cząstką mnie, która próbuję mnie zniszczyć.
-Zniszczyć? Oj nie skarbie. ja cię nie chcę zniszczyć tylko odpłacić ci się pięknym za nadobne i uczynić cię cząstką siebie tak jak ty to chciałaś zrobić ze mną. Będę cię męczyć tak długo jak osłabniesz na tyle bym to ja mogła się stać tą dominującą częścią naszej świadomości. A wtedy nie dam ci szans na dalszą egzystencje tylko uczynię ciebie bezwolnym fragmentem mojego ego.- usłyszałam pełen złośliwości  ton Agnes,  nadający z środka mojej głowy i  rozchodzący się w niej czemu towarzyszył okropny ból skroni. Nie cierpiało moje ciało ale świadomość przez co niewrażliwość mojego wirtualnego wcielenia na ból fizyczny nie ratowała mnie przed mentalnymi torturami Agnes.
-Aelito…- zająknął się Jeremie w odpowiedzi zapewne uświadomiwszy sobie, że pomimo swoich najlepszych intencji skazał mnie na cierpienie i krew niewinnej istoty na rękach. Po chwili namysłu dodał jednak pełnym współczucia głosem:- Zostań tam gdzie jesteś to spróbuje naprawić swój błąd. Nie sądziłem, że będziesz cierpieć przez tę fuzję a skoro tak jest to zrobię wszystko by cię uwolnić od tego bólu
W jego głosie czuć było prawdziwość jego intencji. Jeremie nigdy nie chciał mnie skrzywdzić a teraz chcąc przywrócić mi urywki wspomnień przeniesione do Agnes skazał mnie na dzielenie ciała z Agnes, która powoli przestawała być  kopią mnie a stawała się żądną zemsty psychopatką.
-I co ten twój chłoptaś zamierza teraz zrobić? Nie pozbędziesz się mnie z siebie nie rezygnując przy tym z moich wspomnień, których tak bardzo potrzebujesz by poruszać się bezbłędnie po szkole i odnaleźć laboratorium Tyrona.- odezwała się ponownie Agnes akurat w momencie gdy o niej pomyślałam.
-Jeszcze zobaczysz.-odezwałam się do niej tonem  pewnym pewności siebie chociaż to właśnie pewności siebie mi w tym momencie brakowało- Jesteś cząstką mnie a z pomocą Jeremiego przywołam cie do porządku
-Nie uda się wam tego zrobić. A już niedługo gdy będziesz się tego najmniej spodziewać, stanę się tą dominującą cząstką naszej osobowości i wtedy cię zniszczę a twoi przyjaciele podzielą twój los.- zagroziła mi w Agnes głosem świdrującym mi w głowie. Zaczęłam się teraz poważnie zastanawiać czy Agnes jest do tego w ogóle zdolna. Czy byłaby w stanie skrzywdzić mnie i moich przyjaciół tylko z chorej żądzy zemsty.
Już chciałam jej coś odpowiedzieć ale poczułam gwałtowne szarpnięcie do tyłu i czyjąś rękę na mojej szyi. Napastnik drugą ręką unieruchomił mi  głowę przez co nie mogłam zobaczyć kto mnie napadł we wnętrzu wieży. Na szczęście w tym momencie Agnes przestała mnie dręczyć dzięki czemu po raz pierwszy od kilku minut byłam w stanie w pełni kontrolować swoje czyny i słowa.
Chciałam krzyknąć by powiadomić Jeremiego o tym, że ktoś mnie napadł w ale napastnik jakby przewidziawszy, że spróbuje to zrobić przesunął swoją dłoń na moje usta uniemożliwiając mi wydobycie z siebie jakiegokolwiek odgłosu. Jednakże dzięki temu, że teraz widziałam jego dłoń byłam  w stanie zidentyfikować napastnika po jej wyglądzie.
Od dłoni napastnika emanowała lekka zielonkawa poświata, będąca charakterystyczna dla już dawno przeze mnie nie spotykanych sług Tyrona. Dla Ninja. Najwidoczniej Tyron poczuł się mocno zagrożony, że wystawił na stół swoją ostatnią kartę licząc zapewne na to, że przechyli ona szalę zwycięstwa na jego korzyść.
W odruchu desperacji  aktywowałam  swoje skrzydła licząc na to, że Ninja mnie puści gdy nagle za moimi plecami a tym samym przed jego pseudo-twarzą, pojawią się emanujące słabą ale potrafiącą go zdekoncentrować poświatą skrzydła. Tak się też stało a Ninja upuściwszy mnie cofnął się o krok do tyłu po czym zorientowawszy się, że wypuścił osobę, którą miał pochwycić na rozkaz swego pana, spróbował mnie ponownie pochwycić poprzez szybki skok w moim kierunku.
Ninja szybko do mnie doskoczył i zadał obydwoma mieczami płaskie, poprzeczne cięcie wymierzona w moje żebra. By uniknąć tego ciosu skoczyłam  w tył, jednocześnie opuszczając platformę by oblecieć ją dookoła i trafić Ninję od tyłu swoim polem energii.
Na szczęście okazałam się szybsza od sługi Tyrona i za pomocą skrzydeł cofnęłam się na skraj platformy. W moich obydwu dłoniach pojawiły się pola energii i gotowe zdewirtualizować mojego przeciwnika. Ten jednak sprawnie  uniknął moich pocisków i po chwili ponownie doskoczył do mnie, tym razem próbując mnie złapać za włosy. Uznawszy, że pomoc jest zapewne w drodze postanowiłam odpuścić ten pojedynek. Takie sprawy lepiej załatwić specjalistom w tej dziedzinie takim jak Urlich czy William
Wzleciałam za pomocą skrzydeł na górną platformę wieży, zostawiając tym samym bezradnego w tej sytuacji Ninję na dolnej platformie. Ta wieża, została stworzona przez Xanę, więc Ninja nie mogli dowolnie zapadać siew powierzchnię co znacznie zmniejszało ich potencjał bojowy. Przysiadłam sobie na krawędzi platformy i zaczęłam obserwować  nic nie mogącego zrobić w tej sytuacji wroga. Jeremie mnie nie ostrzegł przed obecnością Ninji a wiec pewnie stracił łączność ze mną poprzez jakąś sztuczkę Tyrona. Nie napawało mnie to zbytnio optymizmem ale póki jestem tu bezpieczna zostaje mi tylko czekać na pomoc.
Nagle usłyszałam z dołu głos Williama, który zapewne przybył mnie uratować:
- Coś zrobił z Aelitą draniu!- wykrzyknął  zobaczywszy zamiast mnie Ninję.
Ninja mu oczywiście nie odpowiedział bo nie mógł, tylko wyjąwszy obydwa ostrza ruszył na Williama. Ten pomimo szoku jakiego doznał ujrzawszy nie tego kogo się spodziewał bez większego problemu zatrzymał ostrza Ninji swoim opancerzonym przedramieniem.
-W pojedynkę tacy jak ty nie są mi straszni.- powiedział nabrawszy wiary w swoje zwycięstwo.
Jak na ironię Ninja w tym momencie go zaskoczył i chwilowo rozbroił poprzez błyskawicznie zniżenie się do parteru i podcięcie mojemu przyjacielowi nóg przez co ten runął na wąską odnogę platformy wypuszczając tym samym żyletę z dłoni. Ninja wziął zamach by uderzyć Williama w odsłoniętą teraz klatkę piersiową ale ten strzelił w niego z dłoni wiązką dymu odpychając  go do tyłu. Dunbar błyskawicznie się podniósł i z powrotem przywołał swój miecz by zadać nim kilka cięć wymierzonych w rywala. Ninja w tym momencie popełnił swój pierwszy błąd i spróbował zablokować cięcie Williama co kosztowało go utratę oręża gdyż ten runął w przepaść wyrwany z jego ręki prze ogromną siłę ciosu mojego przyjaciela. William skorzystał z okazji i puściwszy jedną ręką miecz, wymierzył nią potężnego sierpa wymierzonego w Ninję czym zrzucił go z platformy do odmętów wieży. Prawdopodobnie Ninja zaraz upadnie na platformę innej wieży z dala od nas dzięki czemu będziemy mieć chwilę spokoju.
-Jeremie słyszysz mnie? Nie zastałem tu Aelity tylko Ninję Tyrona. Słyszysz mnie Einsteinie?- wydarł się William nie mogąc skontaktować się  z Jeremiem.
Zleciałam z platformy i zaszedłem go od tyłu by zrobić mu mała niespodziankę, że jednak jestem w tej wieży. Położyłam mu rękę na ramieniu chcąc go lekko wystraszyć dla żartu i lekkiego rozładowania atmosfery. W końcu skoro chwilowo mam jasne myśli to mogę sobie pozwolić na odrobinę zabawy.
Jednak o ile ja miałam lekką ochotę na  żarty to William niestety jej nie podzielił. Zaskoczony tym, że ktoś go dotknął w ramię, zapewne myśląc ,że to kolejny Ninja zamachnął się na oślep ręką uderzając mnie przy tym w twarz tak, że się wywróciłam. Ujrzawszy jednak kogo trafił natychmiast uświadomił się kogo trafił.
-Aelita! Czekaj no, ja nie chciałem cię uderzyć. Wziąłem cię przez przypadek za wroga.- powiedział zorientowawszy się, że to nie wroga trafił w twarz.
-Na szczęście będąc wirtualną, nie czuje się bólu.- odparłam mu po czym ten podał mi rękę by pomóc mi wstać.
-Skoro się na mnie nie gniewasz to chodźmy zawirusować rdzeń Kory i wracajmy do domu.-powiedział licząc na ostatnie odwiedziny w sercu Kory
-Chyba zapomniałeś, że tym razem nie ograniczymy się jedynie do zawirusowania komputera.- wybiłam go z tropu.
-A no rzeczywiście na chwilę wyleciało mi to z głowy. Skoro mamy go zniszczyć tak samo jak rozbiliśmy to z superkomputerami w replikach to  powinniśmy się spieszyć by Tyron nie spróbował ponownie wyłączyć Kory.
-W takim razie czas wracać do Skida by jak najszybciej się teleportować do Szwajcarii.- powiedziałam po czym skierowałam swe kroki ku wyjściu z wieży.
Wydostawszy się z wieży od razu usłyszeliśmy gniewny głos Jeremiego
-William, Aelita co się tam działo? Zupełnie straciłem z wami kontakt kiedy byliście w wieży.
-Pewnie to jakaś sztuczka Tyrona. Kiedy byłam w wieży napadł mnie Ninja ale mu uciekłam…
-… a ja mu załatwiłem małą wycieczkę po wieżach.- dokończył za mnie Dunbar.
-Skoro Tyron postanowił wysłać do walki Ninja to nie możemy pozwolić sobie na takie odsłonicie tyłów jak planowaliśmy pierwotnie. Najpierw na ziemię wyślemy Williama by dokładnie zlokalizował maszynę Tyrona a potem gdy już będziemy wiedzieć gdzie się ona dokładanie znajduję to ty Aelito dokończysz dzieła.
-A co zrobimy z profesorkiem?- wtrącił się William
-Tym się już zająłem.- odpowiedział takim tonem jakby planował jakiś spisek.
-Czyli?- zapytał zaintrygowany planem Jeremiego
-Za pomocą wieży przy której zaparkowaliśmy Skida przejąłem kontrolę nad jakimś dilerem z szkoły Graffena i kazałem mu umieścić 20 kilogramów kokainy w domu Tyrona po czym za jego pośrednictwem wezwałem Policę podając się za sąsiada profesorka. Za parę godzin policja wtargnie do jego domu o ile już tego nie zrobiła i Tyron zostanie aresztowany za posiadanie narkotyków a wówczas wydanie przez sąd wyroku skazującego go na dłuższy pobyt  w szpitalu psychiatrycznym będzie już tylko kwestią czasu. Jak go uznają za ćpuna to nikt mu nie uwierzy w te wszystkie opowieści o wirtualnych światach bo zawczasu zniszczymy wszystkie dowody na ich istnienie.
-Ostro grasz Jeremie. Takich rzeczy to się po tobie nie spodziewałem- skwitował William.
-Nie przesadzamy aby zbytnio? Czy nie wystarczy przypadkiem jedynie go pozbawić superkomputera by mieć z nim na zawsze spokój?- zapytałam będąc przerażona pomysłem Jeremiego. Co prawda Tyron jest naszym wrogiem ale wrabianie kogoś w zbrodnie jakich nie popełnił wydawało mi się po prostu złe.
-Tyron wie do jakiej szkoły chodzimy i obecnie jest twoim prawnym opiekunem więc jeśli nie pozbawimy go wolności osobistej będzie mógł nawet nie posiadając superkomputera mocno nam zaszkodzić. Wystarczy, że ktokolwiek sprawdzi na jakiej podstawie przejął on nad tobą opiekę a rodzina Odda dowie się o twoim rzekomym pokrewieństwu z nimi.
-Skoro nie mam wyboru by się od niego uwolnić.- westchnęłam.
-Wiem Aelito, że to co robimy jest złe ale tylko w ten sposób możemy powstrzymać Tyrona. Zresztą nie drążmy już tego tematu. Wysyłam wam hulajnogę byście mogli jak najszybciej wrócić do Skida.
Gdy skończył mówić przed nami pojawił się jeszcze niewyraźny zarys hulajnogi, która zazwyczaj służyła Yumi jako jej pojazd w Lyoko. Gdy tekstura w całości wypełniła zarys pojazdu od razu na niego wskoczyłam w przeciwieństwie do Williama, który miał opory przed skorzystaniem z pojazdu.
-Co jest William? Przecież już kiedyś leciałeś na hulajnodze.- powiedziałam zachęcająco.
-Nie przypominam sobie.- odparł nie rozumiejąc o co mi chodzi.
Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie jak straszną popełniłam gafę. William korzystał z hulajnogi jedynie będąc pod kontrolą Xany a wspominanie przy nim o tych czasach było co najmniej nietaktowne.
-Nie ważne.- powiedziałam pod nosem- Dlaczego nie chcesz skorzystać z hulajnogi?
-Nie zbyt się widzę na tym dziwnym pojedzie za pozatym sądzę, że mam lepszego rumaka, który mnie podwiezie do Skida.- odpowiedział pewnym tonem.
-Rumaka?- zapytałam mając wrażenie, że się przesłyszałam.
William pstryknął  głośno palcami po czym wyraźnie na coś czekając obejrzał się w stronę skraju Kory. Nim upłynęło pięć sekund z przepaści wyłoniła się olbrzymia czarna manta wydając przy tym charakterystyczny dla siebie skowyt. Podleciała do Williama i dała mu się dosiąść a ten wytworzył z dymu czarną upraż za pomocą, której trzymał się na jej grzbiecie. Wyglądało to zupełnie tak jakby ponownie został sługą Xany mającym za zadanie załatwienie mi zimnej kąpieli w odmętach cyfrowego morza.
-Co się stało? Wyglądasz na przestraszoną. – rzekł ujrzawszy moją skwaszoną minę jaka zagościła na mojej twarzy kiedy przypomniały się czasy gdy widok Williama dosiadającego tej maty był dla mnie najgorszą rzeczą jaka mnie mogła spotkać w Lyoko.
-Jedynie się zamyśliłam.- odparłam szybko po czym dodałam:- Lećmy judo Skida, bo Tyron może już szykować jakiś odwet na nas.
-W takim razie w drogę.- powiedział ściągnąwszy wodze manty przez co ta poderwała się do  lotu a ja poszybowałam na hulajnodze za nimi. Pomimo tego, że rzekomo nic nie pamiętał z czasów kiedy był więźniem Xany to doskonale sobie radził ujeżdżając mantę. Panowanie nad tym potworem dawało mu spory potencjał do walki z Ninja, gdyż jego „rumak” mógł go teraz wspomóc w walce ostrzeliwując Ninja bądź zaminowywując niektóre miejsca.
-Uważaj William! Na holomapie właśnie dostrzegłem potwora Xany, który znajduję się blisko ciebie. usłyszeliśmy głos Jeremiego.
William roześmiał się w odpowiedzi na te słowa.
-Spokojnie panikarzu. Wszystko jest pod kontrolą.
Po dłuższej chwili lotu dotarliśmy do wieży, przy której lewitował podłączony do niej Skid. W pobliżu wieży nie było widać żadnego śladu obecności naszych przeciwników gdyż Gwardia i jej pomocnicy zostali już wyeliminowani a Xana i Ninja nie byli zapewne skorzy to podjęci jakichkolwiek działań. William zsiadł ze swojego rumaka i oddelegował mantę do wspierania mnie. Dziwnie się poczułam będąc pilnowaną przez stojącą po naszej stronie mantę. Ostatnim razem kiedy mogłam liczyć na pomoc mant kierował nimi mój ojciec co powodowało, że na wierzch mojej świadomości wypłynęły związane z nim wspomnienia. Zaletą tej sytuacji było to, że dzięki rozpamiętywaniu tamtych chwil nie pozwalam Agnes na podjęcie kolejnej próby przejęci na de mną kontroli.
Z  tego rozpamiętywania przeszłości wyrwał mnie głos Jeremiego.
-William jesteś gotowy?- zapytał
-Zawsze i wszędzie.- powiedział głosem pełnym niecierpliwości.
- W takim razie zaczynam proces twoje teleportacji.- odparł mu Jeremie
 William stojący dotychczas obok mnie zniknął w ty momencie by zmaterializować się w kabinie Skida czemu towarzyszył blask błękitnego światła. Po tym jak się w niej znalazł w kabinie nie minęła długa chwila nim ją wypełnił drugi błysk a mój czarnowłosy przyjaciel przeniósł się do Szwajcarii.
-Jeremie długo mam tu czekać?- zapytałam się go nie chcąc tu czekać bezczynnie gdy inni sięga mnie narażają.
-Plan zakłada, że pozostaniesz tu aż William nie zlokalizuje dokładnie superkomputera. Dopiero wtedy cie tam wyślę byś go kompletnie zniszczyła.
-William nie może tego zrobić sam?
-Mógłby on przeoczyć jakiś istotny element Tyronowego ustrojstwa i wówczas istniałoby ryzyko, że ktoś byłby w stanie z niego odzyskać dane. A co do twojego czekania to raczej nie będziesz się nudziła, bo Xana postanowił się wreszcie dołączyć do gry.
-O jak miło.- odparłam
-Dasz radę?- zapytał się martwiąc o mój stan psychiki
-To zależy od tego co wysłał oraz tego czy pewna osoba się wreszcie da zasymilować.-odpowiedziałam nie chcąc nawet o niej sobie przypominać obawie, że ponownie siwe mnie uaktywni
-Nie obawiaj się. Prędzej czy później to się stanie a wtedy będziesz się jeszcze śmiała z tej sytuacji.- pocieszył mnie.
-Dzięki Jeremie. A tak w ogóle to jak wygląda mój komitet powitalny?
-Trzy bloki i dwa kraby.- odpowiedział zwięźle.
-Łatwizna.- odparłam i wywołam w obydwu dłoniach swoje pola energii.
Akurat w tym momencie dostrzegłam pierwsze potwory wyłaniające się z korytarzy Kory. Od razu cisnęłam w nie swoimi pociskami  a manta Williama poleciał ostrzelać ich z powietrza. Aktywowałam swoje skrzydła by do niej dołączyć i po chwili razem pikowaliśmy ku nie mogącym strzelać pod odpowiednim kątem blokom.
William.
Nic nie widziałem. Moje ciało po teleportacji utknęło w jakimś ciemnym i ciasnym pomieszczeniu z którego nie mogłem się wydostać. Przemiana w dym i próba znalezienia jakiejkolwiek szczeliny nie przyniosły rezultatu więc dalej tkwiłem w potrzasku. Rękoma wymacałem kształt mojego więzienia jakim była tuba zablokowana zarówno od dołu jak i od góry.
-Jeremie gdzie ja jestem!- krzyknąłem zirytowawszy sienie na żarty. W tak ciasnym pomieszczeniu nie mogłem użyć swoje miecza a inne formy ucieczki już zawiodły.
-Sądzę, że wylądowałeś w jednym ze skanerów Tyrona.- powiedział najwyraźniej jeszcze nie namierzywszy miejsca mojej teleportacji.
-To go otwórz Einsteinei!- krzyknąłem zirytowany niefortunnym miejscem teleportacji.
-Próbuję, zaraz powinien sie otworzyć.- odparł tonem zdradzającym, że nie do końca panuje nad sytuacją
Po chwili skaner rzeczywiście się otworzył  a przed nim czekała na mnie pierwsza niespodzianka w postaci mojego przeciwnika z Kory czyli Franza.
Stał on w pozycji bojowej przede w jednej ręce trzymając dezodorant w drugiej zapalniczkę z palącym się płomieniem. Za nim stał uzbrojony w saperkę jego czarnowłosy koleżka , który w Korze  walczył za pomocą łuku a w tle dostrzegłem jeszcze szperającego przy komputerze szwajcarskiego nerda nie zwracającego zbytnio uwagi na to co się dookoła niego dzieje.
-Witam w kantonie Neuchatel.- powiedział z szaleńczym uśmieszkiem po czym psiknął we mnie dezodorantem.
Wiązka dezodorantu zetknąwszy się po drodze ku mojej  twarzy z płomieniem przemieniła w lecący ku mnie płomień mający zasięg półtora metra. W ostatniej chwili zmieniłem siew dym i uciekłem ze skanera unikając tym samym powrotu do Skida.
Ponownie przyjąłem ludzką formę za jego kolegą i od razu zdzieliłem go pięścią w potylicę przez co ten najpierw się zachwiał a potem padł bez przytomności na ziemię. Wywołałem swój miecz i stanąłem naprzeciw Franza.
-W Korze mogłeś sobie kozaczyć ale teraz nie masz ze mną szans.- rzuciłem chcąc się ponagrywać z rywala.
-Nie masz pojęcia z kim zadarłeś.- powiedział wyciągnąwszy z przyczepionej do spodni kabury długi nóż.
-A gdzie są twoi towarzysze?- zapytałem kpiąco. Najwyraźniej lider gwardii został sam opuszczony przez wszystkich tych, których zdradził w Korze.
-Odesłałem ich by móc w spokoju skontaktować się ze strażnikiem nie obawiając się o to, że ktoś nabierze podejrzeń.- wyjaśnił.
-Przynajmniej będzie mniej ofiar.- westchnąłem po czym błyskawicznie doskoczyłem do niego i zadałem szerokie poziome cięcie, którego ten jednak uniknął wycofawszy się między skanery. Między nimi nie miałem dość miejsca by zrobić użytek ze swojej broni wiec ją odwołałem i skoczyłem na niego by dokończyć walkę pięściami. Wywiązała się zacięta walka. Po chwili uzyskałem jednak przewagę dzięki temu, że mój przeciwnik był ograniczony możliwościami ludzkiego ciała a ja jako spektrum nie odczuwałem zmęczenia czy bólu. W końcu powaliłem swojego przeciwnika na plecy i podetknąłem żyletę do jego podbródka.
-Powiedz mi no jedną rzecz. Boisz się śmierci?- zapytałem się go chcąc wyjść jak typowy zabijaka.
-Tak boję się jej, ale ty nie masz jaj by załatwić mi spotkanie z nią.- odparł plując krwią, która spływała do jego ust z rozbitego przeze mnie nosa.
Przycisnąłem mocniej ostrze swojego miecza do jego twarzy i powtórzyłem poprzednie słowa chcąc uzyskać oczekiwaną przeze  mnie odpowiedź. Na jego twarzy zamiast przerażenia gościł jednak wciąż szyderczy uśmieszek, który mnie mocno niepokoił. Już w Korze pokazał on, że dla zwycięstwa jest zrobić wszystko a teraz najwyraźniej krył jakiegoś asa w rękawie. Na dodatek miał on rację w sprawie tego, czy jestem w stanie go zabić. O ile zabicie kogoś ze świadomością, że nie ginie on naprawdę przychodzi łatwo to świadome pozbawienie życia człowieka, któremu patrzy się w oczy przerasta moje możliwości.
Gdy się tak wahałem Franz wykonał nieznaczny ruch ręką. Kątem oka dostrzegłem błysk metalu i po chwili w moją klatkę piersiową wbiło się ostrze jego noża. Cofnąłem się o kilka kroków  bojąc się czy ten cios nie rozpocznie mojej dewirtualizacji. Jeśli pokona mnie zwykły uczeń to Urlich nigdy nie da mi o tym zapomnieć.
Franz wstał natomiast i podeszwy do mnie powiedział:- Nóż balistyczny to niezwykle przydatne narzędzie. Mało kto stając do walki z człowiekiem uzbrojonym w nóż bierze pod uwagę to, że gdy nożownik naciśnie koniec głowni noża to jego ostrze utknie w ciele rywala.
Wciągnąłem ostrze ze swojego ciała. Nie powróciłem do komory Skida a to oznacza, że posiadam jeszcze jakieś punkty życia.  Mój przeciwnik odkrył już wszystkie swoje karty więc nadszedł na niego czas.
Natychmiast go uderzyłem twarz czego ten będąc w szoku nie zdołał tym razem uniknąć.  Kolejnym ciosem w podbródek doprowadziłem do tego, że Franz podobnie jak jego kolega upadł na ziemię bez przytomności.
Pokonawszy przeciwnika rozejrzałem się po pomieszczeniu i mój wzrok skupił się na wciąż siedzącym przy komputerze członku gwardii. Siedział o nieruchomo na fotelu patrząc na mnie z przerażeniem w oczach. Podszedłem do niego powoli chcąc go maksymalnie wystraszyć co też się udało. Gdy podszedłem do niego tak blisko, że mogłem poczuć jego oddech na swojej twarzy ten najpierw się posikał ze strachu a następnie zemdlał na fotelu.
-Żałosne.- powiedziałem sam do siebie po czym jednym kopnięciem zrzuciłem tego cieniasa z fotela.
Jak na zawołanie odezwał się teraz głos Jeremiego:- To co widzisz to jest jedynie konsola umożliwiając korzystanie w ograniczonym stopniu  z superkomputera Tyrona. Najlepiej będzie jak je kompletnie zniszczysz by nikt nigdy jej nie użył…
-… Dokończysz jak rozwalę na kawałeczki ten sprzęt.- przerwałem komputerowcowi.
Na powrót przywołałem żyletę i  zacząłem nią dewastować  wnętrze bunkra. Skanery zostały pocięte, komputer przeszyty na wylot ostrzem mego miecza a nic nie wadząca mi kanapa została przeze mnie rozpruta bym mógł się bardziej zabawić. Moje ostrze przechodziło przez wszystko niczym przez masło.
-Dobra Jeremie robota skończona.- powiedziałem nie zostawiwszy w bunkrze niczego w jednym kawałku.
-Wyjście z bunkra jest na końcu jedynego korytarza jaki prowadzi do bunkra. Drogę do szkoły znasz zapewne ze swojej ostatniej wycieczki. Tylko uważaj, bo mój plan kompromitacji Tyrona zadziałał aż za dobrze.
-O co ci chodzi?
-Policja powiązała moje zgłoszenie na Tyrona z tajemniczymi wydarzeniami  jakie wydarzyły się w szkole Graffena i wysłała tam patrol mający na celu aresztować tę dwójkę więc możesz się spodziewać utrudnień w dalszych poszukiwaniach.
-Policja? Co to dla mnie? Nawet się nie zorientują jak puszczę superkomputer Tyrona z dymem.- powiedziałem i zmieniłem się w dym by polecieć ku szkole.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz